TRAKTORIADA – pierwsza polska wyprawa traktorem do Ameryki Południowej – raport nr 14
Jest początek października 2003 roku, a ja rozpocząłem właśnie drugi etap „Traktoriady” po kilkumiesięcznej przerwie spędzonej w Polsce. Pierwszy poranek w Argentynie przywitał mnie ciepłymi słonecznymi promieniami. Jakże miła odmiana po coraz to chłodniejszej i deszczowej jesieni! Jakby nie patrzeć, na drugiej półkuli jest już wiosna.
Po kilkudniowym pobycie w Buenos Aires, w trakcie którego spotkałem się z wieloma starymi znajomymi zarówno Polakami, jak i Argentyńczykami, z niepokojem obserwowałem rozwój wydarzeń w Boliwii, tzn. blokady dróg, starcia ludności z policją i wojskiem na ulicach stolicy La Paz. Obcokrajowcy zostali ewakuowani z kraju podstawionymi samolotami, a dodatkowo granice zostały dla nich zamknięte. Nie przejmowałbym się tym zbytnio, gdyby nie fakt, że aktualnym celem mojej podróży jest właśnie stolica Boliwii, gdzie już od ponad pół roku czekają na mnie Ursus i ciężarówka. Pozostaje, zatem, przeczekać zamieszki. Pytanie tylko, jak długo to potrwa? Kilka dni, tygodni?…
Nie chcąc tracić więcej czasu udałem do Urugwaju, do Rafael Peraza, gdzie mieści się m.in. siedziba TRADISURu, głównego importera ciągników Ursus w tym kraju. Po ponad roku od opuszczenia Urugwaju pamięć o Traktoriadzie jest ciągle żywa. Bardzo miłe powitanie zgotowali mi nauczyciele i uczniowie ze szkoły nr 80 w Rafael Peraza, gdzie przed rokiem przeprowadziliśmy liczne pokazy slajdów na temat przyrody polskiej. Tym razem odbyłem pogawędkę ze studentami UTU – Urugwajskiego Uniwersytetu Technicznego, oraz z uczniami liceum w Libertad. Niestety, tym razem bez slajdów, ale za to z nieco większą swobodą wypowiadania się w języku hiszpańskim. Z Wiktorem Donabellą, dyrektorem biblioteki i ośrodka kultury w R.P., postanowiliśmy poszerzyć w przyszłości wymianę kulturalną pomiędzy naszymi krajami.
Polska kuchnia podbiła po raz kolejny podniebienia tubylców. Tym razem były to „pyry z gzikiem” (tłumaczenie dla nie-Poznaniaków: są to ziemniaki ugotowane w skórkach podane z kremem przyrządzonym z białego sera, mleka, drobno posiekanej cebuli, czosnku, szczypiorku i przyprawionym solą, pieprzem oraz papryką), zmiecione zostały błyskawiczne ze stołu. Ja z kolei miałem przyjemność skosztować powideł z owocu opuncji. Aby je przygotować należy poświecić wiele godzin pracy. Po pierwsze owoce opuncji zwane tutaj tuna, podobnie zresztą jak i sam kaktus, pokryte są drobnymi cierniami, które należy usunąć narażając się tym samym na ukłucia. Do tego na słoiczek 200ml powideł należy zużyć ok. 5 kilogramów owoców.
Odwiedziłem również Diego Ramona Guerrę i jego prywatne muzeum zawierające eksponaty związane z lokalną historią od czasów, kiedy przebywali tu wyłącznie Indianie Charua (boljadory, groty strzał i oszczepów), poprzez czasy związane z bytnością gauchów (np. ostrogi, siodła, broń), aż po wiek XX (fotografie, pociski artyleryjskie, amunicja z pobliskiego poligonu).
Z Urugwaju wracam do Argentyny. Przekroczywszy most na rzece Uruguay docieram do przygranicznego miasteczka Guadelguaychu. Niestety stąd nie ma bezpośrednich połączeń z północno-zachodnią Argentyną, i musiałbym wracać do Buenos Aires, aby dostać się do Jujuy, nadkładając niepotrzebnie kilkaset kilometrów. Postanawiam ruszyć dalej na stopa , co okazuje się niezbyt łatwym zadaniem. Po ostatnim kryzysie i rozbojach panujących w kraju kierowcy boją się po prostu zatrzymywać. Ale jakoś powolutku przebijam się w kierunku Rosario, przez coraz to rzadziej zaludnione tereny.
Przejechawszy w ten sposób w ciągu kilku godzin może 200 km, zostaję wysadzony na rozdrożu, pośrodku krzaczastej, rozpalonej słońcem równiny. Ruch jest tutaj naprawdę znikomy. Przez godzinę przejechało zaledwie kilkanaście pojazdów. Postanawiam zatrzymać jakiś autobus (na szczęście na rozdrożu znajduje się przystanek). Mam farta, bo właśnie nadjeżdża, zatrzymuje się i – jak się dowiaduję – jedzie do miasteczka Victoria, skąd jest zaledwie kilkadziesiąt kilometrów do Rosario. Tam będę miał już bezpośrednie autobusy do Jujuy. Jednak coś dziwnego się dzieje. Kierowca pyta, czy mam bilet? A skąd, u diabła, mam mieć bilet na tym pustkowiu?! Na to kierowca mówi odrzekł mi tylko „Suerte!” , czyli „powodzenia”, zamknął drzwi i odjechał. Podobna historia miała miejsce także z kolejnym autobusem. Jak się później dowiedziałem od niedawna działa w Argentynie nowy przepis, że autobusy długodystansowe, a takich jest zdecydowana większość w Interiorze, nie mogą zabierać pasażerów bez biletów lub wcześniejszej rezerwacji… I niech sobie człowiek zdycha na słońcu. Po jakiś dwóch godzinach zatrzymał się jedyny miłosierny samarytanin i podwiózł mnie do Victorii. Autobus z Victorii jedzie malowniczo położoną trasą wzdłuż rozlewisk Parany, dalej groblą w kierunku nowego mostu spinającego jej brzegi. Z mostu rozciąga się niesamowity widok na tę potężną rzekę oraz majaczące w oddali drapacze chmur.
W trakcie kilkunastogodzinnej jazdy można zaobserwować doskonale, jak zmienia się klimat, krajobraz. W miejsce podmokłych czy zalewanych okresowo terenów pojawiły się suche jak pieprz przedgórza andyjskie. Okolice urozmaicają opuncje i olbrzymie trichocereusy osiągające min. 8 metrów wysokości. Po 17 godzinach jazdy autobusem docieram do stolicy prowincji Jujuy. Z dworca odbiera mnie Pablo i Rudolfo z zaprzyjaźnionej w zeszłym roku rodziny Bańdurów. Ich dziadek przybył w 1924 roku do Argentyny z Lubczy nieopodal Tarnowa…
…ciąg dalszy nastąpi.
* * *
InfoBus jest patronem medialnym pierwszej polskiej wyprawy
traktorem po krajach Ameryki Południowej. Będziemy w comiesięcznych odcinkach
informować o wydarzeniach na trasie tej historycznej eskapady. Oczywiście nie
doszła ona by to skutku gdyby nie sponsorzy. Jednym z nich jest firma Groeneveld
Polska, która zainstalowała w pojeździe serwisowym wyprawy
, stosowany również w
i
eksploatowanych w Polsce. Jego parametry techniczne i użytkowe zyskały zaufanie
wielu firm przewozowych, dystrybucyjnych oraz jednostek
, czy
. Jesteśmy bardzo ciekawi jak to urządzenie poradzi sobie w skrajnie trudnych
warunkach panujących na trasie TRAKTORIADY. I to jest jeden z powodów objęcia
patronatu medialnego nad tą wyprawą. Drugim – to chęć pokazania firmom z branży
autobusowej, że istnieją również takie formy promocji, dzięki którym można
sprawdzić własne produkty w ekstremalnych sytuacjach, a przy okazji spełnić
czyjeś marzenia.
Z życzeniami udanej wyprawy i wielu niezapomnianych wrażeń
Aleksander Kierecki
Więcej informacji o ofercie firmy Groeneveld Polska można
uzyskać na stronie www.groeneveld-groep.com.
Natomiast pełne dane na temat wyprawy Traktoriada 2002: zdjęcia, filmy, relacje
z poszczególnych dni i wiele innych ciekawostek zawiera strona www.traktoriada.icpnet.pl.