Kraków: Czy mikrobusy prywatnej linii M znikną z rogu Rynku Głównego i Wiślnej?
Mikrobusy linii M, jako jedyne w mieście, mają prawo postoju w Rynku Głównym. Przez 17 lat nikomu nie udało się wywalczyć takiego przywileju –dowiadujemy się z Gazety Wyborczej. – Dokąd jadą te busy? Salt Mine czy Auschwitz-Birkenau? – dopytywali się wczoraj po południu amerykańscy turyści, których zaciekawił stojący na rogu Rynku Głównego i Wiślnej biały mikrobus. Nieznającym polskich realiów przyjezdnym trudno wytłumaczyć, dlaczego w sercu 1000-letniego Krakowa parkują busy jeżdżące nie do turystycznych atrakcji, lecz na peryferie Nowej Huty. Amerykanie i tak zobaczyli jedną z lepszych eM-ek. Kilka minut po ich odejściu w tym samym miejscu zaparkował wysłużony mercedes z tylną szybą zakrytą od słońca rozłożoną tekturą z pudła po bananach. Do stojących busów prywatnej linii M zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Z Rynku kursują na ul. Wąwozową, gdzie znajduje się urząd pracy, od 1990 roku. Okres największej prosperity eM-ka przeżyła w latach 90. Wtedy przejazd do Nowej Huty trwał zaledwie kilkanaście minut. Przez kilka lat busy stały się konkurencyjne dla miejskiej komunikacji. Na trasie do Wieliczki skutecznie wygryzły nie tylko autobusy MPK, ale i pociągi PKP. – EM-ki były pierwsze. Jeszcze przed Szwagropolem i Trans-Freyem do Zakopanego. Od zawsze jako jedyni jeżdżą z Rynku. Gdyby nam pozwolono, też byśmy stamtąd jeździli. I to lepszymi busami, pod turystów – mówi pan Grzegorz, kierowca jednej z linii dowożących pasażerów do Wieliczki i Niepołomic. O pozwolenie na postój w staromiejskich zaułkach ubiegało się przez lata kilku konkurencyjnych przewoźników. Bezskutecznie. Busy linii M pozostały jedynymi z 'królewskim’ przywilejem zabierania podróżnych z serca Starego Miasta. Najlepsze czasy już minęły. Z dziewięciu busów zostało nam pięć – przyznaje Andrzej Żyła, jeden z trzech obsługujących linię przewoźników. – Funkcjonujemy na podstawie umowy z urzędem miasta, podpisanej w latach 90. Jakiś czas temu zmuszono nas do zmiany miejsca postoju na plac Wszystkich Świętych. Powołaliśmy się jednak na wcześniejsze ustalenia i ponownie uzyskaliśmy pozwolenie na wjazd do Rynku – wspomina Żyła. Mikrobusy M kursują od godz. 7 do 20 w odstępach co kilka, kilkanaście minut. Oczekując na odjazd, utrudniają wjazd w ulicę Wiślną, dodatkowo zwężony ogrodzeniem remontowanej po pożarze restauracji Sphinx narożnej kamienicy. Później jeżdżą wąskimi uliczkami: Gołębią, Bracką, Franciszkańską, po której jazda kierowcom bez specjalnego identyfikatora nawet się nie śni. Bez problemu kluczą wśród spacerujących tłumów, większość pasażerów zabierając dopiero pod teatrem Bagatela.
Katarzyna Król, rzeczniczka prasowa Zarządu Dróg i Komunikacji: – Przewoźnicy linii M mają zezwolenie na przewozy regularne oraz odnawialną licencję na 20 lat. Rocznie za użytkowanie umieszczonego tam specjalnie dla nich przystanku płacą 800 zł. Plus 10 proc. za każdy dodatkowy samochód. Urzędnicy ZDiK-u zaprzeczają, że przez lata nie wydawano pozwoleń innym przewoźnikom. – Jeśli ktoś się do nas zgłosi z taką prośbą, na pewno rozważymy wszelkie za i przeciw – zapewnia Król. Artur Żyrkowski z Wydziału Promocji Urzędu Miasta Krakowa: – Właśnie kierujemy pismo do ZDiK-u z sugestią przeniesienia przystanku linii M poza ścisłe centrum. Żyrkowski uważa, że w porównaniu z dorożkami busy M nie są wizytówką Krakowa, a tylko przeszkadzają w fotografowaniu, spacerowaniu i ruchu. – Dalsze funkcjonowanie tam postoju eM-ek to nieporozumienie – zapowiada. Więcej w Gazecie Wyborczej: http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3490378.html .