Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Metro: opowieści autobusowe (1) – Przystankowa przyjaźń

infobus
05.12.2006 14:59
16 listopada 'Metro’ rozpoczęło kolejną akcję czytelniczą. Tym razem pismo przekonywało do korzystania z komunikacji miejskiej i zastanawiało się co można zrobić żeby ta była jak najbardziej przyjazna dla mieszkańców miast. Ponad połowa kierowców samochodów chętnie przesiadłaby się do komunikacji miejskiej, gdyby ta lepiej działała – wynika z sondażu PBS DGA dla 'Metra’. Akcja trwała do 24 listopada – w ogólnopolskim wydaniu bezpłatnego dziennika 'Metro’ ukazał się wówczas cykl redakcyjny poświęcony alternatywnym sposobom poruszania się po mieście. Akcja 'Metra’ nawiązuje do 6. edycji konkursu Galerii Plakatu AMS Zostaw samochód – daj odetchnąć miastu, której współorganizatorem jest AMS i Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej. Zwieńczeniem cyklu był specjalny dodatek 'Metra’ z opowieściami autobusowymi nadsyłanymi przez czytelników, który ukazał się 1 grudnia. W kolejnych wydaniach 'InfoBusa’ będziemy publikować kolejne felietony czytelników 'Metra’.
Przystankowa 'przyjaźń’
Stałem na przystanku w Lublinie czekając na trolejbus. Była zima więc na szyi miałem nowiutki niebiesko – żółty szalik, który pracowicie wykonała dla mnie babcia. Trolejbus jakoś długo nie przyjeżdżał, a na przystanku zmaterializowała się w tym czasie kilkuosobowa grupa kibiców Motoru Lublin w wyraźnie wojowniczym nastroju. Gdy zorientowałem się, że mogę mieć kłopoty było za późno. Banda agresywnych wyrostków już była przy mnie i mało kulturalnym językiem dawała do zrozumienia, że zaraz dojdzie do rękoczynów. Z jakichś dziwnych przyczyn okropnie ich wkurzał mój szalik. Stoję więc tam dumając, czemu tak im się nie podoba babcine rękodzieło, gdy nagle mnie natchnęło! Żółty i Niebieski to kolory Avii Świdnik, klubu z mojego miasta, z którym kibice Motoru Lublin od lat prowadzą otwartą wojnę. Zatem gdy padło nieuniknione pytanie o to skąd jestem, bez wahania krzyknąłem – Z Wrocławia!!! I co? Z kolegów kibiców emocje zeszły jak powietrze z baloników. Gdy podjechał trolejbus byliśmy już w najlepszej komitywie i świetnych nastrojach. Okazali się całkiem mili, pogadaliśmy sobie o tym, jak tam się żyje i mieszka we Wrocławiu, chyba nawet zostawiłem im swój rzekomy wrocławski adres i zaprosiłem do siebie, jeśli kiedyś byliby w mieście…