Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Lublin: Zmiany w komunikacji dopiero jesienią

infobus
12.04.2006 13:05
Więcej autobusów, nowe trasy, dodatkowe linie – takie zmiany miasto zapowiada od ponad roku. Ale efektów nie widać. – Mieszkam na Sławinku. Jest już regułą, że autobus nie przyjeżdża na czas, a później niemal jednocześnie na przystanek podjeżdża kilka. Już nawet nie korzystam z rozkładu jazdy, bo szkoda nerwów – mówi Maciek. Pani Magda mieszka na Czubach: – Co kilka dni, rano, nie przyjeżdża autobus linii nr 26. Pasażerowie czekają, dochodzą kolejni. Później wszyscy cisną się w jednym autobusie, upchani jak śledzie, a pojazd jest tak załadowany, że ledwo wjeżdża pod górkę. Kasia z Czechowa codziennie dojeżdża do szkoły w centrum. Najbardziej narzeka na tłok: – Rano, kiedy najwięcej ludzi chce dostać się do centrum, przyjeżdża nieduży autobus. Ludzie tłoczą się i jest naprawdę nieprzyjemnie. A wystarczyłoby, gdyby zastąpić pojazd większym, przegubowym. Rewolucję w komunikacji urzędnicy zapowiadali już w styczniu ubiegłego roku. Ogłosili przetarg na firmę, która wiosną miała przeprowadzić badania komunikacji w Lublinie. Ale nie udało się i dopiero we wrześniu znaleźli wykonawców. Jesienią obserwatorzy z krakowskiej firmy liczyli, ile osób wsiada i wysiada na przystankach, jakie linie najczęściej wybierają, gdzie mają przesiadki, z jakich biletów korzystają. Na podstawie wyników miały powstać nowe trasy i rozkłady jazdy zarówno komunikacji gminnej jak i prywatnej. Krakowska firma miała też określić, w jakich godzinach trzeba wprowadzić dodatkowe kursy, a które zlikwidować. Ale zmian na lepsze nie widać. Anna Adamiak, zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta, zapewnia, że prace są już na etapie końcowym: – Do końca kwietnia firma ma przedstawić nam analizę wyników i zaproponować zmiany. Do tej pory nie robiliśmy tak kompleksowych badań, dlatego ze względu na ich zakres i trudność trwa to dość długo.
Wnioski zostaną przedstawione do zaakceptowania prezydentowi i radnym. W życie mają wejść we wrześniu. Za badania miasto zapłaci ok. 100 tys. zł. Jak zapowiada Anna Adamiak, jesienią rozpoczną się kolejne pomiary, które mają kosztować ok. 60 tys. zł. – Będą to badania uzupełniające dotyczące preferencji pasażerów – zmienia się miasto, cele podróży. Chcemy też określić poziom wykupu usług i dokładną liczbę pasażerów, którzy jeżdżą bezpłatnie. Teraz opieramy się na szacunkach. Dzięki tym danym będziemy mogli ustalić, ile miasto powinno dokładać do komunikacji.