TRAKTORIADA – pierwsza polska wyprawa traktorem do Ameryki Południowej – raport nr 7
Raport VIII – kompletowanie nowej załogi…
Zaraz po odprawieniu mojego towarzysza wyprawy, Wojtka, zająłem się poszukiwaniem
sztywnego holu. Sprawa okazała się bardziej skomplikowana, niż początkowo myślałem.
W całym miasteczku nie mogłem znaleźć nawet odpowiedniej rury, z której można
by pospawać sztywny hol! A rura miała być solidna, żeby wytrzymała całą podróż.
Jedno, co udało się dziś załatwić, to spotkanie z Oscarem – szefem lokalnej
organizacji – SOPROQUI, zrzeszającej plantatorów rośliny o nazwie kinua.
Kinua uprawiana na wysokościach 3000-4000 m n.p.m., jest podstawą wyżywienia
i dochodu mieszkańców Altiplano. Najlepsza kinua na świecie rośnie, jak zapewnia
Don Oscar, w okolicach Uyuni, a to za sprawą wulkanicznej ziemi bogatej w mikro
i makroelementy. Długo można by opowiadać o jej zaletach i właściwościach. Zawartość
białka przewyższa procentowo nasze rodzime zboża, ryż czy kukurydzę. Stosowana
jest przy alergiach na inne produkty. Kinua nie wywołuje ich ponoć nigdy. Zabierają
ją także na orbitę kosmonauci. W ostatnim czasie Francja, Stany Zjednoczone
i inne kraje importują kinuę serwując ją w drogich restauracjach. Może warto
pomyśleć o sprowadzeniu próbnej partii do nas. Sam próbowałem kilka różnych
potraw z kinuy tj.: zupy, ciasta, wafelków, kinuy prażonej, napojów i innych.
Naprawdę wyśmienite. W Uyuni znajduje się także punkt skupu, oczyszczania, magazynowania
i przetwarzania kinuy, który miałem przyjemność odwiedzić.
Powoli dobiega końca mój pobyt w Uyuni. Te ostatnie kilka dni spędziłem na
opracowywaniu folderu reklamowego i projektu strony internetowej dla agencji
turystycznej Uyuni Tours. Nie jest źle, bo starczy z tego na paliwo aż do La
Paz. Poza tym szef funduje obiadki i kolacje w restauracji.
Udało mi się znaleźć w jednym z warsztatów na złomie starą rurę, która, sądząc
po uchu z jednej strony, służyła jako sztywny hol. Trzeba ją trochę wzmocnić,
przyspawać drugie ucho i powinna wytrzymać. A kierowcy jak nie było, tak nie
ma…
Odwiedziłem również cmentarzysko lokomotyw – jest tu łącznie kilkadziesiąt lokomotyw,
wagonów, które po okresie eksploatacji trafiły w to miejsce. Miejsce spoczynku
znalazł tu także daleki krewniak naszego Ursusa.
Wokół cmentarzyska znajduje się prawdziwy śmietnik, miejskie wysypisko na
otwartej przestrzeni, tak jakby ktoś specjalnie chciał wywołać epidemię, lub
żeby śmieci rozwiewane były przez wiatr na wszystkie strony świata. W jednej
ze stert cuchnących odpadków wesoło buszują świnie wyszukując smakowitych kąsków.
W okresie okołoświątecznym zamarł prawie całkowicie ruch turystyczny. Nie
ma też w związku z tym zbyt wielu okazji, aby namówić kogoś na "darmową
wycieczkę" do La Paz. Dzisiaj spotkałem się również z Wojtkiem i Maćkiem
z Warszawy, członkami wyprawy, którzy dopiero co zdobyli sześciotysięcznik Huayna
Potosi. Teraz wrócili z 4 dniowego objazdu południowo-zachodniego skrawka Boliwii,
tego, który przemierzyliśmy dopiero co traktorem. Niestety dalej jadą w przeciwnym
kierunku, czyli do Tupizy, a szkoda…
Ciąg dalszy nastąpi…