Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Londyn: Kierowcy wolą przystanek Londyn

infobus
14.01.2007 11:41

Kierowcy i pracownicy techniczni od lat zatrudnieni w komunikacji miejskiej rzucają pracę z dnia na dzień i szukają szczęścia w Wielkiej Brytanii. Jarosław Góralik z Siemianowic Śląskich w sobotę przed południem wyjeżdża z kolegą do Londynu. Będą pracować w usługach transportowych, w jednym z największych brytyjskich przedsiębiorstw. Góralik mógł być kierowcą lub elektromechanikiem. Wybrał elektromechanikę. – Mam kilkunastoletnią praktykę w katowickim Przedsiębiorstwie Komunikacji Miejskiej – mówi. Uważa, że Londyn może odmienić jego życie. 34-letni kawaler, zostawi w Polsce matkę i siostrę. – Kiedy zobaczyłem w bezpłatnym 'Metrze’ ogłoszenie, zdecydowałem się prawie natychmiast. Uważam, że nie ma co siedzieć w kraju i narzekać, trzeba zaryzykować i znaleźć swoje szczęście gdzie indziej. Kto nie ryzykuje, ten nie ma – dodaje. Góralik zapewnia, że do Londynu nie ciągną go wyłącznie pieniądze. Chce poznać ludzi, lepiej żyć. Za godzinę pracy dostanie 12 funtów, czyli ok. 69 zł. Firma zapewni mu także szkolenie językowe, praktykę i gościnny nocleg w brytyjskiej rodzinie. Potem będzie mieszkał z innymi Polakami. Jak wyjdzie na swoje, postara się coś wynająć. Józef Rajwa, członek zarządu katowickiego PKM-u, żałuje, że wyjeżdżają młodzi ludzie. – Wyuczyliśmy ich, pokończyli szkoły przyzakładowe. Mają nie więcej niż 45 lat. Jest coraz większy problem, bo nasi kierowcy rzadko decydują się na trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Najczęściej odchodzą z dnia na dzień. W każdym miesiącu rezygnuje z pracy kilka osób. Ciągle musimy szukać nowych osób do pracy, a chętnych nie ma – mówi Rajwa. Katowicki PKM może od razu zatrudnić piętnastu kierowców, gliwicki przynajmniej dziewięciu. W Sosnowcu w ostatnich dwóch latach wyjechało osiemdziesięciu. – Rotacja jest ogromna, a nowicjusze często odchodzą już po kilku dniach – dodaje Dorota Nowak, wiceprezes PKM-u w Sosnowcu. W Gliwicach podsumowali zeszły rok. – Osiemnastu kierowców odeszło za porozumieniem stron, sześciu porzuciło pracę, tylko jeden uczciwie zdecydował się przepracować okres wypowiedzenia. Wszyscy wolą Londyn. Tam dużo zarobią. U mnie mogą dostać tysiąc złotych, a na saksach dziewięć razy tyle – dodaje Henryk Szary, prezes PKM-u w Gliwicach. Na razie nie ma groźby, że w miastach przestaną jeździć autobusy. Kierowcy, którzy zostają w Polsce mają po prostu więcej nadgodzin. Przewoźnicy proszą jednak o pomoc biura pośrednictwa pracy, ale niewiele to daje. Nie pomagają również rozklejane wszędzie ogłoszenia. Gliwice chcą np. zatrudniać kobiety. Skalę zjawiska bada Wojewódzki Urząd Pracy w Katowicach. Okazuje się, że miesięcznie potrzeba czterdziestu kierowców. Tymczasem chętnych do pracy jest o połowę mniej. – Kierowca w usługach transportowych to wysoce deficytowy zawód. Jedynym wyjściem mogą być szkolenia bezrobotnych – mówi Aleksandra Skalec z WUP-u. Zdaniem Iwony Frączak z biura pracy w Gliwicach problem leży w tym, że nie wszyscy się do tej pracy nadają. – Wielu osobom proponujemy zmianę zawodu. Część z nich decyduje się na szkolenia dla kierowców, ale niewielu wytrzymuje do końca. Nie zdają egzaminów, podejmują inną pracę albo boją się odpowiedzialności – mówi.