Sensacyjne porwanie autobusu w Buku
Jak pisze Agnieszka Smogulecka na łamach Głosu Wielkopolskiego (17.02.2005) – akcja jak z filmu sensacyjnego rozegrała się 16 lutego po godzinie 14 na trasie Buk-Opalenica. Około godziny 14 właściciel autokaru podjechał na stację paliw w Buku, by zatankować.- Wiedziałem, że przyjechał sam, więc byłem zaskoczony, że jego autobus odjeżdża. Gdy mu to powiedziałem, sądził, że to żart – relacjonuje Sławomir Dziurla, pracownik stacji. – Kiedy odwrócił się do szyby, autobus już wyjeżdżał ze stacji. Szybko wybiegł na zewnątrz, a my za nim. Wtedy podjechał radiowóz. – Ten mężczyzna, który uprowadził autobus, został podwieziony na stację. Sprawiał kierowcy kłopoty, więc został wysadzony z auta – dodaje Marlena Trybuś, kasjerka ze stacji. Kierowca autobusu podbiegł do policjantów, powiedział, co się stało. Wsiadł do radiowozu i wspólnie zaczęliśmy ścigać skradziony autobus. Złodziej nie reagował na wezwania policjantów (przez megafon), by się zatrzymał. Ponieważ złodziej nie zamknął drzwi od autobusu – wahały się one i w końcu odpadły. Cudem nie uderzyły w przejeżdżający obok samochód, lecz ześlizgnęły się na jezdnię. Kierujący autobusem próbował spychać na pobocze radiowóz, policjanci więc poprosili o wsparcie. Mężczyzna nie reagował i nadal próbował staranować ścigający go samochód. Policjanci zaczęli strzelać. Celowali w powietrze i tylne koła. To zrobiło wrażenie na złodzieju – zatrzymał się przy parkingu leśnym przed Opalenicą. – Gdyby wjechał do Opalenicy, mogłoby dojść do katastrofy – kręci głową Tomasz Biedermann, komendant komisariatu w Buku. 47-letni mężczyzna był notowany przez funkcjonariuszy z Pomorza. Mężczyzna, jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, podczas zatrzymania tłumaczył, że sądził, iż funkcjonariusze w samochodach na sygnale pilotują jego przejazd. Więcej na www.glos.com.