TRAKTORIADA – pierwsza polska wyprawa traktorem do Ameryki Południowej – raport nr 8
Moje pozytywne nastawienie i wiara w pomyślne zakończenie
kłopotów poskutkowały: spotkałem dwóch szalonych Argentyńczyków z gitarą Andiego
i Ecia. Jadą spędzić sylwestra na Salarze. Jutro wracają i są mocno zainteresowani
kontynuacją podróży właśnie w kierunku La Paz. Wieczorem wracają z trasy Marieke
i Verena, Niemki, które poznałem kilka dni temu w biurze. Postanawiamy spędzić
wspólnie sylwestrową noc. Z dzisiejszych spotkań chciałbym wspomnieć jeszcze
Alexa z Sankt Petersburga, podróżującego małym składakiem po świecie. Też ciekawe.
Co ważniejsze po złożeniu mieścił się w pokrowcu zbliżonym kształtem do płaskiej
walizki. Z kolei Alexa zaciekawił mój rower, oryginalny "Ural" z 1991
r., ostatni rocznik wyprodukowany za czasów Związku Radzieckiego.
Noc Sylwestrową spędziliśmy z braku szampana przy boliwijskim
rumie. Przyrządziliśmy z 2 butelek rumu herbatę bieszczadzką w stylu andyjskim,
tzn. z liśćmi koki. Generalnie tej herbatki nigdy nie zapomnę, choćby ze względu
na to, że jeden ze świeżo sporządzonych kociołków dziwnym trafem wylądował mi
na stopie pozostawiając wieczną pamiątkę. O północy odpaliliśmy tradycyjnie
kilka petard – wyrzucaliśmy je przez górny właz traktora, a z komina startowały
rakiety. Naprawdę, lepiej niż z butelki po szampanie.
Z przyjemniejszych spraw, poza lekkim szumem, to przyjechali
Eciu i Andi, Argentyńczycy, o których wspominałem, zdecydowani na kontynuację
podróży do La Paz ze mną. Kupili już, co prawda, bilety autobusowe do stolicy,
myśląc, że już pojechałem, ale raz-dwa zamienili bilety na rajd traktorem. Jest
lepiej niż zakładałem. Myślałem o jednym kierowcy…a jest ich już dwóch.
Coraz ciekawiej: Lina i Verena oddały dziś swoje bilety do
Potosi, zamieniając je – zgadnijcie, na co?
Dziś wielki dzień. Po dwóch i pół miesiąca ciężarówka opuszcza
niesławne Uyuni, co prawda nie o własnych siłach, tylko przy pomocy Ursusa,
ale do przodu. Przed nami blisko 700 km nie najłatwiejszego wcale szlaku. Ostatnie
pożegnania ze znajomymi, którzy sporo pomogli w ciężkich chwilach. Miedzy innymi
było co jeść, i za co wlać paliwo do traktora. Musiałem też interweniować na
policji, żeby odzyskać kilka rzeczy pozostawionych u naszego byłego mechanika
– partacza Barnaby. Co najważniejsze, książka napraw Ursusa, gruba niczym książka
telefoniczna wróciła na swoje miejsce. Don Cyprian z Uyuni Tours dał wypłatę
za przygotowanie projektu reklamy i strony internetowej. Zatem: w drogę!
Ruszyliśmy już po zmierzchu. Plan: zaliczyć wschód słońca
na solinie. Zatrzymujemy się w wiosce Colchani, tuż przy wjeździe na wielkie
słone jezioro Uyuni. Tak jak zaplanowaliśmy, przed wschodem słońca jesteśmy
już na białej solnej tafli. Dookoła ponad metrowe białe kopce. Mieszkańcy okolicznych
wiosek skuwają powierzchnię ok. 4-5 m2. Następnie zgrabiają sól formując kopce.
W ten sposób sól przygotowana jest już do transportu. Dzisiejszy dzień to także
czas nauki jazdy dla nowo powstałej ekipy. Trudno chyba wyobrazić sobie lepszy
plac manewrowy. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów, ani jednego kamienia,
drzewa, dziury, tylko równa jak stół tafla słonego jeziora. Muszę przyznać,
że idzie im całkiem nieźle. Tylko najmłodsza w zespole, Verena, nie chciała
prowadzić traktora. Spodobało jej się natomiast siedzenie za sterami ciężarówki.
Jeśli już mowa o nowej ekipie, to może ich przedstawię. A więc:
Ezequiel Agersberg – Dulicki; kierowca, Argentyna
Marieke Lina Ferger; kucharka, Niemcy
Verena Melgarejo; pomoc medyczna i kuchenna, Niemcy
Andrei Manuel Agersberg; kierowca, muzyk pokładowy, Argentyna
Co do traktora, to mile byłem zaskoczony prędkością, jaką osiągnęliśmy podczas
holowania ponad 8 tonowej ciężarówki. Generalnie bez problemu osiągnęliśmy 25
km/h, czyli jak w przypadku zwykłej jazdy. Po 7 godzinach spędzonych na salarze,
kończy się sielanka. Kończy się sól, piękna i równa droga. Zaczynają się "schody",
tzn. góry. Wjeżdżamy do wioski Jirira, leżącej nad samym brzegiem jeziora, z
tym, że nie bezpośrednio na stały ląd. Do brzegu dojeżdżamy ok. 500 metrowym
"molem", wałem usypanym z ziemi i kamieni, ponieważ warstwa soli jest
bardzo niestabilna blisko lądu. Nie raz się zdarzyło, że pod nieostrożnym kierowcą
zapadła się powierzchnia soli, a wyciągnięcie później wozu nie jest wcale łatwe.
W zeszłym roku, na przykład, wycieczkowy szwedzki autobus utknął w takiej dziurze
na 10 dni! W wiosce odkrywamy nieszczelność przewodu łączącego kompresor traktora
z zawieszeniem i hamulcami ciężarówki (kompresor w ciężarówce pracuje tylko
przy pracującym silniku. Nasz silnik, jak wiadomo, milczy od ponad 2 miesięcy,
zatem chcąc mieć hamowanie, musimy prowadzić powietrze 5 metrowym wężem wprost
do zbiorników w mercedesie).
Ale o tym następnym razem…
* * *
InfoBus jest patronem medialnym pierwszej polskiej wyprawy traktorem po krajach
Ameryki Południowej. Będziemy w comiesięcznych odcinkach informować o wydarzeniach
na trasie tej historycznej eskapady. Oczywiście nie doszła ona by to skutku
gdyby nie sponsorzy. Jednym z nich jest firma Groeneveld Polska, która zainstalowała
w pojeździe serwisowym wyprawy , stosowany również w i eksploatowanych w Polsce. Jego parametry techniczne i użytkowe zyskały
zaufanie wielu firm przewozowych, dystrybucyjnych oraz jednostek ,
czy . Jesteśmy bardzo ciekawi jak to urządzenie poradzi sobie
w skrajnie trudnych warunkach panujących na trasie TRAKTORIADY. I to jest jeden
z powodów objęcia patronatu medialnego nad tą wyprawą. Drugim – to chęć pokazania
firmom z branży autobusowej, że istnieją również takie formy promocji, dzięki
którym można sprawdzić własne produkty w ekstremalnych sytuacjach, a przy okazji
spełnić czyjeś marzenia.
Z życzeniami udanej wyprawy i wielu niezapomnianych wrażeń
Aleksander Kierecki
Więcej informacji o ofercie firmy Groeneveld Polska można
uzyskać na stronie www.groeneveld-groep.com.
Natomiast pełne dane na temat wyprawy Traktoriada 2002: zdjęcia, filmy, relacje
z poszczególnych dni i wiele innych ciekawostek zawiera strona www.traktoriada.icpnet.pl.