Znane osoby i autobusy – Grupa Mo.Carta
Jest ich czterech : Filip Jaślar (F.J.) – pierwsze skrzypce, Michał Sikorski (M.S.) – skrzypce, Paweł Kowaluk (P.K.) – altówka, Bolek Błaszczyk (B.B.) – wiolonczela – razem tworzą grupę Grupę Mo.Carta. "Jesteśmy na przekór dostojnej powadze sal koncertowych, na przekór zaprzysięgłym melomanom i na przekór fanom rocka, rapu czy muzyki pop, którzy boją się klasyki jak ognia. Traktujemy naszą matkę muzykę z żartobliwą ironią.” – mówią. Otrzymali kilka nagród i wyróżnień. Pokazali się w wielu telewizjach, wystąpili w wielu salach koncertowych, zagrali na wielu koncertach, m. in. podczas występu Bobbiego McFerrina, wzięli udział w różnych festiwalach i imprezach. Wydali kilka płyt, ostatnia nosi tytuł „Cztery struny świata.”
Bolek Błaszczyk : Jako uczeń późnej szkoły podstawowej, podróżowałem do szkoły z wiolonczelą, oczywiście na plecach jak każdy „żółw”. Jako pasażer zatłoczonego Berlieta na dawnej pętli linii 111, przy ulicy Zwycięzców, miałem przyjemność wypaść z autobusu na plecy, czyli dokładnie na wiolonczelę. Byłem malutki, a tłum mnie wypchnął. Pamiętam przerażone twarze pasażerów. Był śnieg, był piękny zimowy wieczór. Ani mnie, ani wiolonczeli na szczęście nic złego się nie stało.
Michał Sikorski : Moje wspomnienia związane z autobusem zaczynają się od chwili, kiedy linia 57 mogła dowozić mnie do szkoły muzycznej. Było to w Łodzi, dlatego tylko 57, a nie 577, czy 6957, jak tu w Warszawie mam możliwość jeździć.
Drugie to wspomnienie autobus, który służy wyłącznie do podróży kulinarnych. Jest takie zjawisko, że w dzień stara się nie rzucać w oczy. Jest bardzo trudny do zauważenia. Być może go obudowują jakąś inną konstrukcją, Jelcza, czy innego Stara. Stoi pod Pałacem Kultury i Nauki od strony Sali Kongresowej (przy ul. Emilii Plater – przyp. redakcji) Jest o tyle świetny, że można w nim zjeść w godzinach, w których wszystkie inne restauracje są już zamknięte. (Mowa o autobusie Renault, zewnętrznie bliźniaczo podobnym do autobusów Jelcz – Berliet PR100, które były użytkowane w Warszawie w latach 70 – tych) Można tam zjeść przede wszystkim rewelacyjne kiełbaski. Koneserem posiłków tam jest nasz Paweł.
Paweł Kowaluk : Jest tam serwowana przepyszna golonka, przepyszne kiełbaski, przepyszne polędwiczki, kotleciki schabowe, zapiekane paróweczki, wszystko z przepyszna suróweczką w ilościach hurtowych, z musztardką, z soczkami, po prostu bajka. Można spróbować, podejrzewam od godziny 22.00 do chyba 5 rano. Zazwyczaj wstępowałem, jak już było otwarte, a do końca nie doczekałem.
Filip Jaślar : W pociągach są wagony restauracyjne, a to jest autobus restauracyjny. A propos wagonów restauracyjnych i w ogóle długich podróży. Na studiach miałem przyjemność autobusem przejechać wzdłuż i wszerz Europę. Pojechaliśmy z Akademią Muzyczną, ze studencką orkiestrą i naszym profesorem Maciejem Niesiołowskim na miesiąc autokarem do Francji. W autobusie spędziłem cały marzec roku 1996 r. Z Warszawy dojechaliśmy do Paryża, potem przez miesiąc graliśmy koncerty w całej Francji.
Jako ludzie młodzi nie przesadnie korzystaliśmy z możliwości noclegu w hotelach, bo bardzo chcieliśmy robić inne rzeczy. ;-)) Spędzaliśmy czas bardzo towarzysko. Podziwialiśmy naszego przyjaciela altowiolistę. On doszedł do perfekcji. Jeszcze nie usiadł w fotelu w naszym autobusie, a już spał. Autobus ruszał, on był już gdzieś daleko.
Pamiętam, że to był zielony autobus. Bova, która przez miesiąc była naszym domem, a raczej akademikiem.
P. K. Ja nie mam aż tak dużego instrumentu, jak kolega. Nigdy nie spotkałem się z wrogością współpasażerów. Zawsze starałem się trzymać altówkę blisko siebie, żeby nie sprawić nikomu niespodzianki np. w postaci guza, gdybym miał to na plecach, tak jak się nosi plecaczki. Gdybym się chciał odwrócić, to mógłbym kogoś uszkodzić. Zawsze starałem się, żeby altówka stała grzecznie koło nogi.
B. B. Były spory z kontrolerami biletów, co do opłat, za przewożenie instrumentu, a ja woziłem wiolonczelę. Otóż, uczniowie szkół muzycznych nie płacili wówczas za przewożenie instrumentów. W swoim czasie zbadałem to w przepisach. Pamiętam komentarze, dotyczące mojego instrumenty, a był dość duży, w czasach szkoły podstawowej, był mojej wielkości, w średniej troszeczkę podrosłem. Cytuję : „gdzie pan wchodzi z tą fisharmonią”, albo „filharmonią”, czy „gdzie pan niesie ten fortepian”. Szczytem wszystkiego była dwójka chłopaków małych, którzy widząc w autobusie mój czarny futerał rozmawiali : „Ty słuchaj, wiesz co tam jest w środku ?” Drugi : „Nie”. I ten pierwszy : „Tam jest naga kobieta.”
M. S. Teraz, kiedy futerały na skrzypce są już prostokątne, ludzie traktują skrzypce raczej jak walizkę. Kiedyś futerały na instrumenty były dopasowane do ich kształtu. Komentarze, które pojawiały się w autobusie były różne, np. gitara, saksofon, w zależności od stanu wiedzy muzycznej współpasażerów.
B.B. I jeszcze jedno przeżycie autobusowe, tym razem z Tatr. Koniec lat 80 – tych. Autobus PKS, Jelcz „ogórek”. Siedziałem za kierowcą, tuż przy potężnej klapie silnika, która, być może niektórzy pamiętają, dawała dużo ciepła. Była jesień, zimno, postawiłem sobie butki blisko tej klapy silnika, trzymam, trzymam. Nagle czuje jakiś swąd. Okazuje się, że moje trampki zaczęły się stapiać w jedno z metalową osłoną klapy. I było cudownie, zacząłem płonąć niemal podczas górskiej jazdy, wykonywanej zresztą w pirackim stylu przez kierowcę zakopiańskiego PKS – u. To mi się przypomniało, kiedy kolega mówił o autobusie restauracyjnym. Ten Jelcz mógłby być autobusem do grillowania.
Wysłuchał Andrzej Kajetan Tłokowski (marzec 2004 r.). Więcej o Grupie Mo.Carta http://www.grupamocarta.art.pl