Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Opole – mandat niesłusznie przyznany?

infobus
29.08.2005 10:56

Michał Kowalski od kilkunastu lat pracuje jako kierowca. Jeździł ciężarówkami, autokarami turystycznymi. W 2000 roku został zatrudniony w Miejskim Zakładzie Komunikacji. Nigdy nie otrzymał upomnienia ani naganny. – Każdego dnia staram się sumiennie wykonywać swe obowiązki – tłumaczy. – Zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na mnie spoczywa. Przecież ludzie, którzy wsiadają do autobusu, powierzają mi swoje życie – uściśla. – Nasi kierowcy muszą godnie reprezentować firmę – grzmi Dariusz Sitko, prezes MZK. Co znaczy godnie? Przede wszystkim muszą się kulturalnie zwracać do pasażerów i nie mogą palić papierosów w czasie jazdy. – Jeżeli ktoś złamie te zasady, automatycznie odbierana mu jest część premii – wyjaśnia Ronald Kubis, zastępca kierownika wydziału eksploatacji Miejskiego Zakładu Komunikacji. – Sam kiedyś miałem taką sytuację. Jechałem pustym autobusem i bawiłem się papierosem. Dyspozytor powiedział mi, że już mogę się pożegnać z premią. Pokazałem mu papierosa i wyjaśniłem, że tylko przekładałem go między palcami – wspomina Michał Kowalski. – Od tamtego czasu nawet nie dotykam zapalniczki – mówi z uśmiechem. W firmie kierowca postrzegany jest jako dobry pracownik do którego – jak podkreśla Ronald Kubis – nie ma żadnych zastrzeżeń.

Zdjęcie: Z samochodu osobowego odleciało przednie koło i oderwał się zderzak. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Kolizja jakich wiele

2 kwietnia 2005 roku pan Michał zaczynał pracę wcześnie rano. Miał jeździć linią numer „dziewięć” na trasie ulica Zbożowa – Pużaka. – Pamiętam, że była to sobota. W weekendy ruch jest mniejszy, ale i mniej osób podróżuje – mówi. Zegarek wskazywał kilkanaście minut po godzinie dziewiątej. Autobus jechał z ulicy Rejtana w kierunku zajezdni. Na wiadukcie skręcał w ulicę Ozimską. – Autobus to nie jest samochód osobowy, że można od razu zrobić zakręt. Aby skręcić musiałem wjechać na lewy pas, gdyż w przeciwnym razie mógłbym potrącić ludzi idących chodnikiem, który jest z prawej strony – tłumaczy. Kierowca podkreśla, że w momencie dokonywania manewru skrętu w prawo na drodze nie było żadnego pojazdu. – Nagle zobaczyłem jak z prawej strony na skrzyżowaniu zaczyna wyprzedzać mnie biały ford – przywołuje wspomnienia. Po chwili pasażerowie usłyszeli głośny zgrzyt. – Powstała rysa na całej szerokości autobusu – mówi Kowalski. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Pasażerowie wysiedli z „dziewiątki” i postanowili kontynuować podróż na piechotę.- Z samochodu osobowego odleciało przednie koło i oderwał się zderzak. Po chwili przyjechała pomoc drogowa, która zaproponowała odholowanie forda. – Zdziwiłem się, że kierowca się na to nie zgodził – mówi Kowalski. – Dopiero potem okazało się, że nie ma wykupionego ubezpieczenia auto casco i musiałby za wszystko sam zapłacić – dodaje. Po kilku minutach pojawiła się policja. Z funkcjonariuszami rozmawiała jedynie pasażerka forda. – Już wówczas zdziwiłem się, że radiowóz zaraz odjechał. Pomyślałem, że może chcą załatwić sprawę polubownie – przypuszczał wówczas. – Rzeczywiście, do takich zdarzeń nie potrzeba wzywać policji. Wystarczy, że strony „dogadają się” między sobą – przyznaje kom. Maciej Milewski, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Opolu. Jakież zdziwienie było pana Michała, kiedy na róg Ozimskiej i Rejtana podjechał drugi radiowóz.

Ręka rękę myje

Tym razem policjanci poprosili pana Michała, aby odjechał autobusem na pobocze. – Byłem pewny, że kierowca forda dostanie mandat i na tym się wszystko zakończy – mówi pracownik Miejskiego Zakładu Komunikacji.

Tymczasem do pana Michała podeszli funkcjonariusze z wypełnionym blankietem mandatu. – Byłem zdziwiony – przyznaje mężczyzna. – Policjanci powiedzieli mi, że według kierowcy forda to ja zajechałem mu drogę i kolizja jest z mojej winy. Ale mam się niczym nie przejmować, bo dostanę tylko sto złotych, czyli tyle, co za jazdę bez zapiętych pasów bezpieczeństwa – wspomina. – Za spowodowanie takiego zdarzenia taryfikator przewiduje mandat od 50 do 500 złotych – mówi wyjaśnia Jacek Zamorowski, naczelnik wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. – O wysokości kary decyduje policjant – uściśla.

Pana Michała zdziwiło również, że funkcjonariusze żadnego z kierowców nie przebadali na obecność alkoholu we krwi. – Chyba to jest wymagane w takich przypadkach? – zastanawia się Kowalski. – Badanie alkomatem musi być – twierdzi stanowczo Sławomir Szorc, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Opolu. – Z notatki, którą dysponuję z tamtego zdarzenia, jednoznacznie wynika, że policjanci dopełnili wszelkich obowiązków – rzecznik pokazuje skserowaną kartkę papieru, na której zaznaczono wyraz „trzeźwi”. – To wierutna bzdura – denerwuje się Kowalski.

Dopiero w domu mężczyzna zobaczył, że oprócz kary pieniężnej otrzymał 6 punktów karnych. – To jakaś paranoja! – denerwuje się. – Gdybym wiedział, w życiu niczego bym nie przyjmował i nie podpisywał. Policjant chyba powinien pouczyć mnie o możliwości odmowy przyjęcia mandatu? – pyta retorycznie. – Rzeczywiście każdy funkcjonariusz ma taki obowiązek – wyjaśnia Jacek Zamorowski, naczelnik wydziału ruchu drogowego. – Jeśli ktoś nie chce go przyjąć, kierowany jest wówczas wniosek o ukaranie do sądu grodzkiego – uściśla. – Nie zgadzam się z mandatem, bo nie ja spowodowałem to zdarzenie – irytuje się Kowalski.

Wyrok wydany zaocznie

7 kwietnia pan Michał napisał pismo do Sądu Rejonowego. Dwadzieścia dni później otrzymał odpowiedź. Z wydruku komputerowego dowiedział się, że jest winny spowodowania kraksy. – Nie chodzi mi już o te sto złotych, bo to nie jest majątek. Chodzi mi o pewne zasady, które zostały złamane – pan Michał stanowczo odmawia zapłacenia mandatu. Dlaczego policjanci sporządzili notatkę służbową tylko na podstawie rozmowy z kierowcą forda? – Trudno mi cokolwiek mówić na temat tej sprawy, ponieważ zdarzenie było dość dawno i myślę, że sami policjanci nie pamiętają tej konkretnej kolizji – próbuje wyjaśnić rzecznik Sławomir Szorc.

Kowalski pokazuje otrzymane pismo z sądu. – Został przesłuchany Janusz B. A kto to w ogóle jest? Dlaczego rozprawa odbyła się bez mojego udziału? – to tylko niektóre z wielu wątpliwości. Sędzia Beata Kowalczyk zapewnia, że całe postępowanie dowodowe zostało przeprowadzone zgodnie z prawem. – Polska jest krajem demokratycznym, a w demokracji jak wiadomo każdy może polemizować z sądem. Wówczas sprawa rozpatrywana jest przez Sąd Okręgowy – tłumaczy.

4 maja pan Michał wysłał kolejne odwołanie. I tym razem dowiedział się, że jest winny. – Na żadnej rozprawie nie byłem i nawet nie dano mi możliwości obrony – denerwuje się.

Udowodnić niewinność

Pod koniec maja mężczyzna napisał zażalenie. „Jeszcze raz proszę o rozpatrzenie mej sprawy na posiedzeniu Sądu Grodzkiego z uwagi na odmienne poglądy z zeznaniami świadków, którzy zeznali nieprawdę. Proszę o posiedzenie Sądu Grodzkiego tym razem z moim udziałem”. Po blisko trzech miesiącach nerwowego oczekiwania otrzymał odpowiedź. Wokanda odbędzie się pierwszego września. – Muszę udowodnić swoją niewinność – podkreśla Kowalski. – Nie zapłacę ani grosza. Jak chcą, niech ściągają przez komornika. Nie złamałem przepisów i nie będę kozłem ofiarnym! – zapowiada. – Dlaczego ja mam ponosić karę za to, że ktoś nie umie jeździć, a ma układy z policją? – pyta retorycznie. – Na temat kierowcy forda pana P. nie jestem w stanie nic powiedzie,ć bo go po prostu nie znam i nie kojarzę, aby taka osoba kiedykolwiek u nas pracowała – mówi Sławomir Szorc, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej.

– W tej całej sytuacji najbardziej jest mi wstyd przed kolegami w pracy – mówi Kowalski. Na szczęście jego pracodawca okazał się wyrozumiały. – Dla naszego kierowcy karą jest mandat, który otrzymał. W tym przypadku nie zaszła nawet potrzeba przeprowadzenia rozmowy dyscyplinarnej czy udzielenia nagany – informuje Ronald Kubis, zastępca kierownika wydziału eksploatacji Miejskiego Zakładu Komunikacji w Opolu.

Imię i nazwisko kierowcy MZK zmieniono na jego prośbę (red.).