Milionowe straty na autostradach
Tanio już było. Te firmy, które sparzyły się na źle wycenionych kontraktach, podnoszą ceny, a o już stracone pieniądze walczą w arbitrażu. W okresie dekoniunktury firmy budowlane toczyły cenową wojnę. W przetargach oferowały bardzo niskie ceny, bazując jedynie na symbolicznej marży. Wahania cen surowców i kursów walut szybko przemieniały kontrakt o niskiej rentowności w nierentowny. Przykładem jest umowa na budowę autostrady A2 Konin —Stryków. Pierwotnie miała kosztować 325 mln EUR. Była prawie o 80 mln EUR droższa. Krzysztof Kozioł, rzecznik Budimeksu, komentując kwartalne —nie najlepsze —wyniki spółki, podkreślił, że wynikają one m.in. ze strat poniesionych właśnie na A2. Roszczenia giełdowej firmy wycenił na 60 mln zł. Budimex już latem zdecydował się ich dochodzić w postępowaniu arbitrażowym. Podobną ścieżkę zapowiadał Strabag. Czekał jednak na dokumenty z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. —Dyrekcja zatwierdziła nam aneksy wysokości 2,8 mln EUR. Ta kwota nas nie zadowala. Nie mogę jednak na razie ujawnić, ile wynoszą nasze roszczenia, jesteśmy bowiem na etapie wyboru firmy, która będzie nas reprezentować w dochodzeniu należnych środków —mówi Dariusz Słowiński, prezes Strabaga. Nie będzie miała łatwego zadania. Drogowa dyrekcja nie akceptuje wielu roszczeń wykonawców podkreślając, że —składając ofertę —brali odpowiedzialność za cenę. Obecnie firmy budowlane proponują coraz wyższe ceny w kontraktach. Twierdzą, że sparzyły się przy A2 i drugi raz już nie chcą popełnić tego błędu. Spółki argumentują też, że muszą podnieść ceny, by wykorzystać koniunkturę i zainwestować w rozwój. To jednak jeszcze większy kłopot dla drogowej administracji niż aneksy, roszczenia i arbitraże. „PB”pisał niedawno o budowie autostrady Sośnica —Bełk, w przypadku której na cztery oferty trzy znacznie przekraczają wartość kosztorysową. Oceniono ją na 239 mln EUR. Tymczasem jedynie wchodzący na nasz rynek grecki JP Avax zaproponował 213,5 mln EUR, pozostałe oferty są o 50-90 mln EUR wyższe. Podobnie było przy przetargu Białobrzegi —Grójec. W tym przypadku wszystkie oferty były wyższe od kosztorysu. Różnica sięgała 50 mln zł. GDDKiA unieważniła ten przetarg. Andrzej Maciejewski, rzecznik GDDKiA, obiecał, że jeśli różnice w ofertach i kosztorysie będą niewielkie, dyrekcja może postarać się o dodatkowe środki i podpisać kontrakt. Jeśli jednak będą znacznie przekraczały kosztorys, dyrekcja będzie musiała unieważniać przetargi, bo znalezienie dodatkowych kilkudziesięciu milionów złotych nie wchodzi w grę.