Podnosimy poprzeczkę komfortu – rozmowa z Romanem Podsiadłym, prezesem Miejskich Zakładów Autobusowych w Warszawie
Wymiana taboru w przedsiębiorstwach komunikacyjnych jest rzeczą normalną. Dlaczego więc MZA przykłada tak wielką wagę do tego kontraktu?
Niestety mieliśmy dłuższą przerwę w zakupach taboru i chcieliśmy się podzielić naszą radością z okazji, że udało nam się rozstrzygnąć przetarg, doprowadzić do podpisania umowy i ją realizować. Mamy pierwszą dostawę nowych autobusów przegubowych. Z tego powodu nie ma wielkiego święta i wielkiego festynu. Jest po prostu spotkanie fachowców – w pewnym sensie robocze – służące prezentacji nowych autobusów. Wszyscy są ciekawi, co też kupujemy, dlatego zaprosiliśmy również dziennikarzy. Jest to okazja, żeby także powiedzieć, jakie są nasze dalsze plany.
Nie ulega wątpliwości, że jest to zastępowanie starych generacji autobusów wyrobami najnowszymi. Jeśli chodzi o ten kontrakt i dostawę tych autobusów, jest to kontynuacja pewnego kierunku, który wybraliśmy kilka lat temu. Poszliśmy w stronę zakupu autobusów niskopodłogowych o absolutnie europejskim standardzie. Te nowe autobusy właściwie podnoszą jeszcze wyżej tą poprzeczkę, bo jako pierwsze w naszej firmie są wyposażone w system klimatyzacji kabiny pasażerskiej. Natomiast technicznie są podobne do autobusów kupowanych 3 – 4 lata temu, czyli autobusów przegubowych MAN NG 313 i Solaris Urbino 15.
Zastanawiamy się jednak, czy nie powinniśmy różnicować palety zakupów i ze względów kosztowych nie kupować częściej autobusów trochę tańszych w dostawie i bardziej odpornych na ciężkie warunki, czyli: złe nawierzchnie ulic i wandalizm ze strony pseudo-pasażerów. Mam na myśli autobus, który miałby na przykład jeden stopień w drzwiach i był prostszy technicznie posiadałby na przykład hamulce bębnowe zamiast tarczowych. Obranie ewentualnie takiego kierunku nie zmieni naszego myślenia o pozostałych parametrach wygody we wnętrzu, jak również warunków pracy kierowcy. Nie ma jednak wątpliwości, że takie rozwiązanie dawałoby niższe koszty. Ta jednak kwestia jest jeszcze przed nami.
Nowe przegubowe Solarisy są wyposażone w klimatyzację. Jej używanie może powodować wzrost zużycia paliwa o ok. 10 procent. Czy wobec wciąż rosnących kosztów paliwa klimatyzacja będzie używana?
Czy rzeczywiście będzie to wzrost zużycia o 10 procent, tego nie wiemy. Nie mamy jeszcze wiarygodnych doświadczeń. W Polsce autobusy z klimatyzacją przestrzeni pasażerskiej eksploatuje tylko Gdańsk. Niestety oni nie rejestrują oddzielnie kosztów związanych z klimatyzacją. W tamtej firmie nie da się wydzielić kosztów klimatyzacji z całości kosztów. Przede wszystkim klimatyzacja jest droższa w zakupie, jest to kilkadziesiąt tysięcy złotych na autobus. Myślę, że w okresie wakacyjnym, kiedy temperatury są wysokie, trzeba się liczyć ze wzrostem zużycia paliwa, ale o tym jest za wcześnie mówić. Może i dobrze się złożyło, że ta dostawa przypadła na jesień. Na pewno będzie jeszcze kilka ciepłych dni, które pozwolą sprawdzić, ile to rzeczywiście kosztuje i przygotować się do następnego sezonu letniego. Nie ulega wątpliwości, że jeżeli kupiliśmy autobusy z klimatyzacją, to po to, żeby ją używać, a nie tylko, żeby ją wozić…
Generalnie w autobusach z klimatyzacją stosuje się nieotwierane okna, bądź uchylne szybki. W warszawskich Urbino 18 zamontowano duże szyby przesuwne…
Dlatego, że jeżeli temperatura w przedziale wynosi od + 15 do + 20 stopni C, to w moim przekonaniu nie ma konieczności używania klimatyzacji. Uważamy, że właśnie te okna przesuwne będą sprawdzonym systemem wietrzenia pojazdu. To jest w pewnym sensie odczucie subiektywne. Przekonaliśmy się, że mimo tego, że w niektórych rozwiązaniach jest bardzo dobra wymiana powietrza, to jednak pasażerowie oczekują tych okien. Mają wrażenie, że wietrzenie jest lepsze. W związku z tym, jest to też jakaś próba odpowiedzi na pytanie, kiedy stosować szyby przesuwne, a kiedy używać klimatyzacji. Będziemy analizować doświadczenia.
Czy można oczekiwać następnych przetargów na dostawę autobusów? Jakich autobusów będą dotyczyły?
W tej chwili pracujemy nad przygotowaniem następnych przetargów. Powinniśmy regularnie kupować około 100 autobusów rocznie. Liczymy na to, że jeszcze w tym roku ogłosimy jeden lub dwa przetargi, w tym jeden na autobusy zasilane gazem ziemnym.
Czy CNG, jako paliwo, może być lekarstwem na rosnące ceny oleju napędowego?
Mamy taką nadzieję. Jednak rynek gazu nie jest przez nas poznany tak dokładnie, jak paliw płynnych. Nasze obawy budzi system kształtowania cen gazu. Wiemy, że ceny gazu są wiązane systemowo z cenami ropy naftowej. Co naszym zdaniem nie jest dobrym rozwiązaniem, bo przecież źródła i dostawcy są zupełnie inni. I dlatego też jednym z warunków naszego zaangażowania jest podpisanie stosownych umów czy porozumień z dystrybutorami gazu, które zapewnią właściwy parytet cen tych paliw. Tak, żeby inwestycje, które trzeba ponosić na początku, nie okazały się tylko dodatkowymi kosztami. Na dzisiaj relacja ceny gazu i oleju napędowego jest na pewno bardzo korzystna dla gazu. Ale chodzi o to, żeby taka proporcja zachowała się podczas całego czasu eksploatacji autobusu.
Kończąc rozmowę – czy nowe autobusy w Warszawie podobają się Panu Prezesowi?
Uważam, że są ładne. To potwierdza ocena, którą robiliśmy w poprzednich przetargach W tym przetargu nie ocenialiśmy tzw. designu, ale w poprzednim z 2000 r., kiedy kupowaliśmy autobusy 15-metrowe, estetyka pojazdu była punktowana. Aby zrobić to profesjonalnie wynajęliśmy ekspertów z Instytutu Wzornictwa Przemysłowego. Oni opracowali specjalną metodę zobiektywizowanej oceny estetyki i wtedy Solaris zajął pierwsze miejsce.
Bardzo dziękujemy za rozmowę.