TRAKTORIADA 2002 – czyli pierwsza polska wyprawa traktorem po Ameryce Południowej (odcinek II)
Po uporaniu się z kłopotami natury formalnej, tzn. urzędami celnymi, kaucjami
itp. ruszyliśmy w końcu w trasę dnia 12 sierpnia 2002.
Przedtem jednak ochrzciliśmy w Polskim Ośrodku Młodzieżowym w Burzaco pod Buenos
Aires nasze wehikuły. Długo zastanawialiśmy się nad imionami. Listę z pomysłami
mieliśmy długą, ale koniec końców zdecydowaliśmy, że będą to jedne z pierwszych
słów, jakich nauczyliśmy się w castellano (po hiszpańsku). Po roztrzaskaniu
butelki szampana (a dokładniej wina musującego za 1 peso, czyli 1,20 zł) o przednie
obciążniki traktora, matka chrzestna Jadwiga (gospodyni POM-u) mianowała URSUSA
jako "Tranquillo", czyli spokojny. Natomiast Sandra, też Polka, rozbiła szampana
o zderzak ciężarówki nadając jej imię "Manana", czyli jutro. Nie będę się może
zbyt rozwodził nad tym, dlaczego te słowa zawitały jako jedne z pierwszych do
naszego słowniczka. Mówiąc krótko: wszelakie sprawy załatwia się w Ameryce Południowej
kilkakrotnie dłużej, niż u nas, a interesanci zbywani są najczęściej właśnie
słowami "manana" i "tranquillo"…
Ale, wracając do trasy – obraliśmy kierunek Cordoba, czyli wschód – północny
wschód. Chcieliśmy jak najszybciej dostać się w góry i sprawdzić w ciężkich
warunkach nasze maszyny. Zresztą, co za przyjemność w jeździe po bezkresnej
pampie, gdzie po horyzont tylko pastwiska, krowy i krzaki. Taki właśnie krajobraz
towarzyszył nam przez 600 kilometrów, aż prawie pod samą Cordobe. Niby odcinek
niewielki, tyle, co z Poznania do Warszawy i z Powrotem, nam zajęło to cztery
dni. Cóż, traktory nie należą do pojazdów szybkobieżnych. Nasz URSUS, wyciąga
maksymalnie niecałe 30 km/h, z tym ze staramy się nie nadwerężać silnika i może
poza momentem wyprzedzania powózek konnych, rowerzystów, walców drogowych, pielgrzymek
i innych traktorów nie przekraczamy 26 km/h.
Teraz jest nas trzech, niby mało, ale wystarczająco. Zmieniamy się rotacyjnie
za sterami URSUSA. W kabinie U 6014, jest niestety mało miejsca, mieści się
tylko jedna osoba i niewielka ilość bagażu. Nie ma mowy zatem o zabraniu zmiennika.
Myślę, że ZPC URSUS SA powinny pomyśleć nad wypuszczeniem linii ciągników przeznaczonych
do przeprowadzania ekspedycji transkontynentalnych z powiększoną kabiną, dodatkowym
fotelem, szafką podręczną i może kuszetka J. A tak poważniej, to komfort jazdy
jest nienajgorszy. Przy otwartych drzwiach lub górnym włazie daje się we znaki
hałas, ratują nas na szczęście wielkie czerwone ochraniacze słuchu. Poza tym
mamy też komfortowy fotel z regulacją wagi kierowcy i prawie rajdową kierownice.
Wszystko to ma duże znaczenie przy wielogodzinnej jeździe, a w szczególności
w ciężkim terenie np. na górskich serpentynach a pierwsze poważniejsze z nich
mieliśmy okazję zaliczyć w górach Los Gigantes dochodzących do 2400 m n.p.m..
(na zachód od Cordoby).
Co do samej jazdy to wygląda ona tak: wiadomo, że nie jeździmy ciężarówka w
tym samym tempie, co Tranquillo. Odskakujemy do przodu, zatrzymujemy się w jakimś
fajnym miejscu żeby popstrykać parę fotek, przygotować posiłek, a traktorek
po jakimś czasie dojeżdża. Czasami jednak są odstępstwa od tej reguły. Właśnie
na omawianych serpentynach traktor ma przewagę. Prędkość 26 km/h jest stała,
czy to z górki czy pod górkę, czy na prostej, czy na zakręcie. Ciężarówka natomiast,
nasza droga Manana ma w górach drobne kłopoty. A to się grzeje, a to nie mieści
się w zakrętach, trzeba prowadząc ją niesamowicie uważać, szczególnie na drogach
wyciętych w górskich stokach. Są one czasem tak wąskie, że skrajne koła dzielą
centymetry od krawędzi przepaści. Wówczas to traktor zdobywa dużą przewagę w
dystansie.
Musze teraz trochę ponarzekać na URSUSA. Mam nadzieje, że do dyrekcji to nie
dotrze J. Raz prawie straciliśmy traktor wraz z traktorzysta, w związku z tym
małym mankamentem. Chodzi o to mianowicie, że przy wchodzeniu w zakręt na nierównej
nawierzchni cały traktor wpada w silne wibracje, tzn. zaczyna podskakiwać, szczególnie
przód traktora. Traci się wówczas chwilowo kontrolę nad pojazdem, a w górach
jest to niedopuszczalne. Michał, jadąc pierwszy raz w górach, właśnie na jednym
z takich zakrętów nieomal z niego nie wypadł. No, ale już nauczyliśmy się, że
wystarczy tylko zredukować odpowiednio prędkość i wszystko jest jak należy.
Zresztą traktory nie zostały stworzone do jazdy po górach niczym w wyścigu Paryż
– Dakar. Chociaż, kto wie, może kiedyś tam wystartują…
Mamy więc też już chrzest bojowy w górach za sobą, ale najciekawsze, i zarazem
najtrudniejsze dopiero przed nami. Jednak o tym w następnym odcinku.
* * *
InfoBus jest patronem medialnym pierwszej polskiej wyprawy traktorem po krajach
Ameryki Południowej. Będziemy w comiesięcznych odcinkach informować o wydarzeniach
na trasie tej historycznej eskapady. Oczywiście nie doszła ona by to skutku
gdyby nie sponsorzy. Jednym z nich jest firma Groeneveld Polska, która zainstalowała
w pojeździe serwisowym wyprawy , stosowany również w i eksploatowanych w Polsce. Jego parametry techniczne i użytkowe zyskały
zaufanie wielu firm przewozowych, dystrybucyjnych oraz jednostek ,
czy . Jesteśmy bardzo ciekawi jak to urządzenie poradzi sobie
w skrajnie trudnych warunkach panujących na trasie TRAKTORIADY. I to jest jeden
z powodów objęcia patronatu medialnego nad tą wyprawą. Drugim – to chęć pokazania
firmom z branży autobusowej, że istnieją również takie formy promocji, dzięki
którym można sprawdzić własne produkty w ekstremalnych sytuacjach, a przy okazji
spełnić czyjeś marzenia.
Z życzeniami udanej wyprawy i wielu niezapomnianych wrażeń
Aleksander Kierecki
Więcej informacji o ofercie firmy Groeneveld Polska można
uzyskać na stronie www.groeneveld-groep.com.
Natomiast pełne dane na temat wyprawy Traktoriada 2002: zdjęcia, filmy, relacje
z poszczególnych dni i wiele innych ciekawostek zawiera strona www.traktoriada.icpnet.pl.