Lubin: Wypadek szkolnego autobusu
Autobus szkolny wiozący dzieci wjechał w poniedziałek w dom w miejscowości Osiek pod Lubinem. Troje dzieci z podejrzeniem wstrząsu mózgu trafiło do szpitala.
Autobus wiózł około 40 dzieci, głównie z gimnazjum, ale też z podstawówki, z Lubina do pobliskiej Raszówki. W Osieku miał skręcić w prawo, pod kątem 90 stopni, na drogę Zielona Góra – Wrocław. Ale zamiast skręcić przejechał skrzyżowanie na wprost i z całą siłą wbił się w budynek. Była mniej więcej za piętnaście trzecia.
– Siedzieliśmy z mężem przy stole – opowiada właścicielka domu Olga Sajdyk. I nagle rozległ się straszny huk. Przez ścianę wjechał nam do pokoju autobus. Zatrzymał się jakieś dwa metry od mojego męża. Miał szczęście, bo jeszcze chwilę wcześniej spał na kanapie pod zawaloną ścianą.
Widok salonu pani Olgi po wypadku był wstrząsająco – groteskowy. Ze ściany wystawał całkiem spory fragment przodu białego autobusu. Z sufitu zwisały deski, a wokół ścielił się kurz ze zniszczonych cegieł.
Huk wywabił z domów okolicznych mieszkańców. – Płacz dzieci, krzyk – opowiada sąsiad pani Olgi Romuald Ociński. – Te starsze, kilkunastoletnie dzieci pomagały wychodzić ze zniszczonego autobusu innym dzieciom. Zaczęły zatrzymywać się samochody. Dwa z nich zabrały dwoje poszkodowanych w wypadku do szpitala.
Jako pierwsza na miejscu stawiła się straż pożarna z Lubina. – Mieliśmy najbliżej – opowiada starszy kapitan Marek Kamiński. – Dzieci były przestraszone, poobijane, posiniaczone, niektóre krwawiły, ale nie były to groźne rany. Raczej skaleczenia i otarcia. Dwie najciężej ranne dziewczynki zabezpieczyliśmy na noszach. Opatrywaliśmy też inne zranienia, zanim nie przyjechało pogotowie.
– To skandal! – mówi pani Olga. – Pogotowie przyjechało dopiero po jakiejś pół godzinie!
Strażak Marek Kamiński zaprzecza, że tak długo trzeba było czekać na pogotowie: – Kiedy się czeka na lekarza to czas płynie znacznie dłużej – przekonuje.
Cudem nie stało się nic kierowcy autobusu. Trzydziestokilku letni mężczyzna wyszedł w wypadku bez szwanku. Był trzeźwy. – Nie zadziałały hamulce – opowiadał. Był zdenerwowany, nie chciał się przedstawić. – To jak najczarniejszy sen każdego kierowcy – ciśniesz hamulec a on nic.
Do lubińskiego szpitala trafiło 21 osób poszkodowanych w wypadku. – Ale nie były to poważne obrażenia, żadnych złamań, głównie stłuczenia – opowiada doktor Maciej Plesiak. – Trzy osoby pozostały w szpitalu z podejrzeniem wstrząsu mózgu.