Wejherowo: Kierowcy grożą strajkiem
Związek zawodowy 'Solidarność’ z wejherowskiego MZK zapowiada na początek września strajk generalny. – Nie damy zastraszyć mieszkańców – przestrzega wiceprezydent Wejherowa Wojciech Kozłowski. Konflikt wejherowskich kierowców z urzędem i władzami spółki trwa już od kilku miesięcy. Pracownicy domagają się podwyżek, miasto twierdzi, że nie mogą one być zbyt wysokie, bo trzeba by po raz kolejny podnieść cenę biletów. W maju zdrożały one już o 10 procent, gdyby miasto musiało spełnić wymagania kierowców bilety z 2,20 zł zdrożałyby do 2,60, czyli o kolejne 20 procent.
– Nie damy związkowcom zastraszyć społeczeństwa. Stoimy po stronie mieszkańców i takie podwyżki byłyby nie do zaakceptowania – podkreśla wiceprezydent Wejherowa Wojciech Kozłowski.
Związkowcy nie dają jednak za wygraną, domagają się większych pieniędzy, na które – jak twierdzą – czekają od siedmiu lat.
– Jeśli nic się nie zmieni, pierwszego września autobusy w Wejherowie nie wyruszą w trasę. Nie mamy innego wyjścia, bo nikt z nami nie chce rozmawiać – mówi przewodniczący 'Solidarności’ MZK Wejherowo Henryk Polaszek.
Kierowcy domagają się podwyżki pensji o około 200 zł. Teraz większość z nich zarabia od 1,2 do 1,5 tys. zł na rękę. MZK jest spółką miejską i władze miasta mogłyby się zgodzić na podniesienie płacy, ale stopniowo i pod pewnymi warunkami. – MZK Wejherowo obsługuje także ościenne gminy. One również musiałyby się dołożyć, bo nie może być tak, że mieszkańcy Wejherowa finansują, płacąc za bilety, np. transport w Redzie. A inne gminy na razie dołożyć się nie chcą – rozkłada ręce Kozłowski.
Kierowcy już w kwietniu przeprowadzili dwugodzinny strajk ostrzegawczy, zatrzymując autobusy. Teraz zapowiadają strajk generalny, który będzie trwał do momentu spełnienia ich postulatów. Ale twarda postawa może się skończyć dla kierowców gorzej niż niedawno dla ich kolegów w Kielcach. Tam władze miasta ściągnęły zastępcze autobusy i kierowców z całej Polski. Wejherowo chce iść jeszcze dalej. – Jeśli będą się z nami kontaktować przez media, a nie rozmawiać, to ciężko będzie o porozumienie. Może się skończyć tym, że zrezygnujemy z usług MZK, mimo tego, że jest spółką komunalną. Zrobimy przetarg i wygra ten, kto zaoferuje najlepsze warunki. Najbardziej uczciwie byłoby, gdyby rynek zweryfikował ceny. Wierzę jednak w zdrowy rozsądek kierowców, którzy w MZK mają stałą pracę w stabilnej firmie, wypłaty na czas i zapewnione wszystkie prawa pracownicze. Niektórzy wyjechali za granicę i szybko wrócili, więc warto być nieco bardziej elastycznym – kończy Kozłowski.