„Vlepka” – w starszych słownikach języka polskiego nie można znaleźć tego słowa. Definicja mogła by brzmieć „Niewielka samoprzylepna karteczka, wielkości zbliżonej do wizytówki. Nie każda naklejka jest vlepką. Vlepka jest przejawem kultury alternatywnej i zawiera przekaz myślowy”. Przekaz bardzo często jest związany z życiem w środkach komunikacji miejskiej. Motywem vlepek bywają autobusy. Jakiś czas temu szczególną popularnością cieszyły się Ikarusy serii 200. Były także miejscem eksponowania twórczości. Pionowy pas blachy przed tylną szybą pełnił wielokrotnie funkcję galerii. W stolicy zaaklimatyzowały się także w Jelczach, Neoplany i Solarisy miały mniej sprzyjające warunki. Dziś vlepki spotyka się coraz rzadziej. Być może służby sprzątające pojazdy są sprawniejsze. Vlepkarze są przez pracowników przedsiębiorstw komunikacyjnych traktowani na równi z chuliganami brudzącymi pojazdy. „Nie jestem wandalem, jestem vlepkarzem” – bronił się na jednej z nich twórca. Pomimo takich ocen, vlepki trafiły na wystawę. W marcu w Warszawie w Zamku Ujazdowskim w Centrum Sztuki Współczesnej prezentowana była „Ogólnopolska Vystava Vlepek”. Można było zobaczyć około tysiąca prac trzydziestu autorów. Uważni obserwatorzy podróżujący autobusami zapewne zauważyli, że prezentowane vlepki były raczej nowe. Żywot vlepki nie jest długi. Podobnie jak krótko czynna była wystawa, przygotowana przez Annę Baumgart. Nie wiemy, czy będzie ją gdzieś jeszcze można zobaczyć. Natomiast vlepki znajdą je zapewne ci, którzy będą uważnie przyglądać się autobusom, którymi jadą i być może przeczytają „nie zrywać – vlepa monitorowana”, „Ich trole” – z obrazkiem trzech trolejbusów, czy „szare ulice, szary humor”.
Vlepki na Vystavie
„Vlepka” – w starszych słownikach języka polskiego nie można znaleźć tego słowa. Definicja mogła by brzmieć „Niewielka samoprzylepna karteczka, wielkości zbliżonej do wizytówki. Nie każda naklejka jest vlepką. Vlepka jest przejawem kultury alternatywnej i zawiera przekaz myślowy”. Przekaz bardzo często jest związany z życiem w środkach komunikacji miejskiej. Motywem vlepek bywają autobusy. Jakiś czas temu szczególną popularnością cieszyły się Ikarusy serii 200. Były także miejscem eksponowania twórczości. Pionowy pas blachy przed tylną szybą pełnił wielokrotnie funkcję galerii. W stolicy zaaklimatyzowały się także w Jelczach, Neoplany i Solarisy miały mniej sprzyjające warunki. Dziś vlepki spotyka się coraz rzadziej. Być może służby sprzątające pojazdy są sprawniejsze. Vlepkarze są przez pracowników przedsiębiorstw komunikacyjnych traktowani na równi z chuliganami brudzącymi pojazdy. „Nie jestem wandalem, jestem vlepkarzem” – bronił się na jednej z nich twórca. Pomimo takich ocen, vlepki trafiły na wystawę. W marcu w Warszawie w Zamku Ujazdowskim w Centrum Sztuki Współczesnej prezentowana była „Ogólnopolska Vystava Vlepek”. Można było zobaczyć około tysiąca prac trzydziestu autorów. Uważni obserwatorzy podróżujący autobusami zapewne zauważyli, że prezentowane vlepki były raczej nowe. Żywot vlepki nie jest długi. Podobnie jak krótko czynna była wystawa, przygotowana przez Annę Baumgart. Nie wiemy, czy będzie ją gdzieś jeszcze można zobaczyć. Natomiast vlepki znajdą je zapewne ci, którzy będą uważnie przyglądać się autobusom, którymi jadą i być może przeczytają „nie zrywać – vlepa monitorowana”, „Ich trole” – z obrazkiem trzech trolejbusów, czy „szare ulice, szary humor”.