Kraków: Szansa na dworzec dla niechcianych busów
Pasażerowie busów w Krakowie są traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Nie ma dużego dworca, odpowiednich przystanków i informacji. Miasto wciąż odrzuca kolejne propozycje przewoźników.
Najnowszy pomysł to stworzenie dużego przystanku na płycie parkingowej nad Dworcem Głównym PKP.
– Działa tam obecnie płatny parking, ale często świeci pustkami. W tym miejscu mogłyby parkować busy. Chcemy o tym rozmawiać z właścicielem Galerii Krakowskiej – firmą ECE, która udostępniła nam tam już dziewięć miejsc postojowych, za co jesteśmy wdzięczni – mówi Marek Dyszy, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników Osobowych.
Jest jednak problem: – Na płytę mogą wjeżdżać pojazdy o wadze do 3,5 tony. Większość naszych pojazdów waży więcej. Planujemy jednak rozmawiać z właścicielem terenu o możliwości zlecenia ekspertyzy, czy nie dałoby się dostosować tego miejsca do większych pojazdów.
Zdaniem Wiesława Starowicza, wiceprezydenta Krakowa, w rejonie dworców PKP i autobusowego nie ma na tyle wolnego miejsca, aby utworzyć jeszcze jeden duży dworzec dla busów. Wiceprezydent sugeruje, że powinny one odjeżdżać z kilku miejsc – takich jak płyta nad Dworcem Głównym, parking przy ul. Kamiennej czy Regionalny Dworzec Autobusowy.
Dla pasażerów, szczególnie korzystających z busów nieregularnie, najlepszym rozwiązaniem byłby duży dworzec, z którego kursowałyby one w większości kierunków. Teraz praktycznie nie ma informacji o odjazdach z poszczególnych przystanków rozrzuconych po całym Krakowie. Sami przewoźnicy przyznają, że w wykazie zgłoszonym przez nich do Zarządu Dróg i Transportu mogą znajdować się przystanki widma.
– W czasie przebudowy ul. Pawiej i ronda Mogilskiego niektórzy przewoźnicy podawali różne lokalizacje przystanków tylko po to, aby dostać zgodę na jazdę, a później i tak podjeżdżali np. na najpopularniejszy przystanek pod Pocztą Główną. Cały czas czynimy starania, aby wyeliminować takie praktyki – zapewnia prezes Dyszy.
Ile busów jeździ po Krakowie? Ile jest przystanków początkowych? Prezes odsyła do Urzędu Marszałkowskiego, który rejestruje przewoźników. Urząd odsyła nas do Zarządu Dróg i Transportu, gdzie otrzymujemy długą listę.
Prezes Marek Dyszy zastrzega jednak: – Niektóre przystanki są tylko na papierze. Nie można zagwarantować, że ze wszystkich miejsc podanych na tej liście rzeczywiście odjeżdżają busy.
Zdaniem prezesa były próby stworzenia internetowego spisu linii, przystanków i rozkładów jazdy, ale okazało się to niemożliwe. – Ciągle zmieniają się lokalizacje, przewoźnicy nie mają stabilizacji i wśród nich panuje również duża rotacja, nie byłoby więc gwarancji aktualności informacji – mówi Marek Dyszy.
Poszukiwanie dworca
Pasażerowie żalą się również na wygląd przystanków, gdzie często znajduje się tylko słup z napisem 'Inni przewoźnicy’ oraz odrapana tablica z rozkładem jazdy. Często rozkładów jest mniej niż rzeczywistych kursów, bo wszystkie informacje nie mogą się pomieścić.
Podróżni pytają, dlaczego miasto nie dba o ich komfort. Odpowiedź jest zawsze taka sama: zgodnie z ustawą, to przewoźnicy są odpowiedzialni za organizację dworców i przystanków.
Przewoźnicy ripostują: – Miasto odrzuca nasze propozycje. Pasażerom pozostają więc takie warunki, jakie są np. na największym w Krakowie przystanku busów na rogu ulic Ogrodowej i Pawiej – zakurzony plac, prowizoryczna wiata, mało czytelna tablica z rozkładem jazdy. Widok jak z lat siermiężnego socjalizmu.
– Teren nie jest wybrukowany kostką, wiata przystankowa nie chroni ani przed wiatrem, ani przed deszczem. Zawsze brakuje miejsc do siedzenia – wyliczają Dorota Gołąb i Katarzyna Łukasik, czekające na kurs busa jadącego w kierunku Wadowic.
– Naszym największym problemem jest brak większych dworców, gdzie pasażerowie mieliby dobre warunki czekania na pojazdy. Dobrze byłoby, aby takie miejsca funkcjonowały przy ważnych węzłach komunikacyjnych – przekonuje prezes Marek Dyszy.
Miasto jak dotychczas nie zaakceptowało pomysłów przewoźników. Proponowali oni umieszczenie dworca pod estakadą w ciągu ul. Wita Stwosza albo na placu parkingowym u zbiegu ul. Wita Stwosza i al. 29 Listopada. Obydwie lokalizacje władze Krakowa odrzuciły ze względów bezpieczeństwa, tłumacząc, że pasażerom nie można byłoby zagwarantować odpowiedniego dojścia do dworców.
Plac na rogu ulic Ogrodowej i Pawiej odpada, ponieważ tak naprawdę jest to zwykły parking na prywatnym terenie, gdzie zatrzymują się również samochody osobowe. Zapewne niedługo zainteresują się nim deweloperzy. Podobnie jest z dzikim parkingiem na prywatnym terenie za Galerią Krakowską.
Miasto nie zgodziło się również, aby zorganizować minidworzec na części parkingu między ulicami Wielopole, Dietla i Starowiślnej. Argumentowano, że na lokalizację nie zgadzają się okoliczni mieszkańcy, którzy boją się, że stracą miejsca postojowe.
Ciasno, gorąco, duszno
Zdaniem prezesa Małopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników Osobowych jest teraz szansa na kompromis między przewoźnikami a miastem. Pod koniec czerwca przewoźnicy przeprowadzili protest – ulicami Krakowa przejechała wtedy kolumna prawie stu busów. Głównym powodem manifestacji był plan zlikwidowania od 1 października najpopularniejszego przystanku pod Pocztą Główną, w centrum miasta.
Grażyna Stawarz, tak jak i inni korzystający z niego pasażerowie, jest zaniepokojona: – Ten przystanek jest najbardziej potrzebny, bo następny jest przecież dopiero przy ul. św. Wawrzyńca. Kiedy go zlikwidują, będziemy musieli dodatkowo płacić za dojazd tramwajem na inny przystanek.
Ostatnio przewoźnicy powoli godzą się na to, że nie będą się już zatrzymywać pod Pocztą Główną.
– Na początku sierpnia powinniśmy zaprezentować zamienne trasy i przystanki. Przygotujemy pełną informację dla mieszkańców – zapewnia wiceprezydent Wiesław Starowicz.
Pasażerowie ubolewają, że nie ma więcej połączeń busowych z dworca autobusowego. – Nie ma kursu z dworca do Kazimierzy Dolnej. Czasami jeździmy spod Carrefoura na Czyżynach, ale wiadomo, że to daleko od centrum – mówią Magdalena i Teresa Walczak. Komfort również pozostawia wiele do życzenia. – Czasem czuję się, jakbym jechała w pudełku, jest ciasno, gorąco i duszno – dodaje Teresa Walczak.
Pasażerowie są zgodni: na wielu liniach busów jest zbyt mało. – W godzinach między 13 a 16 panuje ogromny tłok i trzeba nawet 40 minut stać podczas jazdy – żali się pan Darek, który busem dojeżdża do Wadowic.
– W dni powszednie jest wystarczająco dużo busów jadących w kierunku Zawoi, ale w weekendy potrzebne są dodatkowe połączenia, bo jest ich zdecydowanie za mało – przekonują Małgorzata Kania i Angelika Urbańczyk.
Według prezesa Dyszego ewentualne zwiększenie liczby pojazdów jest uzależnione od dostępu do przystanków w centrum miasta. Bezpośredni dojazd do centrum to główny atut, który decyduje o tym, że pasażerowie wybierają właśnie ten środek komunikacji. Więcej:
http://rapidshare.com/files/130632462/petle_busow.txt .