Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Sindbad o swoim 30-leciu

infobus
25.06.2013 10:42
W najnowszym, wakacyjnym wydaniu firmowego magazynu „Sindbad Info”(nr 36) został opublikowany ciekawy wywiad z prezesem spółki, Ryszardem Wójcikiem, a także krótkie podsumowanie historii opolskiego biura podróży. Prezentujemy ten jubileuszowy materiał. I zaczynamy od wywiadu:
Sindbad Info: Co Pan czuje jako właściciel, a aktualnie prezes firmy Sindbad po 30 latach jej budowania?
Ryszard Wójcik: Może zacznę od takiego porównania –kiedy w 1983 roku zakładali­śmy Sindbada, w Ozimku niedaleko Opola znajdowała się największa wówczas firma w województwie –Huta Małapanew, która zatrudniała ponad 7 tys. osób. A my we dwójkę, na ulicy Krakowskiej w Opolu, na 13 metrach kwadratowych bez okna i to­alety wchodziliśmy w świat biznesu. Dwa lata temu przeglądałem listę „Rzeczpospo­litej”–„2000 największych firm w Polsce”. I nie chodzi o to, że znaleźliśmy się tam na 1735. miejscu, ale o to, że tuż obok znala­zła się Huta Małapanew. Już w następnym roku awansowaliśmy o kilkadziesiąt pozycji wyżej, a huta wypadła z listy. To tylko je­den wskaźnik. Wracając do pytania, jak się czuję, pro­wadząc tę firmę. Na pewno jestem czło­wiekiem spełnionym w biznesie. Po tych 30 latach udało się zbudować najwięk­szą firmę autokarową w Polsce i jedną z największych w Europie. Sindbad to dziś spółka z ograniczoną odpowiedzial­nością licząca 440 pracowników oraz dodatkowo ok. 100 osób pracujących dla nas na samozatrudnieniu. To także PBP Sindbad z 25 osobami oraz należące do nas firmy: Bus Service (którą tworzy 70 osób) i Medicus (posiadający ponad 120 pracowników). Sindbad to ponadto Hotel Festival (40 osób) oraz od prawie dwóch lat PKS Opole (ponad 150 osób) i Star Turist w Olsztynie z prawie setką ludzi. Kolejne chlubne dane, chyba najważniej­sze, to ponad milion pasażerów na mię­dzynarodowych liniach autokarowych Platformy Sindbad w 2012 roku i prawie 7 milionów pasażerów od początku dzia­łalności na rynku przewozowym. Myślę, że te liczby mówią same za siebie.
Sindbad Info: Jest jakiś przepis na ten sukces?
Ryszard Wójcik: Na to pytanie można by odpowiedzieć jednym słowem i zakończyć wypowiedź: To ludzie. W tym miejscu muszę dodać, że mam nieco szczęścia i intuicji do do­boru pracowników, dzięki czemu firma osiągnęła tak wielki sukces po 30 latach działalności. Duże znaczenie ma także wiara w ich pracę, poczucie wspólnego sukcesu oraz ich identyfikacja z Sind­badem. Wierzcie mi, że w ciągu tych ostatnich lat na każdych 25 przyjętych pracowników odchodzi tylko jeden i to na własną prośbę. Jak wracam pamięcią do początku Sindbada, to tworzyłem ją ja –szef i pracownicy, którzy stanowili dla mnie taką „Sindbadowską rodzinę”, nie tylko w godzinach pracy od 8 do 18, ale nawet w czasie wolnym. Ostatnie lata przyniosły dynamiczny rozwój firmy i wzrost zatrudnienia, więc utrzymanie tej rodzinnej atmosfery nie jest już tak łatwe jak na początku działalności. Mimo to, gdy obserwuję z boku relacje pracowników, zarówno te zawodowe, jak i pozazawodowe, mogę powiedzieć, że dla większości z nich przychodzenie do pracy nie jest karą, ale przyjemnością, a to dla mnie jako praco­dawcy powód do dumy. W drodze do sukcesu firmy niezwykle istotna jest też szybkość podejmowania decyzji. U nas proces ten jest bardzo szybki –jest propozycja i zaraz jest de­cyzja. W konkurencyjnych firmach pro­ces decyzyjny trwa dłużej, dzięki temu gdy reszta dopiero się przygotowuje, to my już działamy.
Sindbad Info: Czy te 30 lat to tylko same sukcesy, czy były też trudne chwile?
Ryszard Wójcik: Mam pytanie –kto z Państwa był na fil­mie „Układ zamknięty”? Proszę wszyst­kich, obiecajcie, że każdy z Was pójdzie na ten film. Po to, żeby zobaczyć, jak trudno jest w tym kraju prowadzić biz­nes, szczególnie wtedy, gdy do władzy dochodzą ludzie, którzy dla chorych idei i populizmu zrobią wszystko. Ja i moja rodzina na własnej skórze przeżyliśmy to, co przeżyli bohaterowie tego filmu, no może z wyjątkiem aresztowania. Kołatanie do drzwi o 6 rano, uzbrojeni policjanci, rewizja w całym domu, w tym w pokojach ze śpiącymi dziećmi, prowa­dzenie po korytarzach Komendy Policji niczym przestępcę, pobieranie odci­sków palców, przesłuchania. A wszystko tylko dlatego, iż jednemu policjantowi ubzdurało się, że dzięki zamknięciu Wójcika zostanie zastępcą komendanta wojewódzkiego policji. Odpowiedzialny prokurator podpisał zarzuty wobec mnie, nie czytając akt sprawy, „bo było tego, aż 14 tomów”. Zacytuję tylko, jak brzmiał jeden z zarzutów: „mimo trudnej sytuacji spółki wypłacał w terminie wynagrodze­nia pracownikom i odprowadzał należne składki ZUS i zobowiązania podatkowe”. Czy łatwo jest prowadzić biznes w Pol­sce? Nie.
Sindbad Info: W jakim punkcie kariery biznesowej znajduje się Pan obecnie i jakie są Pana plany na przyszłość?
Ryszard Wójcik: Przez ostatnie pięć lat przygotowywałem Sindbada do przekształcenia go z firmy jednoosobowej w spółkę i to mi się udało. Najbliższe lata poświęcę temu, by firma mogła się dalej rozwijać, ale już beze mnie jako jej szefa. Zostanę, ale gdzieś w drugim, trzecim rzędzie. W USA tylko 30 proc. firm prywatnych przechodzi pozytywnie sukcesję w drugim pokoleniu, a tylko 10 proc. w trzecim. Przygotowanie do sukcesji to moje najważniejsze zadanie na przyszłość. Myślę, że za pięć lat na spotkaniu z okazji 35-lecia firmy będę siedział między gośćmi, a tu na froncie będą już inni, zapewne lepsi ode mnie.
Sindbad Info: Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę
 
Ryszard Wójcik, prezes SindbadaSetry S 515 HD w barwach SindbadaSetry S 515 HD w barwach Sindbada
Wszystko zaczęło się 30 lat temu
I druga część jubileuszowej publikacji. Tym razem magazyn „Sindbad Info”przypomina samą historię opolskiej firmy –a przy okazje tło funkcjonowania wszystkich polskich biur podróży w latach 80-tyych i 90-tych. A wszystko zaczęło się tak: -„Po raz pierwszy o Ryszardzie Wójciku opolski Ratusz usłyszał w 1983 roku, gdy pojawił się tam jako 25-letni człowiek, absolwent Wydziału Turystyki i Rekreacji wrocławskiej AWF, by złożyć wniosek o zezwolenie na działalność Prywatnego Biura Podróży Sindbad. Z czterech wyrazów tej nazwy najbardziej realne wydawało się słowo „Sindbad“, pozostałe trzy brzmiały raczej mało re­alistycznie. W tamtych czasach bowiem prowadzenie własnego biura podróży wydawało się rzeczywiście baśniową fik­cją skazaną na niepowodzenie. Mimo tych przeciwności Sindbad stał się jednym z największych biur podróży w Polsce, jedynym spośród prywatnych, które działa nieprzerwanie od 30 lat kie­rowane przez założyciela i właściciela, Ryszarda Wójcika. Zezwolenie, które otrzymał Sindbad, obejmowało 14 rodzajów działalności, tyle tylko, że ograniczało tę działalność do terenu kraju, tak by prywatne biuro nie mogło konkurować z państwowymi firmami turystycznymi. Ale w zatwier­dzonym przez Urząd Miejski w Opolu zakresie usług widniał punkt 12 o nastę­pującym brzmieniu: „pośrednictwo przy załatwianiu spraw wizowych“. Ten niepo­zorny punkcik stał się motorem rozwoju firmy i nadał jej przyspieszenie, jakiego mało kto się spodziewał.
Spoglądając wstecz, można dziś śmiało powiedzieć, że Sindbad odniósł sukces dzięki spełnieniu podstawowej reguły zdrowej wolnorynkowej gospodarki: za­oferować dokładnie to, co jest potrzebne w konkretnym miejscu i czasie. Czego potrzebował Klient w Opolu i w jego okolicach w połowie lat osiemdziesią­tych? Chciał, żeby ktoś załatwił za niego wszystkie sprawy związane z wyjazdem do Niemiec, albowiem samodzielne pokonanie urzędowo formalnego toru przeszkód kosztowało zbyt wiele energii. Sindbad proponował alternatywę;wybie­rający się za granicę człowiek składał zle­cenie w biurze i wracał po paszport z wizą oraz bilet kolejowy na konkretny termin, oszczędzając w ten sposób czas, pienią­dze i –zrozumie to każdy, kto pamięta tamte czasy –własne nerwy.
Dalszy bieg zdarzeń jest logiczny i bie­rze się z połączenia prostych inspiracji potrzebami Klienta ze zbiegiem sprzyjających okoliczności. Było oczywiste, że wszystkich mocno już zadowolonych Klientów o wiele bardziej opłaci się za­wieźć do Niemiec własnym transportem, niż dawać zarobić polskim kolejom, tym bardziej że było to trzykrotnie tańsze. Pierwsi pasażerowie, którym Sindbad prócz paszportu i wizy zaoferował także własny transport, pojechali do Niemiec autokarem firmy TURYSTA. Prywatne biuro podróży nie mogło jeszcze wów­czas samodzielnie prowadzić takich przewozów i musiało korzystać z po­jazdów wynajmowanych. TURYSTA po 10 dniach zorientował się, że to żyła złota i sam zaczął prowadzić przewozy, a Sindbad nawiązał współpracę z Ju­venturem, PKS-em Brzeg, DOSiR-em Wrocław, OsiR-em w Twardogórze. To był strzał w dziesiątkę: z opolskiego dworca jednorazowo odjeżdżało kilka­naście autokarów. Tłok był tak wielki, że na szybach pojazdów trzeba było umieszczać tabliczki: „Köln, pasażero­wie od A do F“, „Köln, pasażerowie od G do M“i tak dalej. Kto pamięta tamte czasy, domyśla się, że kłopoty z zaopatrzeniem w paliwo mogły stanowić poważny problem. I na to znalazł się sposób;pomysłowość w przezwyciężaniu przeszkód, które innym zdawały się nie do pokonania nie miała granic. Choć trudno w to dziś uwierzyć, przed autokarami wyrusza­ła ciężarówka wypełniona kupionymi w Opolu beczkami z olejem napędowym i tuż przed granicą następowało tanko­wanie paliwa. Kupowanie autokarów było już tylko kwestią czasu i stało się moż­liwe na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
W tym czasie inny młody człowiek mieszkający w Niemczech na swój wła­sny sposób starał się wykorzystać na­turalne związki między Republiką Fede­ralną a Śląskiem. Hubert Palm przewoził paczki (paczki w tamtym czasie były wielkich rozmiarów, bo zawierały pod­stawowe z dzisiejszego punktu widzenia artykuły, których w ówczesnej Polsce brakowało –wysyłanie ich pocztą kosz­towałoby krocie). Po uzgodnieniach z właścicielem PBP Sindbad zdecydo­wał się na przewóz pasażerów i zakupił pierwszy autokar Setra dla znanej póź­niej firmy Palm Reisen. Pierwszy kurs odbył się pierwszego marca 1989 roku. Związek między obiema firmami stał się jeszcze ściślejszy na początku lat dzie­więćdziesiątych, kiedy ministerstwa go­spodarki obu krajów postawiły wymóg współpracy firm niemieckich i polskich w zakresie przewozów pasażerskich, powstała firma Sindbad Palm Reisen, a obsługą Klientów w Niemczech zajęły się biura w Pforzheim i w Bruhl.
Tymczasem naturalne paliwo zasilające pracę biura –pośrednictwo w wizowaniu paszportów –wypaliło się, ponieważ większość krajów europejskich zniosła obowiązek wizowy dla Polaków. To, we­spół z nieograniczonym już niczym wy­dawaniem paszportów, otwierało nowy rozdział w działalności biura. Na pytanie jednego z pracowników biura: i co my teraz będziemy robić? rodzący się wolny rynek miał już gotową odpowiedź: teraz to dopiero będzie mnóstwo roboty. Latem 1990 spragnieni świata Polacy ze świeżutkimi paszportami wyruszali na wakacje do różnych krajów Europy. Sindbad przygotował dla nich pierwszą w swojej historii ofertę zagraniczną. Do obsługi wczasów we Włoszech firma zakupiła za kwotę 90 000 DM dwa au­tokary marki Volvo i jedną Scanię (w na­stępnym roku zakupiono dwa autokary DAF), które przez dwa sezony wyjeżdżały co drugi dzień do miejscowości Lido del­la Nazioni, zapewniając udane wakacje ponad sześciu tysiącom Polaków z całej Polski. Na północy włoskiego wybrzeża Adriatyku firma była wówczas najpoważ­niejszym polskim touroperatorem.
Rozwijający się jednocześnie sektor przewozów do Niemiec był już zdolny zapewnić przyzwoitą, własną bazę trans­portową dla turystyki i w następnych latach można było poszerzyć ofertę o nowe, już nie tylko europejskie, kraje. W 1994 biuro zakupiło pięć używanych autokarów marki Setra o łącznej wartości 1 miliona marek, co stało się początkiem jednej z najnowocześniejszych flot au­tokarowych w Polsce. Od tej pory marka Serta stała się podstawowym, jedynym autokarem używanym przez nasze biu­ro. W tym samym roku powstała firma Sindbad-Reisen Gmbh stanowiąca odpo­wiednik Sindbada w Niemczech.  Najważniejszym zadaniem firmy nie było już zdobywanie rynku i rozprzestrzenia­nie się. Najistotniejsze stało się zadbanie o stałe podwyższanie standardu usług.
Najprostszym i najbardziej zauważal­nym sposobem była stała modernizacja floty przekładająca się na rosnące bez­pieczeństwo i komfort podróży;coraz wygodniejsze, coraz szybsze, coraz lepiej wyposażone autokary. Pod koniec lat osiemdziesiątych w pierwszym pojeździe wyposażonym w toaletę pasażerowie podróżowali za dodatkową dopłatą do biletu, podobnie rzecz się miała z pierw­szym magnetowidem;w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych większość auto­karów miała klimatyzację i telefon po­kładowy, dziś wszystkie spełniają ocze­kiwania coraz bardziej wymagających pasażerów, Dziś dysponujemy ponad 200 komfortowymi autokarami o zróż­nicowanej liczbie miejsc od 16 do 78, których średni wiek nie przekracza 3 lat, a w samym 2013 roku zakupiliśmy już 14 nowych autokarów, z czego większość to najnowsze autokary marki Setra 500.
Drugim elementem poprawy warunków podróży było ustawiczne skracanie czasu podróży poprzez wypracowywanie logi­styki pozwalającej zmniejszyć ilość przy­stanków, na których zatrzymuje się dany autokar. Działy logistyki przewozu znaj­dują się obecnie w kilku miejscach Polski, a koordynację pomiędzy autokarami re­alizują piloci w poszczególnych autoka­rach. Od 2006 roku Sindbad to również platforma przewozowa skupiająca poza Sindbadem także innych przewoźni­ków, m.in.: Albatros z Przemyśla, Riviera z Opola, Star Turist z Olsztyna, Wactur z Nowego Sącza czy Janosik z Rzeszowa. Taka polityka pozwala zwiększać możli­wości przewozowe i włączać do oferty kolejne nowe kierunki.
Trzecia kwestia to jakość obsługi. 250 kierowców i 150 pilotek oraz pilotów to najczęściej jedyni przedstawiciele firmy Sindbad, z którymi ma okazję zetknąć się Klient. Od samego początku funkcję pilota pełnili wszyscy z właścicielem firmy włącznie. Z ich wspomnień da­łoby się złożyć ciąg dalszy „Przygód Sindbada Żeglarza“. Zaledwie kilka osób pracujących w firmie Sindbad nie otarło się o to zajęcie. Tam, gdzie powstaje produkt, w Dziale Przewozów, Dziale Turystyki, w Marketingu pracują ludzie znający dobrze charakter tej pracy. To trochę tak jak w dobrym rzemiośle –zanim się zacznie robić meble, trzeba choć raz odwiedzić las.
Prawdziwymi bohaterami tej trzydzie­stoletniej historii są jednak Klienci firmy. Ponad siedem milionów osób skorzy­stało już z usług Sindbada, ponad 130 tysięcy z nich oprócz kart kredytowych nosi w portfelu niebieską Kartę Stałego Klienta Sindbad Club, blisko 2 tysiące podróżujących naszymi autokarami naj­częściej posiada Złotą Kartę Sindbad VIP Club. Nasz sukces budujemy na wciąż rosnącej liczbie naszych pasażerów. Podróżujący z nami ludzie mają moż­liwość podróży na pokładzie naszych autokarów codziennie do 21 krajów Eu­ropy i ponad 460 europejskich miast. To oni i ich potrzeby decydowały o kierun­kach rozwoju firmy, ich opinie pomagały ustalić, co robimy dobrze, a co można jeszcze poprawić. I ich zadowolenie jest najlepszym probierzem naszej pracy. Charaktery­styczną cechą Sindbada jest to, że ludzie zostają tu na dłużej. Dość trudno wyjaśnić, na czym polega dostrzegalna od samego początku działalności firmy specyfika. Rodzaj nie­wymuszonego iden­tyfikowania się z nią, odpowiedzialności za jej losy. Można to przy­pisać silnej osobowości właściciela, kilku „dobrym duchom“firmy lub jakiejś zupełnie tajemniczej regule, która sprawia, że do Sind­bada trafiają ludzie o mniej więcej podob­nym poczuciu humoru i dystansu, które sprawiają, że „poziome“, zwykłe relacje międzyludzkie zdają się zawsze silniejsze od sztywnych „pionowych“zależności służbowych. Choć firmie przybywa pracowników, wciąż udaje się nam jeszcze –jak u początków Sindbada –unikać anonimowości;wspólne wigilie, imprezy inte­gracyjne, różne mniej lub bar­dziej szalone pomysły na wspólne spędzanie czasu sprawiają, że –zawsze na odmienny oczywiście sposób –dla każdego z nas wyrażenie „pracuję w Sindbadzie“oznacza dużo więcej niż sam fakt zatrudnienia w jakiejś firmie.”