Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Kraków: W krakowskim PKS – rada nadzorcza chce, lecz nie może zwolnić prezesa

infobus
17.06.2006 19:00
Krakowski PKS od kilku lat radzi sobie coraz gorzej –dowiadujemy się z Gazety Wyborczej. Jego poprzedni prezes Marian Hess doprowadził do utraty kontroli nad nowym dworcem autobusowym przy ul. Bosackiej. Krakowski PKS jest teraz jedynym w Polsce, który nie ma własnego dworca. Nie dość że nie zarabia na nowym, to jeszcze musi płacić za korzystanie z jego stanowisk. Obecny prezes Tomasz Szanser, aby ratować firmę – zadłużoną przez poprzednika na 11,5 mln zł – był zaś gotów sprzedać jedyny majątek firmy: działki, na których stoi baza przewoźnika – za kilkakrotnie niższą cenę, niż jest wart. – Pracownicy PKS alarmowali mnie, że w firmie dzieje się źle. Uznałem, że poinformuję o tym ministerstwo skarbu, które jest właścicielem przewoźnika – opowiada wicewojewoda małopolski Andrzej Mucha. Ministerstwo postanowiło interweniować. Zmieniło radę nadzorczą firmy, a ta odwołała dotychczasowego dyrektora. Odwołanie ze stanowiska jest jednak problemem nie dla Szansera, ale dla rady. Nie może go bowiem zwolnić. Zgodnie z podpisaną przez niego w zeszłym roku umową o zatrudnieniu rada musi teraz prezesowi znaleźć nową pracę na podobnym stanowisku i na podobnych warunkach finansowych. Umowę podpisywał z nim członek poprzedniej rady nadzorczej Alfred Szylko, który jest zamieszany w badaną przez prokuraturę sprawę utraty kontroli nad dworcem przy ul. Bosackiej. Rada chce się pozbyć Szansera, bo uznała, że nie zrobił nic, co pomogłoby wydobyć się PKS-owi z kłopotów finansowych. – Zła była też decyzja o sprzedaży działek pod bazą. Moim zdaniem można za nie dostać przynajmniej dwa razy tyle, ile wynosi najlepsza oferta – twierdzi pełniący obowiązki prezesa Krzysztof Jewulski i jako przykład przytacza 'szkieletora’, sprzedanego razem z działkami o powierzchni 1,5 ha za niemal 30 mln zł. Działki PKS przy ul. Cystersów (kilkaset metrów od ronda Mogilskiego) mają powierzchnię 4 ha. Prezes Szanser, za zgodą ministerstwa, był gotów sprzedać je nawet za 19 mln zł – taka była cena wywoławcza. Z nieoficjalnych informacji wynika, że wartość najwyższej złożonej oferty przekracza 50 mln zł. Rada nadzorcza zastanawia się, czy nie unieważnić przetargu i nie rozpocząć starań o kredyt pod zastaw tych gruntów. Tomasz Oleksik, nowy szef rady nadzorczej, nie chce sprzedawać takich terenów, bo ich wartość rośnie z roku na rok.
– Zrezygnowanie z tych 50 mln zł to głupota. Tym bardziej że w warunkach przetargu był zapis gwarantujący nam, że możemy się wyprowadzić nawet po dwu latach – krytykuje Tomasz Szanser. Uważa, że cena jest korzystna, bo inwestor będzie musiał zrekultywować teren po PKS. – Nasze budynki, w przeciwieństwie do 'szkieletora’, nie nadają się do niczego – wyjaśnia. Jego zdaniem za te pieniądze można oddłużyć firmę, zbudować nową bazę i mieć pieniądze na inwestowanie. Szanser pomysł wzięcia kredytu uważa za nierealny, bo sam starał się o niego w sześciu bankach. Żaden kredytu nie dał, bo PKS jest nierentowną firmą. – Nie mamy żadnych dochodów, bo mój poprzednik pozbawił nas wpływów z dworca, co zgłosiłem zresztą do prokuratury – kwituje Szanser. Więcej w Gazecie Wyborczej: http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3407348.html .