Świnoujście pamięta o „Janie Heweliuszu”. 33 lata po największej tragedii polskiej żeglugi
14 stycznia Świnoujście uczciło pamięć ofiar największej katastrofy morskiej w powojennej historii Polski, która do dziś pozostaje symbolem systemowych zaniedbań i niewyjaśnionych decyzji.
Wydarzenie miało charakter oficjalny i zgromadziło przedstawicieli władz, służb oraz mieszkańców miasta. Tragedia promu m/f Jan Heweliusz wciąż wywołuje pytania o odpowiedzialność, bezpieczeństwo i prawdę. Dodajmy, że na trwałość pamięci o katastrofie może istotnie wpłynąć bardzo popularny serial fabularny "Heweliusz", który miał swoja premierę w tym roku na platformie Netflix.
Rozkład jazdy:
- Co wydarzyło się 14 stycznia 1993 roku na Bałtyku?
- Dlaczego katastrofa promu Jan Heweliusz do dziś budzi kontrowersje?
- Jakie wnioski dla bezpieczeństwa transportu morskiego płyną z tej tragedii?
Uroczystość pamięci w Świnoujściu
W środę 14 stycznia 2026 roku o godzinie 9.00 na Placu Rybaka w Świnoujściu odbyła się uroczystość upamiętniająca ofiary katastrofy promu m/f Jan Heweliusz. W wyniku tragedii sprzed 33 lat zginęło 56 osób – 36 pasażerów i 20 członków załogi. Była to największa katastrofa morska w historii Polski po 1945 roku.
W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele władz samorządowych, w tym prezydent miasta Joanna Agatowska, jej zastępca Roman Kucierski, przewodniczący Rady Miasta Ryszard Terterycz wraz z zastępcą Aleksandrem Dmowskim, a także sekretarz miasta Gabriela Flis-Niśkiewicz. Obecni byli również reprezentanci służb mundurowych, organizacji społecznych, szkół oraz harcerze.
Delegacje złożyły kwiaty przy pomniku „Tym, którzy nie powrócili z morza” oraz przy tablicy poświęconej ofiarom katastrofy promu Jan Heweliusz. Uroczystość przebiegała w atmosferze ciszy i zadumy.
Katastrofa, która nigdy nie została domknięta
Do zatonięcia promu Jan Heweliusz doszło w nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku na Morzu Bałtyckim. Jednostka płynęła ze Świnoujścia do Ystad. Katastrofa stała się przedmiotem licznych śledztw, komisji i procesów, jednak – jak podkreślają autorzy i badacze – do dziś nie została jednoznacznie wyjaśniona.
„W myśl wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2005 roku katastrofa do dzisiaj nie jest wyjaśniona” – powiedział Adam Zadworny, autor reportażu „Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku”. „Trybunał uznał, że procesy prowadzone przed polskimi Izbami Morskimi były niesprawiedliwe” – dodał.
Zdaniem reportera, kluczowym problemem było systemowe zatajanie faktów przez instytucje państwowe i armatorskie.
„Mamy do czynienia z olbrzymią liczbą kłamstw. Chciałem się zbliżyć do prawdy, która należy się rodzinom ofiar” – podkreślił.
Według ustaleń Adama Zadwornego, prom Jan Heweliusz miał długą historię awarii i niebezpiecznych zdarzeń.
„W dokumentach Izby Morskiej znalazłem listę aż 26 poważnych wypadków i awarii tego promu” – zaznaczył autor.
Jednym z kluczowych problemów była stateczność jednostki oraz brak przeprowadzenia prób przechyłowych po remoncie w 1986 roku.
„Po pożarze wylano beton na jednym z pokładów, co podniosło środek ciężkości promu” – wyjaśnił Zadworny.
W 1996 roku Izba Morska w Gdyni uznała, że prom w dniu wypłynięcia był niezdatny do żeglugi, wskazując m.in. na nieszczelną furtę rufową. To orzeczenie zostało jednak podważone w kolejnym, prawomocnym wyroku z 1999 roku, który – jak oceniali prawnicy – rozmył odpowiedzialność.
Głos konstruktora: „To była dobra jednostka”
Do historii promu odniósł się również Herfinn Osland, norweski inżynier ze stoczni Trosvik Verkstad, w której zbudowano Jana Heweliusza.
„Byliśmy absolutnie przekonani, że ze statkiem jako konstrukcją wszystko było w porządku” – powiedział Osland. „Projekt został zatwierdzony przez Det Norske Veritas, a Polskie Linie Oceaniczne miały swoich inspektorów przez cały okres budowy” – dodał.
Konstruktor wskazał jednak na problem zabezpieczenia ładunku.
„Ciężarówki i wagony nie były wystarczająco dobrze zamocowane. Przy przechyle powyżej 30 stopni statek bardzo szybko tracił stateczność” – podkreślił.
Katastrofa Jana Heweliusza stała się jednym z punktów odniesienia dla zmian w przepisach dotyczących bezpieczeństwa promów typu ro-ro. Jak wskazywał Osland, w latach 70. i 80. pokłady samochodowe były otwarte, co przy zalaniu prowadziło do błyskawicznej utraty stateczności. Dziś wymagane są grodzie i podziały przestrzeni, których wówczas nie stosowano.

















Komentarze