Warszawa: Kamery, ochroniarze, a może zwykłe guziki w nocnych autobusach?
Jak poprawić bezpieczeństwo w nocnych autobusach? Może wystarczy, by Warszawa wzięła przykład z innych miast –pisze Gazeta Wyborcza. Wiele osób zastanawia się jak skutecznie skończyć z chuliganerką w nocnych autobusach. Różne miasta w różny sposób poradziły sobie z problemem. Warszawa twierdzi, że zmieniać coś będzie, ale nie ma ani pieniędzy, ani konkretów.
W Poznaniu od kilku lat jednym z warunków przetargu na nowe autobusy jest to, że mają być przystosowane do założenia monitoringu. W długich autobusach instalowane są cztery kamery, w krótkich – dwie. – Działają prewencyjnie, bo ludzie – wiedząc, że są nagrywani – zachowują się inaczej – mówi Iwona Gajdzińska, rzeczniczka Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Poznaniu. – A my nie musimy wymieniać szyb, siedzeń. Korzyści są niewymierne.
W Łodzi kierowcy mają stały kontakt z centralą przez radio, W niektórych autobusach są też kamery. Dwa tygodnie temu MPK nawiązało współpracę z agencją ochrony. – Kierowca w razie zagrożenia wciska guzik i natychmiast podjeżdża jedna z kilkunastu brygad ochroniarskich – mówi Bogumił Makowski z wydziału informacji łódzkiego MPK. Ochroniarze dostają pieniądze za każdą skuteczną interwencję, więc zależy im, żeby rzeczywiście znaleźć sprawcę. – Ponad milion złotych kosztowały nas w ostatnim roku naprawy szkód spowodowanych przez wandali. To także kradzieże gaśnic i kasowników – dodaje Makowski. – Cena, jaką płacimy za dwuletnią umowę z agencją to przy tym żadne pieniądze.
Podinsp. Mariusz Sokołowski, rzecznik stołecznej komendy: – Staramy się, żeby każdy autobus był obstawiony przez patrole. Ale pytanie: czy jest taka potrzeba? – Oczywiście, że jest! – mówi Zygmunt Wojciechowski ze Związków Zawodowych Kierowców Autobusowych. Tramwaje Warszawskie z bezpieczeństwem już sobie radzą. Poza zwykłym gps-em, dzięki któremu co minutę do centrali trafia informacja, gdzie jest tramwaj, w kabinie motorniczego są dwa guziki – czerwony i zielony. Czerwony jest ukryty i w momencie, w którym motorniczy go wciśnie, w centrali słychać, co się dzieje w kabinie i całym wagonie. Motorniczy nie musi więc zgłaszać centrali, że ktoś się awanturuje. Zielony guzik to zwykły kontakt z centralą, używany głównie w awarii. System wprowadzono już ponad dziesięć lat temu, ale jest stale unowocześniany. Co stoi na przeszkodzie, żeby w autobusach było podobnie? – Nie wiem – odpowiada Igor Krajnow, rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego. – Trzeba pytać miejskie Biuro Bezpieczeństwa. Tam słyszymy, że system monitoringu był już w autobusach testowany, ale nie do końca się sprawdził. Czyli zupełnie inaczej niż w Łodzi i Poznaniu. Jedyne, co może zaproponować biuro to większa liczba policjantów wywiadowców.