Wożąc drużynę Bayernu Monachium
Prezentujemy kolejny autobusowy artykuł z rocznego raportu MAN –„On the Way”. Ostatnio mieliśmy okazję poznać szczegóły podróży piętrowych Neoplanów do Dubaju (http://infobus.pl/text.php?id=24059). Teraz przyszedł czas na opowieść o Sandrze König –pani kierowcy nowego autokaru MAN Lion’s Coach L Supreme należącego do drużyny piłkarskiej Bayern Monachium. I mała uwaga na początku –27. kwietnia br. Jürgen Klinsmann przestał być trenerem FC Bayern. Na tym stanowisku zastąpił go Jupp Heynckes, który na przełomie lat 80. i 90. dwa razy doprowadził Bayern do mistrzostwa Niemiec. To kolejny dowód potwierdzający starą prawdę –prezesi się zmieniają, a kierowcy pozostają ci sami…
Czas wstawać
Wyprawa na wyjazdowe rozgrywki drużyny FC Bayern z Monachium rozpoczyna się już wpół do ósmej rano w sobotę. Radio nadaje stare przeboje, a Sandra König staje w kuchni pustego jeszcze autokaru drużyny i napełnia lodówkę. Nutella, sery leerdamer i grünländer, szynka, salami –chłopaki Sandry lubią to, i to w dużych ilościach. Potem kurs na Gelsenkirchen. Tam już nazajutrz na bawarską jedenastkę ostrzą sobie zęby sportowi rywale. A kiedy dzisiaj wieczorem drużyna wsiądzie do autokaru na lotnisku w Düsseldorfie, na półmiskach w kuchence będą się piętrzyć starannie przystrojone kanapki. Sandra zaopatrzyła się już w tym celu w wiejski chleb –bez tego nie ma mowy. Po 20 latach przepracowanych jako kierowca FC Bayern dobrze już wie –ledwie piłkarze wsiądą do autokaru, to zaraz jedzą. Po rozgrywkach chętnie lasagne, sznycle i kotlety, albo kanapki. Sandra wyczarowuje to w małej kuchence z tyłu pojazdu, w czasie gdy piłkarze na stadionie zdobywają bramiki. – Piłka nożna wcale mnie tak bardzo nie interesuje;interesuje mnie drużyna –mówi pani kierowca. – Podczas posiłków zawodnicy się odprężają i rozmawiają o wszystkim: o rodzinie, dziewczynach, rozrywce, tęsknotach.
Właśnie z powodu ciepłych posiłków oczywiste było od samego początku, że na pokładzie powinna być kobieta. Gdy 20-letnia Sandra König po raz pierwszy zasiadła obok swego ojca za kierownicą autokaru drużyny jako kierowca zmiennik, suchy prowiant przywożono z hotelu. Na dodatek trener i kierownik drużyny wcale nie byli zachwyceni, że pojawiła się kobieta. – To było straszne – przypomina sobie Sandra König. – Wcale im się nie podobało mieć tak młodą dziewczynę w drużynie. Czoła im się rozchmurzyły dopiero kiedy pożartowałam z jednym z zawodników. Opowiada o tym rozsiadając się z kawą ikanapką z pasztetówką na skórzanym fotelu Jürgena Klinsmannsa, w pierwszym rzędzie. – Dzisiaj na szczęście trenerzy nie są tak surowi, kiedy wygłupiają się z takim na przykład Bastianem Schweinsteigerem.
Autobus – twierdza
Za przyciemnionymi szybami ucieka niemiecka autostrada. Niewiele na niej kilometrów, których by Sandra König nie znała. Dzisiaj jazdę autokarem MAN Lion’s Coach Supreme rozpoczyna kolega-zmiennik, Michael Lauerbach, Sandra König może odchylić oparcie. Za chwilę się podnosi, aby włożyć do odtwarzacza płytę CD. Dyskretna fala relaksującej muzyki napełnia autokar. – Odkąd nowe autobusy mają dobrej klasy głośniki, większość zawodników nie używa już słuchawek –mówi. – Za właściwy miks odpowiedzialny jest kapitan Mark van Bommel, bo to zadanie, na którym inni już się wyłożyli: próbował tego bramkarz Michael Rensing, a przed nim Mehmet Scholl. Przy ich płytach nie dało się wytrzymać nawet dwóch kawałków – mówi Sandra König z ironicznym grymasem na twarzy. Naśladuje brzęczenie, gdy opowiada o ostatniej podróży. Z tyłu na stolikach leżą karty do gry: bawarska talia, którą swoją tradycyjną grę rozgrywają Philipp Lahm i Andreas Ottl, oraz międzynarodowa – dla pozostałych. Wśród zawodników z Ameryki Południowej dużym powodzeniem cieszy się brazylijski skat. Nie tylko podczas gry w karty wytwarza się familiarna atmosfera. – Autokar jest jak spotkanie w klubie, to chroniona przestrzeń – wyjaśnia pani kierowca. – Ta przestrzeń nierzadko w karierze drużyny przeradza się w twierdzę, ponieważ zdobywcy tytułu mistrza mają nie tylko przyjaciół. Pierwsze pełne wściekłości gesty ujrzeli zza szyb wkrótce po meczu w Würzburgu. Sandra König spuściła więc grube rolety.
Po całej Europie
Na dworze słońce przebija się przez mgłę. Sandra König sięga po słoneczne okulary i przejmuje prowadzenie. Jej kolega mości się w jednym z siedzeń przy oknie i układa głowę na stoliku. Przedwczoraj dopiero wrócili oboje z Florencji jadąc na zmianę, także w nocy. Są zawsze o kawałek przed drużyną, a jednocześnie o krok za nią. Z lotniska do hotelu, z hotelu na stadion i z powrotem, tu jest oaza spokoju dla bawarskiej drużyny wiodącej życie w stylu Jet-Set. Przewożą 34 pary obuwia, trykoty, stroje sportowe i ubrania, sprzęt medyczny („szpital to przy tym pestka!”), a także stoły do masażu, a przy rozgrywkach zagranicznych również wielogwiazdkową załogę kucharzy Alfonsa Schuhbecka. Jak trzeba, to i na obóz treningowy w Marbelli. – Drużyna jeździ autokarem tylko do Stuttgartu i Norymbergi – mówi Sandra König szybko odwzajemniając pozdrowienie młodego chłopaka, który radośnie macha ręką z wyprzedzającego ich samochodu. Jako kierowca FC Bayern nie może się skarżyć na brak zainteresowania. Nagle kierowca pojazdu przed nią zwalnia zmuszając ją do hamowania i popisuje się swoim szalikiem klubu Borussia-Dortmund. Sandra König popuszcza pedał gazu: – Dobrze, że drużyny nie ma na pokładzie, zaraz posypałyby się komentarze.
Zawsze na posterunku
Jadąc na mecz z drużyną FC Bayern Monachium niechętnie wciska się hamulec. Każde roboty drogowe, każdy korek wskutek wypadku, każde niezaplanowane czerwone światło, sprawiają, że Sandrze pot występuje na czoło: – Paryż to dla mnie koszmar. Dojazd do stadionu jest upiorny. Na eskortę policji także nie warto liczyć. A już zupełnie podczas rozgrywek Ligi Mistrzów –mówi. – Nawet jak się ją uzyska, znikają potem nagle. W ulicznej dżungli Florencji czy Barcelony Sandra König polega tylko na swej własnej, twardo wywalczonej wiedzy. Dzień przed rozgrywką dokładnie testuje wszystkie możliwe drogi dojazdu z hotelu do stadionu i z powrotem. Wyszukuje wszystkie roboty drogowe, sprawdza, gdzie zdarzają się korki, przepytuje porządkowych stadionu i kierowców autobusów drużyn przeciwników –nawet kosztem snu. – Wolę przespać dwie godziny w spokoju, niż siedem godzin przewracać się w łóżku pełna obaw, co się może wydarzyć – powiada Sandra König włączając migacz do zjazdu na Essen. Urządzenie nawigacyjne daje wprawdzie wskazówki, ale skomplikowaną drogę do hotelu zna tutaj niemal na oślep. Tym niemniej jeszcze raz ze swym kolegą przejedzie dzisiaj trasę do stadionu w Gelsenkirchen, a stamtąd na lotnisko w Düsseldorfie. Dla bezpieczeństwa, aby jutro po rozgrywkach nie zdarzyły się jakieś złośliwe przeszkody, kiedy sama będzie w trasie przygotowywać posiłki dla drużyny. Zawsze przygotowana –nie tylko wtedy, kiedy Luca Toni znowu ciekawsko wpycha głowę do garnka i pyta „Co jest do zjedzenia?!”