Kutno: bałagan komunikacyjny
Kutno uchodzi za jeden z większych węzłów komunikacyjnych w naszym kraju. Mimo to nie ma tu żadnego miejsca, z którego by odjeżdżały i do którego by dojeżdżały wszystkie autobusy PKS. Miejsce oficjalnie nazwane dworcem PKS to w rzeczywistości kilka stanowisk odjazdowych rozmieszczonych wzdłuż zamkniętej dawno ulicy, który dochodzi do bazy PKS-u. Dostęp do niej jest utrudniony przez wąski przesmyk między budynkami i z tego powodu autobusy mogą tędy tylko wyjeżdżać, wjazd mieści się natomiast od drugiej strony, w bardzo niedogodnym miejscu – żeby tam dotrzeć ulicami, trzeba okrążyć tereny przemysłowe o powierzchni kilkunastu hektarów) – dlatego nie kieruje się tamtędy ruchu przelotowego. Ze względu na szerokość ulicy służącej za dworzec w żaden sposób nie dało się w niej urządzić placu manewrowego. Tak więc ze stanowisk na „dworcu PKS” odjeżdżają tylko autobusy, które tam zaczynają bieg. Pojazdy powracające do Kutna i jednocześnie kończące tam trasę dojeżdżają do przystanku położonego na innej ulicy, oddalonej o pół kilometra od „dworca”. Autobusy przelotowe natomiast zatrzymują się na kilku przystankach porozrzucanych po Kutnie. Dobrze, że jeden z tych przystanków mieści się koło dworca PKP. Niemniej jednak dla ludzi przesiadających się w Kutnie z jednego autobusu do drugiego stanowi to problem:
-To jest absolutny horror! Może nie dla tych, którzy do Kutna dojeżdżają codziennie, ale komuś kto dawno nie jechał autobusem do Kutna lub z Kutna życzę powodzenia. Trudno się w tym wszystkim połapać! A jak mają się czuć w Kutnie przyjeżdżający z daleka lub turyści? Zawsze byłem dumny z tego, że Kutno oprócz innych walorów jest kojarzone poprzez to, że jest ważnym i dużym węzłem komunikacyjnym, kolejowym i autobusowym. To żenujące, że tak fatalnie jest zorganizowana komunikacja autobusowa – pisze na jednym z kutnowskich forów internetowych zbulwersowany klient PKS-u.
Często się zdarza, że pasażerowie spoza Kutna osoby nie wiedzą, gdzie wysiąść. Pytają kierowcy, kiedy dojedzie na dworzec PKS. Bywa, że po minięciu ostatniego przystanku: -Najdziwniejsza sytuacja, na którą kiedyś trafiłem wyglądała tak, że pewna osoba (w dodatku z ciężkim bagażem) zadała podobne pytanie, z tym że autobus jechał do z Płocka do Łodzi, a sytuacja zdarzyła się już po odjeździe z przystanku na ul. Siemiradzkiego, gdzieś w połowie ul. Łęczyckiej… Niektóre osoby przyjeżdżające do Kutna autobusem, który kończy tu trasę, były lekko zdezorientowane po dojechaniu na przystanek końcowy na ul. Jana Pawła II. Na tablicy z rozkładem jazdy w miejscu wyjazdu było napisane „Kutno, D.A.”, co zrozumiały jako „Kutno, dworzec autobusowy”. Pytały, gdzie ten dworzec jest i dlaczego autobus tam nie przyjechał – zauważa inny pasażer.
Znane są też przypadki, w których autobus omijał któryś z przystanków, przejeżdżając inną ulicą, chociaż czekali na niego ludzie: – Kilka lat temu przez całe wakacje autobus z Łodzi do Olsztyna (wtedy na tej trasie jeszcze nie jeździł mikrobus), który miał wyznaczony przystanek wyłącznie na przystanku koło dworca PKP, omijał to miejsce. Zdarzało się, że czekali na niego ludzie. Po półgodzinie czekania zaczynali się irytować. Co robili później, tego nie sprawdzałem, bo nie chciało mi się stać. Kilka razy dzwoniłem do PKS-u Łódź (który obsługiwał ten kurs) i tam ktoś mówił, że kierowca zostanie poinstruowany na temat właściwej trasy. Ale nic to nie dawało.
Wynika z tego, że niektórzy kierowcy też nie umieli się odnaleźć w panującym w Kutnie bałaganie komunikacyjnym. Sytuacja dziwi, ponieważ nawet miejscowości mniejsze od Kutna (takie jak pobliski Gostynin), mają o wiele sensowniej zaplanowane dworce PKS. Jeszcze kilkanaście lat temu Kutno miało prawdziwy dworzec autobusowy, który mieścił się w innym miejscu, niedaleko dworca kolejowego. Po jego likwidacji, przejęciu terenu przez prywatną firmę, która urządziła tam skład materiałów budowlanych, przeniesiono bazę PKS-u w obecne miejsce i postawiono na jej terenie prowizoryczne stanowiska odjazdowe. Wykorzystano do tego istniejące zabudowania, których pozbywał się jeden z upadających kutnowskich zakładów, a także fragment ulicy przecinający ten obszar, wymuszając przy tym skierowanie ruchu na trasie Łódź-Płock przez centrum. Takie rozwiązanie miało być przejściowe, ale opisana prowizorka przetrwała już kilkanaście lat. Dzisiaj nikt nie myśli o wybudowaniu normalnego dworca PKS – a przecież wystarczyłby jedynie niewielki budynek i plac manewrowy.