Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Windykacja długów za jazdę bez biletów – na przykładzie Opola

infobus
23.02.2005 20:49

Początek historii

W połowie lat dziewięćdziesiątych opolski Miejski Zakład Komunikacyjny w Opolu powierzył kontrolę biletów wrocławskiej firmie ES-CSG Polska, której biuro mieściło się w Opolu przy ulicy Pużaka. – Pasażerowie skarżyli się na pracę kontrolerów. W autobusach często dochodziło do ekscesów, czasami szarpanin – mówi Wiesław Duda, kierownik do spraw marketingu MZK. – Przecież w każdej firmie znajdzie się czarna owca – uważa natomiast Marek Nowak, prezes ES – CSG Polska. Przewoźnik postanowił jednak rozwiązać umowę. – Cieszę się, że obecnie nie mamy nic wspólnego z tą spółką – dodaje Duda. – Kiedy MZK ogłosił przetarg i do sprawdzania biletów dopuszczono trzecią, krakowską firmę, zdawałem sobie sprawę, że jest za dużo kontrolerów. To my byliśmy stratni i to my rozwiązaliśmy umowę – ripostuje Nowak. Po tej współpracy MZK z ES-CSG Polska pozostał jednak trwały ślad, który ciągnie się do dziś. Chodzi mianowicie o działania firm windykacyjnych: Kruk Systemy Inkaso oraz EGB Investments, które wysłały do tysięcy opolan listy z wezwaniem do zapłaty mandatów, wystawionych rzekomo za jazdę bez ważnego biletu. Często okazuje się jednak, że takie sytuacje nie miały miejsca i karami zostali obciążeni niewinni ludzie. – Nasi kontrolerzy sumiennie wykonywali swoje obowiązki. Dementuję jakoby były kiedykolwiek wypisywane fikcyjne mandaty. Takie sytuacje nigdy nie miały miejsca – zastrzega Marek Nowak, prezes ES-CSG Polska. Co jednak w tej sytuacji mają zrobić poszkodowani pasażerowie? Postaramy się na to pytanie odpowiedzieć w niniejszym artykule.

Początek historii – tajemnicze listy

Rok 2003. Wielu mieszkańców Opola i okolicznych wiosek otrzymało wówczas tajemnicze przesyłki. W kopercie znajdowało się wezwanie do natychmiastowej zapłaty długu. Co ciekawe, wierzytelność pochodziła sprzed kilku, a nawet kilkunastu lat. Formuła listu we wszystkich przypadkach była identyczna. Dużymi literami została podkreślona bieżąca kwota do zapłaty. Każdy z adresatów otrzymał dwa dni na uiszczenie długu. Jeśli w tym czasie nie zostanie dokonana wpłata na podany numer konta bankowego, koszty wynikające między innymi z uzyskania tytułu egzekucyjnego zostaną potrojone i w całości obciążą dłużnika. Brzmi groźnie? „Nie zważając na koszty, które z pewnością odzyskamy od dłużnika, nastąpi wszczęcie egzekucji komorniczej z wszelkich ustalonych rzeczy i praw bez względu na wysokość należnych opłat komorniczych” – trzeba przyznać, że pismo nie będące żadnym prawnym dokumentem zostało sformułowane w dość jednoznaczny sposób. Co ważne, wszystkie listy zostały nadane jako zwykłe, a zatem bez konieczności pokwitowania przez adresata. Czy firma, która odwołuje się do ustaw, sama postępuje zgodnie z nimi? Czy należy przejmować się wydrukiem z komputera, na którym nie ma żadnej pieczątki, a podpisy specjalistów i dyrektorów zostały skserowane?
Firma Kruk Systemy Inkaso mieści się we Wrocławiu i od lat specjalizuje się w działaniach windykacyjnych na terenie całego kraju. Według oceny opolskich windykatorów, zajmuje się ona tak zwaną „drobnicą”, czyli ściąganiem należności za abonament telewizyjny, opłat za jazdę na gapę itp. Z taką opinią absolutnie nie zgadza się Jowita Tomaszewska, kierownik działu marketingu Kruk Systemy Inkaso. – Prowadzimy windykacje od 40 złotych wzwyż. Należności ściągamy masowo zarówno od osób prywatnych, jak i od firm – tłumaczy Tomaszewska. Z dniem 1 maja 2003 roku, w Polsce zaczął obowiązywać krajowy rejestr dłużników. Może się w nim znaleźć każdy, kto chociażby spóźnia się z uiszczeniem rachunku za telefon. Kwota musi jednak przekraczać 200 złotych. Czy zatem osoby, które otrzymały wezwania opiewające na niższe sumy, mogą czuć się bezpieczne?

Co robić?

Jerzy Serafin ze skupu wierzytelności w Opolu mówi, że dla świętego spokoju można zapłacić. Jednocześnie podkreśla, że sam na pewno by tego nie zrobił. – Kruk z całą pewnością nie odkupił tych wierzytelności, a otrzymał je, nazwijmy to, po znajomości – uważa Jerzy Serafin. Jak udało nam się ustalić, ES-CSG Polska miało około pięciu tysięcy niezapłaconych mandatów biletowych. Mogło się zatem zwrócić do „Kruka”, sprzedając je za 5-10 procent wartości. Czy rzeczywiście tak było? – Kiedy zlecamy jakiejś firmie ściągnięcie należności, przestrzegamy ustawy o ochronie danych osobowych – zapewnia prezes ES CSG Polska. Z tytułu jazdy bez ważnego biletu środkami komunikacji miejskiej należało wpłacić na konto wrocławskiej korporacji 154,85 złotych. Kolejna kwota to już 486,84 złotych. Na piśmie nie została jednak zawarta żadna informacja o dniu, a także miejscowości przejazdu. Można się jedynie domyślać, że chodzi o Opole. Wydrukowany na piśmie numer postępowania i kod klienta, przeciętnemu Kowalskiemu nic nie mówi. Wiesław Duda, kierownik do spraw marketingu opolskiego MZK, nie ukrywał zdziwienia po lekturze przedstawionego przez nas „dokumentu”. Jest niemal pewny, że firma obsługująca niegdyś ich autobusy po prostu sprzedała swe wierzytelności. – To bardzo dziwna sytuacja – przyznaje Duda. – Najlepiej napisać pismo z prośbą o jakiekolwiek wyjaśnienie. Przecież oprócz kwoty do zapłaty i zastraszających zdań nic tu nie zostało zawarte – komentuje pismo wrocławskiej korporacji.

Co na to prawnicy?

„Jeśli więc dług nie zostanie uregulowany, łączna kwota do zapłaty wyniesie 500 złotych” – czytamy na kolorowym wydruku komputerowym. Kwotę tę ma stanowić kilka składników: pozew, pełnomocnictwo adwokackie, koszta komornicze. W ocenie Serafina, aby takie czynności zostały podjęte, musi minąć co najmniej rok. – Uruchomienie takich działań to jednak spora inwestycja. Aby dochodzić 300 złotych, trzeba wyłożyć co najmniej połowę kwoty – tłumaczy windykator z Opola. – My kierujemy wiele pozwów do sądów – zapewnia jednak Jowita Tomaszewska z firmy Kruk. Co zatem zrobić, gdy jednak listem poleconym otrzymamy wezwanie na rozprawę sądową? – W tym samym dniu uiścić kwotę. Firma windykacyjna poniesie koszty, których nie odzyska, bo wówczas sąd nie orzeknie winy dłużnika. Dlatego droga sądowa jest ryzykowna dla każdego windykatora – tłumaczy Serafin. Poproszona o skomentowanie tej wersji postępowania, Jowita Tomaszewska otwarcie przyznaje, że z takim mechanizmem postępowania spotyka się po raz pierwszy. Zdanie Jerzego Serafina podziela Małgorzata Gdynia z opolskiej kancelarii adwokackiej. Uważa jednak, że z czasem firma windykacyjna uzyska tytuł egzekucyjny.

Kolejny atak windykatotów

Rok 2004. Po wezwaniach firmy Kruk Systemy Inkaso sprawa ucichła. Mieszkańcy Opolszczyzny przestali dostawać listy z firmy windykacyjnej. Również tytuł egzekucyjny nie został do nikogo doręczony. I kiedy wydawać by się mogło, że sprawa przycichła pod koniec 2004 roku do akcji wkroczyła firma EGB Investments S.A. z Bydgoszczy. Schemat postępowania podobny: na wydruku komputerowym wyszczególniona kwota do zapłaty, numer konta i telefony kontaktowe. -Widocznie warto jest upomnieć się o te długi – uważa prezes ES CSG Polska, Marek Nowak.- Pisać, pisać i raz jeszcze pisać listy. Każda firma windykacyjna musi udzielić odpowiedzi na pytania – radzi Wiesław Duda z MZK. – Ale o czym tu mówić! Kruk nie wysłał przecież żadnego listu za potwierdzeniem odbioru, zatem dłużnicy formalnie nie zostali powiadomieni o wszczęciu procesu windykacyjnego. To jest sprawa oczywista dla każdego sądu – uspokaja Serafin. – Faktem jest, że nabyliśmy niskowartościowe wierzytelności. Nie jesteśmy jednak w stanie sprawdzić, ile z nich jest fikcyjnych, a ile nie. To dopiero okazuje się po pewnym czasie – mówi Krzysztof Matela, prezes zarządu EGB Investments S.A. – Dlatego tak ważne jest, aby zachowywać dowody wpłat i umieć udowodnić swoją rację – uściśla.

Pytaniem, jak na razie retorycznym pozostaje, ile tym razem wyniesie ściągalność rzekomych długów i jaka firma windykacyjna upomni się o nie za kilka lat. Poza tym, kto trzyma dowód wpłaty kary za jazdę bez biletu przez kilka lat….

Jak się ma do tego prawo o ochronie danych osobowych?

W tej kwestii istnieją przynajmniej dwa sprzeczne ze sobą wyroki sądów. Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że nie można bez zgody dłużnika przekazywać jego danych osobowych firmie windykacyjnej, mimo iż kodeks cywilny zezwala na sprzedaż wierzytelności bez zgody dłużnika. W podobnej sprawie Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał wyrok, z którego wynika, iż wykreślenie danych dłużnika będącego osobą fizyczną z zasobów firmy windykacyjnej jest niewykonalne technicznie, bowiem istnieją one np. w zasobach księgowych, a tych wykasować nie wolno. W praktyce oznacza to, że zgodnie z obowiązującym prawem sprzedaż wierzytelności jednocześnie jest możliwa i jest niemożliwa… Uregulowania w innych krajach Unii Europejskiej w tym zakresie są jednoznaczne – dłużnik nie jest w żaden sposób chroniony, a jego dane osobowe mogą być przekazywane wraz ze sprzedaną wierzytelnością. Informacje o zadłużeniu osób fizycznych mogą być podawane do publicznej wiadomości bez żadnych ograniczeń.

Zdaniem Małgorzaty Kałużyńskiej – Jasak, rzecznika prasowego Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych: Zgodnie z art. 32 ust. 1 ustawy, w Polsce każdej osobie przysługuje prawo do kontroli przetwarzania danych, które jej dotyczą, zawartych w zbiorach danych, w tym m.in. prawo do żądania uzupełnienia, uaktualnienia, sprostowania danych osobowych, czasowego lub stałego wstrzymania ich przetwarzania lub ich usunięcia, jeżeli są one niekompletne, nieaktualne, nieprawdziwe lub zostały zebrane z naruszeniem ustawy albo są już zbędne dla realizacji celu, dla którego zostały zebrane. Zgoda wyrażona przez osobę na przetwarzanie jej danych przez określony podmiot nie może być przeniesiona na drugi podmiot wraz z udostępnieniem (odsprzedażą) bazy danych. Zgoda ta musi być wyrażona wprost, w sposób niebudzący wątpliwości i nie może być domniemana lub dorozumiana z oświadczenia woli o innej treści. Zatem o ile osoba, której dane dotyczą uważa, że zasady dotyczące przetwarzania danych zostały naruszone – może skorzystać z przysługujących jej praw i złożyć skargę do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Podsumowując

Przepisy w zakresie możliwości egzekucji i sprzedaży wierzytelności w Polsce są niejednoznaczne. Jednak zgodnie z orzecznictwem GIODO – musimy wyrazić zgodę na przetwarzanie danych przez firmę, która odkupiła bazy danych od podmiotu, które pierwotnie je gromadził. Czyli de facto – dać firmie windykacyjnej zgodę na to, żeby mogła umieścić nasze dane w swojej bazie i następnie dochodzić należnych jej wierzytelności. Dlatego pasażerom, którzy zostali niesłusznie wezwani za rzekomą jazdę bez biletów dedykujemy wypowiedź Wiesława Dudy z MZK Opole – „Pisać, pisać i raz jeszcze pisać listy. Każda firma windykacyjna musi udzielić odpowiedzi na pytania.” I przy okazji spytać się, czy dana firma windykacyjna ma naszą zgodę na przetwarzanie naszych danych osobowych.