Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Myślenice: Pętla zaciska się coraz bardziej

infobus
30.01.2009 21:42

’Troska o podróżnych jest słuszna, ale zapewne nie była brana pod uwagę, gdy gmina Myślenice wyrażała zgodę na sprzedaż dworca’ – napisał prezes PKS do gminy. Myślenicki PKS nie ma szczęścia. Przez kilka lat nie zmieniło się prawie nic, a jeśli już – to na gorsze.
Łódzkie MPK nie okazało się zbawicielem dla spółki. Przynajmniej dotychczas. A nawet więcej – na razie można powiedzieć coś dokładnie przeciwnego. Już na początku listopada pisaliśmy na tych łamach, że od początku nowego roku szykuje się na dworcu chaos organizacyjny. Ani poprzednie władze spółki, z prezesem Krzysztofem Michalskim, ani nowy szef Michał Kik nie potrafili tak przygotować zmian, aby nie ucierpieli na tym pasażerowie i pracownicy. Problem w tym, że wciąż nie ma jednoznacznego sygnału, do czego spółka tak naprawdę dąży.
Bo że ma jakiś plan – nie ulega wątpliwości. Na razie jednak wyłania się z tego przede wszystkim zabezpieczenie własnych interesów. Akurat z tego trudno robić PKS-owi – i jego łódzkiemu właścicielowi – zarzut. Gdy jednak pojawia się informacja – nieoficjalna – że straty w ubiegłym roku, czyli wówczas, gdy MPK już zarządzało firmą, przekroczyły wysokość kapitału zakładowego, to wątpliwości co do umiejętności i zamierzeń nowego właściciela są uzasadnione.
Nominacja Krzysztofa Michalskiego na prezesa z dzisiejszej perspektywy wydaje się jeszcze bardziej niezrozumiała, podobnie jak obecna polityka informacyjna spółki.
Także z ubiegłorocznego entuzjazmu, którym wszem i wobec chwalił się burmistrz Maciej Ostrowski (’…uważam, że sprzedaż tych udziałów nie mogła ­pójść w lepszym kierunku’), dzisiaj nie zostało praktycznie nic, a bezradność gminy jest coraz bardziej dojmująca. 'Tygodnik’ już w listopadzie pisał o pogłębiającej się różnicy zdań między dwoma niedawnymi partnerami. Dzisiaj batalia z PKS-em wchodzi w kolejną fazę. Nie wiadomo bowiem, jak traktować ostatnią korespondencję między prezesem spółki a sekretarzem gminy działającym z upoważnienia burmistrza.
Gmina pisze, iż 'z niepokojem obserwuje tendencję pogarszania się jakości usług oferowanych przez PKS Myślenice’ i pyta, w jaki sposób będzie zorganizowane funkcjonowanie dworca (poczekalnia, dostęp do toalet, czytelne połączenia) 'do momentu powstania nowego obiektu’.
Z odpowiedzi prezesa Kika, można by się nawet zaśmiać, gdyby sprawa nie była naprawdę poważna. Szef PKS-u pisze bowiem, że – 'gmina zobowiązała się do współdziałania w zakresie polityki transportowej, której kluczowym elementem jest współpraca przewoźników’;jednak spółka nadal nie otrzymała odpowiedzi od gminy, mimo 'wystąpienia w tej sprawie z 16 września 2008 roku’;że – 'gmina opóźnia realizację budowy nowego dworca poprzez swobodne interpretowanie niektórych przepisów dotyczących zagospodarowania przestrzennego’ i 'dopiero 28 listopada przystąpiła do sporządzenia zmiany w miejscowym planie’ dla obszaru, na którym ma powstać nowy dworzec;że wreszcie – 'gmina byłaby zapewne bardziej zorientowana w aktualnej sytuacji PKS oraz przyczynach likwidacji kursów, ale zrezygnowała z tego na własne życzenie, wycofując przedstawiciela z Rady Nadzorczej’ (Anitę Kurdziel, skarbniczkę z magistratu – red.).
Prezes Kik jest jednak najbardziej błyskotliwy, gdy informuje, że 'wyrażona troska o podróżnych jest bardzo słuszna, natomiast zapewne nie była brana pod uwagę, gdy gmina Myślenice jako właściciel spółki wyrażała zgodę na sprzedaż dworca osobom prywatnym wbrew stanowisku pracowników’.
To prawda, że ci są na razie najbardziej poszkodowani, bowiem gdy przed laty powstawała spółka pracownicza, w rozwój firmy zainwestowali własne pieniądze, licząc na jej dobre zarządzanie. Największą porażkę poniosła jednak bez wątpienia gmina Myślenice, która – przypomnijmy – jest odpowiedzialna za lokalny transport publiczny. Nietrafione nominacje na prezesów, dziwne gry wokół dworca i mającej powstać galerii handlowej, a nade wszystko brak informacji dla wspólników (w grudniu 2007 roku, jeszcze przed podpisaniem umowy, 'Tygodnik’ ujawnił kulisy rozmów o sprzedaży udziałów w spółce) – składają się na dosyć ponury dzisiaj obraz.
Burmistrz Ostrowski raz miał szansę na to, aby PKS zaczął zmierzać w wytyczonym kierunku. Osobiste ambicje albo trudne do określenia inne powody stanęły jednak na przeszkodzie.
Dzisiaj gmina miota się od jednego brzegu do drugiego. Burmistrz już pewnie nie powie, że taka decyzja o sprzedaży udziałów była najbardziej słuszna. Po drugie, sprawa mającej powstać na dworcu stacji benzynowej – gdy radni najpierw jej nie uwzględnili, a potem szybko uwzględnili uwagi złożone przez PKS – znajdzie pewnie swój ciąg dalszy.
Problem w tym, że jeśli z taką częstotliwością zmienia się zdanie, to znaczy, że decyzje są albo nieprzemyślane, albo – co gorsza – podejmują je niekompetentni ludzie. Za wcześnie, aby to rozstrzygać z pełną mocą, ale to, czego od miesięcy jesteśmy świadkami może budzić poważny niepokój.
Batalia o sprzedaż terenów na dworcu też jeszcze się nie skończyła. Niewykluczony jest taki scenariusz, że PKS nie chce na razie otwierać kolejnego frontu, gdy spór z gminą się zaostrza. Czy potem przyjdzie pora na Galerię Myślenice i strategiczne działki, które zostały sprzedane tuż przed objęciem udziałów przez MPK Łódź? Tutaj wciąż chodzi o duże pieniądze i realny wpływ na rynek komunikacyjny i handlowy. Dlatego sentymentów nie ma. A przypomnijmy, że sąd w jednej ze spraw już orzekł, że 'przedstawiciele miasta (…) realizowali (…) interesy Galerii Myślenice’.
Jedno jest pewne. Ktoś na tym straci. Gmina otworzyła wiele frontów – czasami w sposób pochopny – z którymi teraz nie może sobie poradzić i których konsekwencje mogą być bardzo przykre. Powoli, ale nadchodzi czas rozliczeń.