Olsztynek: Bój o gimbusa
Wrzesień to tradycyjny początek walki z problemem dowożenia dzieci do szkół. Brakuje na to pieniędzy, brakuje gimbusów, a drogi przypominają czołgowy poligon. A do przewiezienia jest 36 tys. dzieci –pisze Gazeta Olsztyńska. Trzy kilometry w przypadku dzieci z klas I-III, cztery kilometry dla uczniów z klas IV-VI i gimnazjum —tyle wynosi „granica”, od której gmina musi zapewnić dojazd do szkoły. Gimbusami i autobusami dociera na lekcje prawie 36 tys. dzieci, czyli 37 proc. wszystkich uczniów szkół podstawowych i gimnazjów w regionie. Mogło by dojeżdżać więcej, gdyby nie dwie rzeczy —brak pieniędzy i gimbusów. Przydziałem gimbusów zajmuje się Ministerstwo Edukacji, a w regionie Kuratorium Oświaty. Niestety, w ostatnich latach ministerstwo wyjątkowo skromnie obdarowało Warmię i Mazury (patrz ramka). A w tym czasie wiele pojazdów dokonało żywota na wąskich, krętych i wyboistych drogach. Gmina Olsztynek ma dwa własne pojazdy i kilka wynajmuje. Dzieci jeżdżą też pekaesem. Dowożenie dzieci to jedna z największych pozycji w budżecie gminy. Sieć szkół należy tu do najbardziej rozbudowanych. Najwięcej dzieci dowożonych jest do szkoły podstawowej i gimnazjum w Olsztynku. A na nowy wóz nie ma co liczyć, bo kolejka w kuratorium strasznie długa. —Stoimy w tej kolejce i stoimy —mówi sekretarz gminy Stawiguda Maria Maszczak. —Widać uważają, że jako bogatą gminę stać nas na kupno autobusu.