Wielkopolska: Wypadek autokaru. Rannych jest 40 osób
Najbardziej ucierpieli pasażerowie z przednich siedzeń, bo przygniotły ich fotele. Mają połamane ręce, nogi, miednice. W niedzielę pod Szamotułami rozbił się autobus. Autokar, który rozbił się między Lipnicą a Ostrorogiem, jechał do Kołobrzegu. O piątej rano zabrał z pobliskiej wsi Duszniki 46 osób. Wieczorem miał odwieźć ich do domu.
– To miał być fajny, rodzinny wypad nad morze. Z żoną i dziećmi. Przejechaliśmy może jakieś 20 kilometrów, gdy nagle coś huknęło i autobus zatańczył na drodze. Tak jakby wpadł w koleinę. Kierowca krzyknął, że traci panowanie nad kierownicą. Zaczął się horror. Myślę, że to cud, że wszyscy żyjemy – opowiada Artur Fabian, jeden z pasażerów feralnego autokaru (ma przeciętą piętę). W szpitalu zostali jego żona, córka i syn.
Droga między Lipnicą a Ostrorogiem biegnie przez las. Czasami skracają sobie tędy trasę tiry. Niedawno zginął tu motocyklista.
Na odcinku, gdzie zdarzył się wczorajszy wypadek, szosa jest prosta. Na drodze było pusto. Kierowca nie jechał szybko – jakieś 60 km na godz. Był trzeźwy, miał zmiennika. Tuż przed wypadkiem hamował, o czym świadczą ślady na asfalcie. Ale prawdopodobnie zablokowały się koła i dlatego nie mógł wykonać żadnego ruchu.
Autokar wpadł na drzewo i wyrwał je z korzeniami. Od podłogi oderwały się wszystkie fotele, przednia szyba wypadła i zwinęła w rulon, odpadło przednie koło. Pojazd zarył w rowie.
– Ludzie krzyczeli z bólu, wołali o pomoc. Najgorzej mieli ci z przodu, bo utknęli między zmiażdżonymi krzesłami. Ci z tyłu, którzy ucierpieli najmniej, zaczęli wybijać boczne szyby i wyrzucać pogięte fotele do lasu, bo tarasowały przejście do drzwi. Część osób wyszło z autokaru o własnych siłach, ale wielu trzeba było pomagać. Kładliśmy je na drodze, na poboczu. Krew się ze wszystkich lała – opowiada pan Piotr, pasażer (z opresji wyszedł ze złamanym nadgarstkiem i podbitym okiem).
Pięć osób z zakleszczonych foteli musieli uwalniać strażacy przy pomocy specjalistycznego sprzętu. Większość pasażerów trafiła do szpitala. Niektórych wypuszczono do domów. Ale ponad 30 osób (w tym kilkanaścioro dzieci) zostało w szpitalu w Szamotułach i w Poznaniu. Stan 10 z nich lekarze określają jako poważny. Ale życiu żadnego z nich nie zagraża niebezpieczeństwo.
– Kilka osób wypiszemy już w poniedziałek, ale są też ofiary z urazami czaszkowo-mózgowymi, złamaniami nóg, miednicy i rąk. Co najmniej trzy osoby czeka operacja. W niektórych przypadkach rehabilitacja może potrwać co najmniej rok – mówił Piotr Grzybowski, chirurg w szamotulskim szpitalu.
Ranni są też członkowie rodziny właścicieli firmy przewozowej, którzy również jechali wczoraj nad morze. Lekko ranny jest kierowca. Wczoraj miała go przesłuchać policja.
Wypadek wywołał wielkie poruszenie w Dusznikach. Wójt przyjechał do szpitala odwiedzić poszkodowanych. Mieszkańcy deklarowali, że w razie potrzeby są gotowi oddać krew dla sąsiadów.