Nadszedł czas platform – rozmowa z Ryszardem Wójcikiem, właścicielem firmy Sindbad
Prezentujemy wywiad z Ryszardem Wójcikiem, właścicielem firmy Sindbad, który został opublikowany na łamach pisma „Rynek Podróży” (luty 2005), www.rynekpodrozy.com.pl. Więcej na temat opolskiego przewoźnika autobusowego można dowiedzieć się odwiedzając stronę www.sindbad.pl.
11 grudnia 2004 roku opolskie biuro podróży Sindbad otworzyło nową kartę w historii firmy, stając się dużą platformą przewozową w Europie – obejmującą prawie 200 nowych miast w Austrii, Belgii, Danii, Francji, Holandii, Luksemburgu, Niemczech oraz Anglii. Jakie były powody podjęcia tej decyzji?
– Do dnia 1 maja 2004 r. w Polsce obowiązywał reglamentacyjny system zezwoleń na obsługę międzynarodowych połączeń autokarowych. W praktyce oznaczało to, że liczba zezwoleń była stała i uzyskanie pozwolenia na obsługę nowej linii było praktycznie niemożliwe. Akces Polski do Unii Europejskiej spowodował zmianę tych przepisów i ich charakteru z reglamentacyjnych na rejestracyjne. Dzięki temu jeszcze w maju poczyniliśmy starania o utworzenie nowych połączeń i po niezbędnym okresie oczekiwania na odpowiednie pozwolenia otworzyliśmy nową platformę. Składa się ona zarówno z zupełnie nowych połączeń, jak i już istniejących, które zostały odpowiednio dopasowane do nowej koncepcji. Chciałbym podkreślić, że do dnia 10 grudnia przewoziliśmy pasażerów do 39 miast w Niemczech, a po uruchomieniu platformy – aż do 133. Taka szeroka rozbudowa stanowiła dla naszej firmy ogromne wyzwanie logistyczne i organizacyjne. Proszę sobie np. wyobrazić konieczność przekonania i przeszkolenia kilkuset agentów zajmujących się sprzedażą naszych usług. Jednak udało nam się pomyślnie przejść tą próbę i dzisiaj – po prawie dwóch miesiącach funkcjonowania platformy – możemy powiedzieć, że ta operacja zakończyła się sukcesem. I co ważne – pozytywny wynik odnotowaliśmy poza sezonem, w najtrudniejszym okresie dla wszystkich autobusowych przewoźników, co dodatkowo powoduje, że patrzę w przyszłość z dużym optymizmem.
Jakie zmiany zaszły w systemie połączeń międzynarodowych Sindbada?
– Obecnie nasz system składa się z 6 podstawowych linii, z których znaczna część to połączenia codziennie. Oznacza to, że każdego dnia wysyłamy na trasy co najmniej 10-12 autokarów. Największą niewiadomą przy rozbudowie połączeń były zupełnie dla nas nowe kierunki – na południe Niemiec z wjazdami do miast na północy Austrii, ponadto Stuttgart / Konstanz oraz mocno rozbudowany kierunek północ, czyli: Hamburg, Bremen, Bremerhaven. Ponadto jeździmy do kilku miast we Francji i Luksemburga oraz – moim zdaniem największa rewelacja – utrzymujemy stałą komunikację pasażerską z Belgią i Holandią.
Ponadto firma utrzymuje połączenie z Wielką Brytanią, która w tym roku notowała rekordy popularności…
– Tak, rzeczywiście, Anglia to taki specyficzny kierunek, który sezonowo potrafi być mocno obciążony. Tą trasę obsługujemy wspólnie z firmą Albatros z Przemyśla, która jest tutaj operatorem, a my zajmujemy się sprzedażą biletów. W przeciwieństwie jednak do podobnych systemów działających w innych platformach – wprowadziliśmy tutaj ujednolicone procedury odpraw, które są identyczne dla całej naszej platformy. Dla naszych klientów jest to znak, że każda działalność odbywająca się pod naszym szyldem odbywa się na identycznych zasadach i na odpowiednim poziomie jakości. Tutaj chciałbym zaprosić wszystkich przewoźników autobusowych do współpracy w zakresie usług przewozowych – oczywiście na kierunkach przez nas nie obsługiwanych. Jeżeli ktoś chciałby z nami jeździć np. do Kolonii, to ciężko byłoby nam się dogadać, ale jeżeli ktoś ma ciekawą ofertę włoską, hiszpańską, francuską, czy nawet grecką, to myślę, że szybko znajdziemy wspólny język. Moim zdaniem tworzenie dużych platform ma sens i jest to duża wygoda przede wszystkim dla pasażerów, agentów oraz dla samych przewoźników.
Od 1 stycznia Sindbad oferuje bilet na swoje połączenia za jedyne 9 zł – czy to odpowiedź na agresywną kampanię reklamową firm lotniczych?
– Nie ukrywam, że kilku przewoźników autobusowych przygotowało podobną ofertę. Pierwszą z nich był Orbis Transport, który proponował bilet bodajże za 19 zł, my poszliśmy dalej i oferujemy ograniczoną pulę biletów za 9 zł. Wiem, że niektórzy przygotowują się do wprowadzenia biletów za złotówkę. Te promocje mniej więcej działają na podobnych zasadach jak w niskobudżetowych liniach lotniczych, gdzie do przysłowiowych biletów za złotówkę trzeba jednak doliczyć przeróżne opłaty dodatkowe, które znacznie podwyższają jego ostateczną cenę. I powstaje teraz pytanie – skoro linie lotnicze mogą w ten sposób reklamować swoje usługi, to dlaczego z takich mechanizmów marketingowych miałyby nie skorzystać firmy autobusowe. To jest bardzo nośne hasło reklamowe i jestem teraz bardzo ciekawy, czy media uznają nas za „tanich przewoźników”…
Skoro jesteśmy już przy liniach lotniczych, to jeden z nich w ostatnim czasie zakończył swoją działalność widowiskową klapą. Sindbad wziął udział w akcji pomocy klientom Air Polonii. Na czym ona polegała?
Rzeczywiście – kilkunastu ex klientów AirPolonii skorzystało z naszych usług i zupełnie za darmo przewieźliśmy ich do wybranych miast w Europie. Może troszkę wolniej, ale za to niewątpliwie pewniej. Nie nagłaśnialiśmy specjalnie tej akcji, gdyż była ona skierowana głównie do naszych agentów, którzy mieli problem z osobami z nieważnymi biletami AirPolonii. Przypomnijmy, że był to okres przedświąteczny i na szczęście mieliśmy kilka wolnych miejsc na danych liniach. Myślę, że te osoby mają dość latania na dłuższy czas.
Jak Pan ocenia obecnie szanse polskich przewoźników autobusowych w konfrontacji z niskobudżetowymi liniami lotniczymi, często dotowanymi przez potężne instytucje finansowe?
– Moim zdaniem, za wyjątkiem trasy do Londynu i kilku sezonowych kierunków, przewoźnicy autobusowi operujący z Polski mają znaczną przewagę nad liniami lotniczymi. Bierze się ona z możliwości zabrania pasażera prawie spod jego domu, dzięki sieci kilkunastu przystanków na ternie naszego kraju i wysadzeniu go, w ramach podobnej infrastruktury, w Europie Zachodniej, dokładnie w miejscu docelowym. Ponadto koszt podróży – kiedy porównamy realne ceny biletów lotniczych i autobusowych, wyjdzie nam, że za przejazd autokarem zapłacimy o wiele mniej przy trochę dłuższym czasie podróży, który jednak biorąc pod uwagę faktyczny okres dotarcia do lotniska, a następnie z lotniska do punktu docelowego, wcale nie jest znowu znacznie dłuższy. Poza tym wiele mówi się o komforcie podróży samolotami – proszę zrobić sobie symulację podróży samolotem np. z Opola do Wuppertalu. U nas pasażer dociera tam dzięki codziennej linii nr 2, gdzie wsiada o 20.00 na opolskim dworcu, kładzie się spać i budzi się rano o 9.00 na miejscu. Tą samą trasę można pokonać samolotem – wtedy pasażer musi wstać o 2.00 nad ranem, dotrzeć na 3.00 do portu w Pyrzowicach, o 5.00 ma lot do Dortmundu, z którego środkami publicznej komunikacji musi jakoś dostać się do Wuppertalu. Łącznie zabiera mu to około 9 godz., a jego kondycję po tym wszystkim można określić jako średnią. Dlatego moim zdaniem autobusowe połączenia na tego typu kierunkach będą górą i mimo obecnego boomu na połączenia lotnicze i ogromnemu wsparciu ze strony mediów, nie boję się o naszą przyszłość. Myślę, że dla przewoźników autokarowych zawsze znajdzie się miejsce w europejskim systemie transportowym, a walczyć o to trzeba przede wszystkim jakością usług.
Dziękuję za rozmowę.
Wywiad zamieszczono na łamach pisma „Rynek Podróży” (luty 2005), www.rynekpodrozy.com.pl