24 kilometry po lodzie Bałtyku. Rowerowa wyprawa przez Zatokę Pucką
Zimą rower zwykle trafia do garażu lub na trenażer, ale są tacy, dla których mróz to zaproszenie do przygody.
Tegoroczne minusowe temperatury nad Bałtykiem stworzyły rzadkie warunki, z których skorzystał Mariusz Krzywiel – doświadczony rowerzysta i właściciel sklepu Rowerowe Przymorze. Na kolcowanych oponach przejechał po lodzie Zatoki Puckiej trasę Rewa–Kuźnica–Rewa, pokonując łącznie 24 kilometry.
Rozkład jazdy:
- Jak wygląda przejazd rowerem po zamarzniętej Zatoce Puckiej?
- Jakie przygotowanie jest konieczne do jazdy po lodzie?
- Czy takie wyprawy to jeszcze kolarstwo, czy już ekstremalna przygoda?
Jak wygląda przejazd rowerem po zamarzniętej Zatoce Puckiej?
Przejazd odbył się 3 lutego 2026 roku, w dzień z silnym mrozem i pełnym słońcem – idealny moment przed zapowiadanym ociepleniem. Sama jazda zajęła około dwóch godzin, choć cała wyprawa trwała blisko trzy godziny ze względu na postoje.
– Byłem sam, cisza, wiatr, ptaki i lód pod kołami. Czułem się, jakbym był w innym świecie – relacjonuje Mariusz Krzywiel.
Trasa prowadziła przez Rybitwią Mieliznę – płycizny znane m.in. z letniego Marszu Śledzia. Najbardziej newralgiczny fragment znajdował się w rejonie Rewy, gdzie zatoka jest głębsza, ale dalej lód był gruby i przejrzysty, a pod kołami widać było strukturę kryształów.
Po drodze znalazł się także czas na nietypowy „bufet” – w Kuźnicy rybacy zaprosili rowerzystę na kawę, co tylko podkreśliło wyjątkowość tej zimowej wyprawy.
Jakie przygotowanie jest konieczne do jazdy po lodzie?
Choć przejazd wygląda spektakularnie, nie był dziełem przypadku. Kluczowe były przygotowanie sprzętu i logistyki. Rower wyposażony był w opony z kolcami, które zapewniały przyczepność na śliskiej nawierzchni. Rowerzysta miał również kolce ratunkowe do wychodzenia z lodu, noszone na szyi – standardowe wyposażenie osób poruszających się po zamarzniętych akwenach.
PRZESIĄDŹ SIĘ NA:
Mimo że Mariusz jechał sam, nie był całkowicie odcięty od świata. Koledzy czuwali na brzegu w Rewie, a kontakt utrzymywany był przez krótkofalówkę. Kluczowe było także stałe monitorowanie prognoz pogody i wybór dnia o możliwie stabilnych warunkach.
To wyraźny sygnał, że takie wyprawy wymagają doświadczenia, świadomości ryzyka i odpowiedzialnego podejścia.
Czy takie wyprawy to jeszcze kolarstwo, czy już ekstremalna przygoda?
Dla 55-letniego rowerzysty odpowiedź jest prosta – to naturalne przedłużenie pasji. Choć uprawia różne sporty, rower od lat pozostaje jego numerem jeden. Jak sam przyznaje, wiedział, że taka okazja może się już nie powtórzyć.
Przejazd przez Zatokę Pucką tylko wzmocnił apetyt na kolejne wyzwania. Następnym celem ma być próba przejazdu po lodzie Zalewu Wiślanego wzdłuż granicy rosyjskiej – o ile pogoda na to pozwoli.
Dla większości rowerzystów taka wyprawa pozostanie raczej inspirującą historią niż realnym planem. Ale pokazuje jedno: rower nie zna sezonu, a granice wyznacza głównie wyobraźnia, doświadczenie i zdrowy rozsądek.




Komentarze