Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Związki zawodowe pomagają Polakom

infobus
25.11.2005 18:24

To pilotażowy program TUC skierowany do Polaków, którzy coraz liczniej przyjeżdżają do pracy na Wyspach. Związkowcy podkreślają, że chcą bronić imigrantów przed wyzyskiem. Ale przyznają się też do obaw, że pracodawcy będą próbowali wykorzystać niewiedzę i brak zorganizowania pracowników z nowych krajów UE, by zaniżyć ogólne standardy dotyczące pracy i wynagrodzenia w W.Brytanii. Według najnowszych danych opublikowanych przez Home Office (brytyjskie MSW), w Wielkiej Brytanii pracuje legalnie 293 tysiące imigrantów z nowych krajów Unii Europejskiej, w tym 170 tys. z Polski. Ok. 80 proc. otrzymuje minimalne wynagrodzenie: 4,5 – 5,99 funta za godzinę. „Polacy są zainteresowani współpracą ze związkami, chcą szczególnie wiedzieć, jakie mają prawa, często nie zdają sobie sprawy, co jest legalne, a co nie, czego mogą oczekiwać od pracodawców” – mówi PAP Laskowski. „Na niedawne spotkanie w Liverpoolu przyszło prawie 100 osób, widać więc że takie działania są potrzebne” -dodaje. Brytyjscy pracodawcy często dobrze oceniają Polaków, chociaż nie zawsze wiadomo, co się za tym kryje. Do pracy na Wyspach przyjeżdżają głównie ludzie młodzi, rodziny zostawiają w kraju, są więc dyspozycyjni, mogą przyjść do pracy o każdej porze. „Większość naszych rodaków, którzy przyjeżdżają do W.Brytanii radzi sobie dobrze, niektórzy bardzo dobrze. Ale ciągle jest pewien procent, którzy mają problemy, zostali oszukani” – mówi prezes Zjednoczenia Polskiego w W.Brytanii Jan Mokrzycki. Zjednoczenie stara się pomagać Polakom w tarapatach, współpracuje ze związkami zawodowymi oraz władzami brytyjskimi. Mokrzycki ostrzega przed nieuczciwymi agencjami pośrednictwa pracy, które na różne sposoby próbują omijać zakaz pobierania od pracowników opłat za pośrednictwo. Niektóre agencje wymagają od pracowników zgody na zakwaterowanie w zapewnionym przez pośrednika mieszkaniu – często dużo droższym od zakwaterowania, które można znaleźć samemu. Zdarza się też, że w umowach o pracę nie ma zapisów o urlopach, albo okazuje się, że umowa, którą dostali pracownicy, nie jest zwykłym kontraktem ale dotyczy samozatrudnienia. Przykładem była sytuacja Polaków zatrudnionych za pośrednictwem agencji w centrum dystrybucyjnym sieci handlowej Woolworth’s w Rochdale (Anglia). W październiku w ich obronie stanął największy związek Transport and General Workers Union – T&G. Jak informował dziennik „Manchester Evening News”, 18 polskich pracowników Woolworth’sa skarżyło się, że warunki pracy są inne, niż obiecywano, płacili 60 funtów tygodniowo za zakwaterowanie w czteroosobowych pokojach oraz pobrano od nich depozyt za ubranie robocze.Natomiast na początku listopada T&G zagroziło strajkiem personelu naziemnego lotniska Luton z powodu zarzutów o dyskryminację płacową polskich pracowników przez firmę Big Orange Handling. Niemal z danie na dzień Polacy dostali podwyżkę, a rzecznik firmy przeprosił za „niedopuszczalny błąd administracyjny”. T&G powołuje swych własnych koordynatorów, którzy werbują imigrantów, w tym Polaków, do związków. Magazyn „Landworker” poinformował np., że w Yorkshire zadanie to powierzono urodzonej w Polsce Natalii Wardle, która pracuje z Polakami i Rosjanami zatrudnianymi za pośrednictwem agencji w zakładach przetwórstwa spożywczego Grampian. Zdaniem Owena Tudora z TUC, coraz większa liczba pracowników z Polski i nowych krajów UE raczej nie budzi negatywnych emocji wśród Brytyjczyków. „Nie można obwiniać Polaków o to, że akceptują niższe wynagrodzenie. To pracodawca postępuje niewłaściwie oferując niższą płacę” – przekonuje Tudor. „Uważamy, że wszyscy pracujący w W.Brytanii powinni mieć równe prawa, niezależnie skąd pochodzą i jaką prace wykonują. Niestety w praktyce tak nie jest” – mówi. Polacy i przybysze z innych nowych krajów UE, którzy rejestrują się w Home Office otrzymują ulotki w swych językach o podstawowych prawach pracowniczych, mogą też zwrócić się o pomoc do prawników TUC, gdy uważają, że pracodawca łamie ich prawa. „Póki co, brytyjska gospodarka jest silna, bezrobocie spada, a imigranci podejmują pracę w tych branżach, gdzie brakuje rąk do pracy, jak budownictwo, przetwarzanie żywności, hotelarstwo czy transport” – ocenia Tudor. „Myślę, że polskich pracowników najbardziej obawiają się ci, którzy nigdy żadnego z nich nie poznali” – dodaje.