Znani ludzie i autobusy – Papa Dance
Zespół Papa Dance pojawił się na estradzie w połowie lat osiemdziesiątych. Krytycy nie szczędzili niepochlebnych ocen. Jednak słuchacze i publiczność miała odmienne zdanie. Ich piosenki trafiały na pierwsze miejsca list przebojów. Na koncerty przychodziły tłumy. Płyty rozchodziły się w wielotysięcznych nakładach. „Naj story”, „O-la-la”, „Maxi singiel”, „Ocean wspomnień”, „Ciało i talent”, „Nasz Disneyland”, „Nietykalni” – tych piosenek można było nie lubić, ale nie można było nie znać. Muzycy stali się idolami. Potem grupa rozwiązała się. Po latach przerwy wracają. Niedawno w serii Złota Kolekcja ukazała się płyta „Naj story” z ich największymi przebojami. Muzyków Papa Dance – Pawła Stasiaka (P.S.), Waldka Kuleczkę (W.K.) i Jacka Szewczyka (J.S.) spytaliśmy o autobusowe wspomnienia.
Waldek Kuleczka : To były dawne czasy. Jechałem autobusem 169 (Dw. Wschodni – Bródno – przyp. Red.) Wracałem z próby i zasnąłem. To była tzw. „późna próba”, mieliśmy taką małą imprezkę na próbie. Obudziłem się na pętli autobusowej, nawet nie wiedziałem gdzie, po czym chciałem wrócić do domu. Poczekałem aż autobus ruszy. Pojechałem w drugą stronę i oczywiście też zasnąłem. Obudziłem się z drugiej strony. Po czym też zasnąłem i tak kilka razy.
Jacek Szewczyk: Bardzo milo wspominam autobusy z czasów mojej szkoły średniej. Autobusy komunikacji miejskiej MZK były dla mnie taka wielką czytelnią. Zawsze jak jeździłem do i ze szkoły, to czytałem książki. Taki rytuał. Pamiętam, że przeczytałem kilkaset książek w autobusach. To była trasa autobusu linii 500 (ta „pięćsetka”, to wcześniej była linia „M”). Jeździłem z Bródna do Dw. Gdańskiego. Na ogół nie było wolnych miejsc siedzących. Czytałem stojąc. Nawet tłum mi nie przeszkadzał. Jechałem jakieś pół godziny i, co ważne, nie prowadziłem autobusu. Najgorsze jest to, że w samochodzie, kiedy siedzi się za kierownicą, to słabo się czyta. Zapamiętałem „Folwark zwierzęcy”. W tamtych czasach była to jedna z moich ulubionych książek.
W.K. „Autobus czerwony, przez ulice mego miasta mknie” – to była piękna piosenka, pozdrawiamy Pana Jajco. (oryginalnie, przed laty śpiewał ją Andrzej Bogucki – przyp. red.) Wynajmowaliśmy wtedy autokary z bardzo dobrej firmy. Były to Mercedesy z „Orbisu”. Piękne pojazdy, panowie kierowcy w specjalnych czapeczkach, w uniformach. Takimi jeździliśmy przez dłuższy czas, przez całą karierę. Wtedy nas było na to stać. Dzisiaj używamy prywatnych autobusów. I przymierzamy się do zakupu własnego busa.
Paweł Stasiak: Pamiętam takie biało – czerwone autokary orbisowskie. Jeden z tych autobusów, nie wiem, czy biało – czerwony, ale jeden z nich, który jeździł z nami na trasy, jest uwieczniony w programie telewizyjnym „Temat na klip”, który był nakręcony w 1989 r. Program Pierwszy TVP nakręcił z nami taki program w Bieszczadach. Tym autobusem właśnie jedziemy w Bieszczady. To wszystko jest zarejestrowane. Oblepiamy go plakatami. Pełni tam ważną rolę. Przemieszczamy się nim przez cały czas, śpimy w nim, rozmawiamy.
W.K. Wtedy były przestrzegane przepisy dotyczące czasu pracy kierowców. Na przykład nie zabranialiśmy spać kierowcom. Jeden z wyjazdów. Jechaliśmy sobie z miasta do miasta. Była noc, wszyscy zasnęliśmy. Nagle budzimy się, jest strasznie zimno, potwornie zimno. Okazało się, że Pan kierowca skręcił sobie w las, założył kapcie, takie domowe i poszedł spać, ponieważ skończyły się jego przepisowe godziny pracy. Musieliśmy zaczekać, aż się Pan kierowca wyśpi i pojechaliśmy. Nieważne, że autokar nie był ogrzewany w tym momencie, bo silnik był wyłączony, ale niestety trzeba było przestrzegać przepisów bhp.
P.S. Nasze autokary były bardzo wygodne i super nam się nimi jeździło. Mieliśmy możliwość porównania, kiedy wracaliśmy z trasy np. po Związku Radzieckim, a takie nam się zdarzały. Była na przykład taka trasa, która przebiegała pod koniec czerwca i na początku lipca. Jeździliśmy tam autobusem, który był zepsuty i miał cały czas włączone ogrzewanie i musieliśmy nim dojeżdżać na miejsca koncertów, a odległości były dosyć duże. Można sobie wyobrazić jak, przy 30 stopniach na zewnątrz i 30 wewnątrz wyglądaliśmy przed wyjściem na scenę.
W.K . Jeszcze nie miał świateł mijania.
P.S. W Polsce były rzeczywiście bardzo bezpieczne i komfortowe warunki podróżowania.
J.S . Chcę namówić kolegów, żebyśmy zrezygnowali z tych wszystkich autokarów, Mercedesów i kupili starą poczciwą „500 – tkę”. Prowadzę rozmowy z MZK ;-))
W.K. Graliśmy chyba w Kielcach, w takiej wielkiej hali sportowej. Pan kierowca, który czekał, aż zespól wyjdzie do autokaru, przestraszył się tłumu, który na czekał na nas pod halą i zaczął bujać tym autokarem. Pan kierowca przestraszył się, że autokar zostanie porysowany i po prostu odjechał. Zostawił nas w tym tłumie. Nietrudno wyobrazić sobie, co się stało z nami. Był jeden, czy dwóch ochraniarzy tylko. Strzępy, dosłownie strzępy. Wyrywane włosy, porwane ciuchy. Tamten Pan kierowca już chyba nie pracuje od tamtej pory. Nasi managerowie wnieśli oficjalną skargę do firmy Orbis, bo to zagrażało nawet naszemu życiu. Ale wszystko się dobrze skończyło.
P.S. Chciałbym podziękować bardzo wszystkim kierowcom autobusów, którzy w latach osiemdziesiątych, w czasach kiedy trudno było o taksówki na ulicach Warszawy, i trudno było czasami przemieścić się z jednego krańca miasta na drugi, przewozili nas autobusami. Wiem, że to wszystko było zupełnie poza prawem, ale to już właściwie sprawa przedawniona. Wychodząc na ulice i zatrzymując autobus, który jechał gdzieś w zupełnie inne miejsce, kilkakrotnie udawało się nam namówić panów kierowców i dowozili nas prawie pod sam dom. Na pamiątkę przekazywaliśmy płytę z podpisami i rozstawaliśmy się w przyjaźni. Raz jeszcze wielkie podziękowania. Polecamy się na przyszłość, choć czasy są inne i taksówek jest dużo więcej i pewnie dużo gorzej jest zjechać takiemu autobusowi z trasy, bo jest zupełnie inna kontrola nad tym. Mile wspominamy te końcówkę lat osiemdziesiątych, kiedy było to możliwe i dziękujemy bardzo, bardzo gorąco.
Wysłuchał:
Andrzej Kajetan Tłokowski (luty 2004 r.)