Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Za kółkiem autobusu w Anglii

infobus
11.05.2005 20:44

Kto wyjeżdża?

W 2001 r. Pentor przeprowadził badania statystyczne, z których wynikało, iż nad wyjazdem do pracy w Europie Zachodniej zastanawiał się poważnie co trzeci Polak powyżej 15. roku życia. Najczęściej byli to ludzie młodzi, do 29 lat (50%) i między 30-39 lat (44%), z wykształceniem zawodowym, średnim lub wyższym, zamieszkujący w regionie południowo-zachodnim oraz środkowo- i południowo-wschodnim. Wśród rozważających możliwość wyjazdu do Europy Zach. (33%) co szósty (17%) jest zdecydowany na wyjazd i pracę tam, a co trzeci się waha. Łącznie w całej populacji Polaków powyżej 15 lat zdecydowanych na wyjazd do Europy Zach. jest 5%, a 11% zastanawia się nad taką możliwością. 10 lat wcześniej Pentor przeprowadził podobne badania. Wtedy zdecydowanych na wyjazd było 3% społeczeństwa, a 10% zastanawiało się nad tym. Widać więc, że od lat skłonność Polaków do wyjazdów zarobkowych utrzymuje się na stałym poziomie i nie następuje masowy napływ siły roboczej do zamożniejszych krajów Unii Europejskiej.

Najczęściej wyjeżdżają studenci i pracownicy niewykwalifikowani. Do tych grup skierowanych jest też najwięcej ofert w rozmaitych mediach. Studenci najczęściej wyjeżdżają legalnie, korzystając z praktyk czy rozmaitych unijnych programów. Takie wyjazdy bardzo często organizują samorządy studenckie. W internecie, prasie, a nawet w „pośredniakach” pojawiają się oferty pracy za granicą oferujące przeszkolenie dla niewykwalifikowanych pracowników. Jednak często niewykwalifikowani zostawiają pieniądze w kraju; brak wiedzy sprawia, że płacą pośrednikom za różne formalności, a gdy pośrednik dowiezie ich za granicę, często pozostawieni samym sobie, nie znający języka, padają ofiarami przestępstw.

Pośrednicy, z którymi rozmawiałam, ostrzegali przed nieuczciwą konkurencją. – „To nieprawda, że każdy na Zachodzie potrzebuje taniej, niewykwalifikowanej siły roboczej” – zapewnia mnie jeden z nich – „Przeciwnie, czekają na wykwalifikowanych przedstawicieli konkretnych zawodów, z przynajmniej średnią znajomością języka. Najpopularniejsza jest Wielka Brytania, dlatego radziłbym Polakom uczęszczanie w kraju na kursy językowe, np. te organizowane przez urzędy pracy.”

Za kółkiem angielskiego autobusu...Pan Czesław obok firmowego autobusuPan Czesław za kierownicą na dworcu West Bromwich

Dlaczego i jak do Anglii?

Czesław Parzyszek 11 lat jeździł autobusem w warszawskim MZK w latach 1975-1986. Potem zahaczył się, gdzie indziej, ale wciąż ciągle ciągnęło go za kółko. Gdy przeszedł na wcześniejszą emeryturę, zaczął szukać pracy u krajowych przewoźników. Ale ci nie mieli pracy dla 50-latka. Wprawdzie zahaczył się na miesiąc jako kierowca w łochowskim „DAR-BUS’ie”, ale tylko na wakacyjne zastępstwo. – „Na naukę nigdy nie jest za późno, pomyślałem i postanowiłem podszlifować mój angielski” – wspomina – „Słyszałem, że łatwiej dostać pracę w Anglii niż w Polsce. Nie chciałem tracić bezczynnie czasu, no i chciałem mieć pracę w swoim zawodzie. Lubię być kierowcą, poznawać nowe miejsca i ludzi.” W Polsce nie mógł znaleźć pracy. – „Kierowców jest za dużo” – słyszał. Potwierdza to wielu przewoźników. -„Ten, kto ma już pracę, trzyma ją i nie puszcza” – słyszę w jednym z PKS-ów. – „Jest wyż demograficzny; o wiele więcej kierowców niż pracy” – takie zdanie pan Czesław usłyszał w warszawskiej zajezdni na Stalowej. Wspomina dawne MZK: – „Wtedy wszystko trzymało się kupy, był jeden zarządzający. Teraz kierowcy MZA narzekają, że robią na nich eksperymenty; zbyt wielu jest chętnych do rządzenia…”

– „W 2004 roku trafiłem do firmy „Grafton” (Warszawa) – opowiada Czesław Parzyszek – „Na miejscu dostał do wypełnienia kwestionariusz i ankietę z pytaniami w języku angielskim. Potem była rozmowa kwalifikacyjna z rodowitą Angielką. Pan Czesław nie przeszedł tego etapu. – „Oblałem, ponieważ mój angielski nie był zbyt zaawansowany.” Preferowano od razu konkretny zawód, kwalifikacje, znajomość języka i miejscowych przepisów. Nie płaciłem żadnych pieniędzy za tą rekrutację. Wręcz przeciwnie, firma zorganizowała mi jeszcze darmowy kurs jęz. angielskiego dla kierowców, chcących wyjechać za granicę. Dowiedziałem się tam wiele i nauczyłem technicznego słownictwa.”

Z „Graftonu” wyjeżdża niewiele osób, bo odsiew nastawiony jest na „gotowca”. Firma posiada licencję Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej. Korzystając z pomocy znajomych pan Czesław przeszukał internet w poszukiwaniu adresów podobnych licencjonowanych firm. W międzyczasie nadal szlifował angielski; kupił podręczniki i kasety. – „Zadzwoniłem i zostałem umówiony w biurze firmy „Stolica”, gdzie przeszedłem test lingwistyczny. Polka, która go przeprowadzała orzekła, że kwalifikuję się do dalszego etapu. Była to rozmowa z Anglikami, która odbyła się 2 tyg. po tej pierwszej rozmowie, był więc czas na szlifowanie języka. – „Jeden z Anglików pytał o nazwisko, wiek, jak długo pracuję w zawodzie kierowcy, dlaczego chciałbym podjąć pracę w Anglii i jak długo chciałbym tam pracować. Odpowiedziałem, że minimum 10 lat. Później pytał o rodzinę, hobby. Cały czas towarzyszył mu drugi rodak, który przyglądał się z boku i notował. Potem trzeci Anglik zabrał mnie na jazdę próbną polskim autobusem po Warszawie. Był to Ikarus wypożyczony z MZA, ale tak stary, że nawet jak wsiadali doświadczeni kierowcy ktoś z boku mógł pomyśleć, że nie umieją jeździć. Jeśli ktoś nie zdał tej rozmowy z Anglikami, to już nie szedł na próbną jazdę. Patrzą na kwalifikacje, ale angielski jest priorytetem.”

Na koniec procesu rekrutacji kierowcy, którzy się zakwalifikowali usłyszeli od angielskiego egzaminatora: „see you in Birmingham” i zostali powiadomieni o terminach wyjazdu: „za 2 tygodnie lub za miesiąc”. – „Wybrałem ten wcześniejszy, żeby się nie rozmyślili” – żartuje Czesław Parzyszek – „Do Anglii przyjechałem w lutym 2005. W Birmingham okazało się, że mam do czynienia z poważną firmą „Travel West Midlands”. Zaopiekowali się mną troskliwie, zapewnili mi mieszkanie, a przez 2 tygodnie gratisowe obiady. W trakcie szkolenia, które trwało miesiąc, już miałem normalną pensję (180 funtów tygodniowo – taka kwota pozostawała mi po odliczeniu podatku i opłat za mieszkanie). Kurs składał się z zajęć technicznych, a po nich chodziliśmy na bezpłatne kursy doszkalające z angielskiego.”

Widok z piętrusa na Birmingham i autobus konkurencyjnej liniiZjazd do zajezdni...

Język i kultura

– „Z początku był mały szok, bo trudno było się przyzwyczaić do miejscowego akcentu” – wspomina pan Czesław. Jeździmy trzema typami miejskich autobusów, m.in. piętrusami, po Birmingham i z Birmingham do Dudley. W tej firmie pracuje ok. 20 Polaków rozlokowanych po różnych zajezdniach. Są kierowcy z Gorzowa, Wrocławia, okolic Warszawy, Śląska, jest też Góral spod Nowego Targu. Wyjechali z powodów finansowych, bo dla większości z nich nie było pracy w ich miejscu zamieszkania, ani nawet w regionie; a tych kilku, którzy mieli pracę, zarabiało ok. 1000 zł.

Pytam o różnice pomiędzy pracą kierowcy w Polsce i w Anglii. – „Przede wszystkim inna jest kultura” – tłumaczą kierowcy. Pan Czesław zaczyna od wyliczania tych „kultur”: – „Jest kultura edukacji i kultura słowa. Firma funduje pracownikom zrozumiały, kompleksowy kurs dostosowujący do tamtejszych przepisów i zwyczajów. Na wykładach w Anglii mówiono nam, że nawet jeśli pasażer nie ma na bilet albo ma za mało, zabieramy go, bo na pewno następnym razem się nam odwdzięczy. Kierowcy pracują na dobre imię firmy, a ta dba o wizerunek. Z przystanku nie można odjechać za szybko; trzeba poczekać aż wszyscy, zwłaszcza osoby starsze, wsiądą. Do autobusów nikt się nie pcha, a na przystankach nikt się nie tłoczy. Pasażerowie wysiadając z autobusu dziękują kierowcy, który również musi być uprzejmy. Dziękują na każdym kroku, starsi i młodzież, a ulubionym gestem Anglików jest kciuk uniesiony do góry. Obok Anglików najsympatyczniejsi są Hindusi i Pakistańczycy. W pubach ludzie się kulturalnie bawią; nie widziałem w autobusie pijanego pasażera.”

Inna jest też kultura pracy: – „Moi angielscy pracodawcy traktują pracowników z szacunkiem Zawsze cierpliwie wysłuchają, pomogą, wyjaśnią, a nawet sami zapytają, czy coś potrzeba” – cieszy się pan Czesław. – „Urlopy są płatne i można je wziąć już po kilku miesiącach. Instruktorzy, trenerzy, personel są aż za uprzejmi. W porównaniu z Polską życie nie jest drogie, wiele rzeczy jest w podobnej cenie, z tym, że zarobki są wyższe. Warto jeszcze podkreślić rolę związków zawodowych. Prawie wszyscy kierowcy należą do miejscowych związków, do których mogą przystąpić także Polacy. Płaci się ok. 2 funty miesięcznie. Pracownicy są bardzo solidarni i zawsze można liczyć na pomoc kolegów-związkowców np. w razie kolizji czy innych kłopotów.”

Statystycznie wśród polskich kierowców Anglia jest najpopularniejszym celem pracy. Nie zauważa się jednak wzrostu emigracji zarobkowej. Kierowcę można przyuczyć, barierą wciąż jest język. Niewielu Polaków zna dobrze angielski. Jeszcze gorzej jest z innymi językami europejskimi (francuski, włoski, niemiecki, niderlandzki), co sprawia, że polskich kierowców prawie nie ma w tych krajach UE. W Birmingham tylko ok. 1% kierowców to Polacy, podobnie jest w innych angielskich miastach. Najostrzejsza konkurencja jest w Londynie. Tamtejsi kierowcy mówią o kolegach z Polski: -„Pracujemy po 7 godzin, a Polacy biorą zmianę za zmianą. Aby zarobić więcej po kilka dni nie sypiają, powodując zagrożenie na ulicy…”

Dworzec West Bromwich - Pan Czesław po pracy...

Jak wyjechać uczciwie?

W „Graftonie” w rekrutacji uczestniczy średnio 5-10 osób; w „Stolicy” na 2-dniowy casting zgłosiło się 120 osób, do wyjazdu zakwalifikowało się 20. Wyjeżdżając ze „Stolicą” kierowcy zostali już w Polsce powiadomieni, do jakiej firmy w Anglii jadą, gdzie będą rezydować i ile zarobią. Na miejscu zastali to, co opisywała polska oferta. Pracują na umowę na czas nieokreślony. Po roku pracy czeka ich podwyżka. Pracują w godziwych warunkach. Pracodawcy w Anglii założyli im konta i dostarczyli karty bankowe. Wypłaty otrzymują regularnie, bez żadnych opóźnień. -„Tam nikt nie oszukuje, nie wiem czy w Polsce znalazłbym tak solidną firmę” – zastanawia się Czesław Parzyszek. Zwróćmy uwagę; Pan Czesław od razu w Polsce wiedział, dokąd jedzie (miasto, adres). Wstępną umowę o pracę podpisał w Polsce, tuż po rekrutacji, w siedzibie firmy. Warunki były jasne, a umowa przejrzysta i zrozumiała. Na miejscu pracodawca angielski wręczył mu umowę o pracę na czas nieokreślony, zapewnił mieszkanie i bezpłatną opiekę zdrowotną. Warto zauważyć, że w interesie pracowników i pracodawców jest przepływ siły roboczej i kapitału, dlatego legalnej pracy na Polaków czeka tyle, ile miejsc pracy zatwierdzą rządy poszczególnych krajów. Policjanci z wydziału walki z przestępczością gospodarczą radzą, by:

•  Nie płacić firmom za pośrednictwo w znalezieniu pracy, wypełnienie dokumentów, „materiały szkoleniowe”, telefony, znaczki, ksero czy organizację wyjazdu za granicę. Zgodnie z polskim prawem za pośrednictwo płacą tylko pracodawcy poszukujący pracowników.

•  O uczciwości firmy wiele mówią komunikaty takie, jak ten: „Pragniemy zastrzec, że nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za oferty pracy zawarte na stronach. Za treść ogłoszeń odpowiedzialni są tylko i wyłącznie pracodawcy lub firmy zgłaszające swoje oferty.” Profesjonalna firma poniesie odpowiedzialność i załatwi wszelkie formalności.

•  Ogłoszenia obiecujące „bardzo atrakcyjne zarobki” za nawet nieskomplikowaną pracę fizyczną powinny nam się wydać podejrzane. To nie prawda, że nie trzeba znać języka. Profesjonalizm i znajomość języka są najważniejsze. Firma, która pisze w ogłoszeniu „nie musisz znać angielskiego, aby” na pewno nas oszuka i pozostawi na pastwę losu w obcym kraju. Bez znajomości języka będziemy padać ofiarą kolejnych oszustów oferujących „pomoc w opresji”.

•  Licencjonowane biura pośrednictwa nie mają siedzib w prywatnych mieszkaniach ani też nie zmieniają tych siedzib często. O firmie mówi także wystrój biura (profesjonalnie dobrane meble, komputery). Warto o firmę popytać sąsiadów. Kierowaniem obywateli polskich do pracodawców zagranicznych (poza urzędami pracy) mogą zajmować się wyłącznie agencje pośrednictwa pracy, po uzyskaniu wpisu do rejestru agencji pośrednictwa pracy.

Wykaz wspomnianych agencji znajduje się na stronie internetowej Serwisu Urzędów Pracy www.praca.gov.pl. O pracy w UE można dowiedzieć się w internecie. Szczególnie cenne są strony: . www.ukie.gov.pl, www.britainjobs.pl, www.irelandjobs.pl (serwisy powstałe z myślą o Polakach szukających pracy w Wielkiej Brytanii i Irlandii), www.praca.gov.pl (oferty pracy, program EURES, czyli sieć współpracy publicznych służb zatrudnienia, informacje dotyczące prawa swobodnego przepływu osób, rynek pracy w UE), www.msz.gov.pl (dział informacje konsularne „Informacje dla obywateli polskich wyjeżdżających do krajów Unii Europejskiej po 1 maja 2004 roku” dział prac) oraz strona wojewódzkiego urzędu pracy w Warszawie www.wup.mazowsze.pl (dział Praca u UE: oferty pracy w niektórych państwach unijnych, baza portali internetowych zajmujących się pośrednictwem pracy). Polska Fundacja im. R. Schumana informuje, że praca za granicą będzie wliczana do stażu pracy jeżeli pracownik uiszcza składki na Polski Fundusz Pracy. Sprawy te reguluje ustawa z dnia 30.IV.2004 Ustawa o zatrudnieniu i przeciwdziałaniu bezrobociu. Więcej informacji na ten temat uzyskamy w Departamencie Rynku Pracy MGiP.