Kraków: Na rondzie są korki jak przed remontem
Rondo Grzegórzeckie jest już otwarte. Od wczorajszego ranka krakowianie mogli przez nie przejeżdżać. Sprawdziliśmy, czy poradzili sobie z tym zupełnie nowym rozwiązaniem. Nie było łatwo. Kierowcy wściekali się na korki, a kiedy po godzinie 14 z powodów technicznych przestały działać światła, na rondzie zrobił się chaos. Choć samochody przejeżdżały przez rondo szybciej niż przed przebudową, korki jak były, tak są.
– Na ul. Grzegórzeckiej był taki tłok, że stałem i zaciskałem pięści ze złości – dzieli się wrażeniami krakowianin Adam Laszkiewicz. – Na rondzie wszystko poszło już gładko, ale problemem jest dojazd do niego – dodaje zdenerwowany. Nowy kształt ronda i jego charakter turbinowy korków nie rozładował. Na dodatek o godzinie 14 cała sygnalizacja świetlna zamarła. Przez dwie godziny na Grzegorzeckim panował istny bałagan. Kierowcy gubili się, nikt nie wiedział który samochód ma pierwszeństwo. Policja uspokajała.
– Wszystko jest bardzo dobrze oznakowane – zapewniał Witold Norek, zastępca komendanta krakowskiej drogówki. – Kierowcy muszą się jednak przyzwyczaić do nowego kształtu i jazdy przez rondo. Wczoraj do żadnego wypadku na nowo otwartym rondzie nie doszło, ale jak twierdzą kierowcy – gdy nie będą działały w tym miejscu światła, to tylko kwestia czasu. Z nowych rozwiązań na Grzegórzeckim nie są za to w ogóle zadowoleni piesi. – To krok wstecz – ocenia Jerzy Śliwa, przechodzień, który przyszedł obejrzeć, jak to wszystko działa. Śliwa nie był odosobniony w swej ocenie. – Nie zdąży się przejść na drugą stronę ulicy, a już światła się zmieniają na czerwone – skarżyła się Aneta Tęczar. – Nie wiadomo, gdzie są jakie przystanki. Gdy się pojechało tramwajem za daleko, to żeby zawrócić, trzeba obejść całe rondo dookoła – denerwowała się.