Kobiety zza kółka
Panie prowadzące tramwaje czy trolejbusy to widok, który nie dziwi już nikogo. Jednak kobiety za kierownicą autobusu to wciąż rzadkość. W katowickim PKM-ie nie ma ani jednej. Nie lepiej jest w innych miastach. We Wrocławiu, gdzie jest blisko 800 kierowców, jeździ jedna kobieta, a w Poznaniu dwie. Najwięcej kobiet, bo aż 20, zatrudniają stołeczne zakłady autobusowe. Jednak ta liczba również nie jest wysoka, biorąc pod uwagę ogólną liczbę kierowców – ponad 3, 5 tys. Czasy się jednak zmieniają. Zmieniają się też pozycje kobiet we współczesnym świecie, które częściej stawiają na karierę zawodową. Zajmują pozycje społeczne, zarezerwowane dla mężczyzn. Zostają doskonałymi dyrektorami i bizneswomen lub świetnymi… kierowcami autobusów! W pilskim MZK odnaleźliśmy dwie panie, które pracują “za kółkiem”. Prowadzą najczęściej autobusy niskopodłogowe, którymi łatwiej się jeździ prowadzić. Nie oznacza to jednak, że mają szczególne przywileje. Praca kierowcy do najłatwiejszych nie należy, jest stresująca i odpowiedzialna, ale jak same panie przyznają, nie zamieniłyby jej na żadną inną.
–Ludzie reagują różnie, widząc mnie za kierownicą –mówi Małgorzata Piotrowska, od stycznia kierowca MZK. –Najczęściej pozytywnie. Najpierw robią wielkie oczy ze zdziwienia, a później podziwiają i gratulują. Na koniec dziękują za miłą i bezpieczną jazdę–dodaje.
Nie zawsze jest jednak miło. Ludzie są różni. Zdarza się, że wskazują jej miejsce przy “garach”, a nie za kierownicą autobusu.
Wcześniej pani Małgosia pracowała w handlu ale czuła, że praca w kiosku nie była dla niej.
– Zawsze marzyłam, żeby zostać kierowcą –przyznaje.
Wreszcie się zdecydowała. Zrobiła prawo jazdy –kategoria D i kurs na przewóz osób. Ale to nie wszystko. Dodatkowo psychotesty, badania lekarskie i test na spostrzegawczość. Na sam koniec kurs w Miejskim Zakładzie Komunikacji i dopięła swego. Została kierowcą autobusu.
Pierwsza “za kółkiem”
Pierwszą kobietą wśród kierowców w pilskim MZK była Bogumiła Plech. Swoją pracę zaczęła w październiku 2005 roku. Wcześniej pracowała w gastronomii “za ladą”. Zdecydowanie woli jednak siedzieć “za kółkiem’. To ją uspokaja, a z natury jest bardzo energiczną kobietą i z łatwością znosi na przykład konieczność stawienia się w pracy o trzeciej nad ranem. Co więcej, samotnie wychowuje trójkę dzieci i na wszystko znajduje czas.
–Uwielbiam swoją pracę! –wyznaje z zapałem pani Bogusia. –Kocham samochody i szybką jazdę, a za kierownicą odpoczywam –mówi.
Piraci i spódniczki
Obie panie przyznają, że po Pile dobrze się im jeździ. Zmorą są tylko piraci drogowi, którzy często wymuszają pierwszeństwo. Nie ma trudnej i łatwej trasy. Są jednak te “ulubione”
–Lubię jeździć “zerówką”–mówi Bogumiła Plech. –Dobrze jeździ mi się też na trasie do szpitala, na przykład 'piętnastką’ –dorzuca.
Jako zdecydowaną zaletę pracy w MZK panie wymieniają służbowy mundur. Do pracy zakładają marynarki i spódniczki, a podczas letnich upałów mogą zakładać krótkie spodenki.
–Takiego pozwolenia nie mają nasi koledzy! –zauważają panie.
Do pracy często przychodzą w szpilkach, ale w nich nie da się autobusu prowadzić.
Odporne na stres
Jak okazuje się praca kierowcy do najlżejszych nie należy. Kierowcy pracują po sześć, a czasem po dziesięć godzin. Co miesiąc ustala się grafik, według którego kierowcy wyjeżdżają w trasę. Panie na zarobki nie narzekają.
–Bez problemu utrzymuję sama rodzinę –mówi z dumą pani Bogusia.
Obie panie wyznają, że w ich pracy najbardziej liczy się spokój i opanowanie, a także uśmiech. Dla swoich pasażerów starają się być uśmiechnięte i miłe.
– Pasażer jest najważniejszy –przyznaje Małgorzata Piotrowska. –Ważna jest również sama jazda. Wszystko musi odbywać się bardzo płynnie. Należy wystrzegać się “szarpania’, podczas hamowania – dodaje.
(źródło: Tygodnik Pilski)
Kobiety zamast mężczyzn…
W gliwickim PKM-ie kierowców wyjeżdżających do pracy za granicę zastępują kobiety. Za kółkiem miejskich autobusów siedzi już pięć pań . To wynik programu opracowanego przez Henryka Szarego, prezesa spółki. – Nasi kierowcy masowo zwalniają się i wyjeżdżają do pracy za granicę. Musieliśmy coś zrobić, żeby za kilka lat nie zostać z samymi autobusami – mówi prezes. Tajną bronią w tej walce o pracownika okazały się kobiety. To one zastępują mężczyzn, którzy do tej pory królowali w autobusowych szoferkach. – To nie tylko kwestia większego przywiązania do rodziny i gwarancji, że za rok czy dwa panie nie uciekną nam za granicę – tłumaczy Szary. – Dodatkowo są grzeczniejsze i kulturalniejsze w kontaktach z pasażerami i nie łamią notorycznie zakazu palenia w kabinach – dodaje. Pierwszy kurs dla pań kierowców gliwicki urząd pracy w porozumieniu z PKM-em zorganizował w połowie ubiegłego roku. – Podczas rozmowy kwalifikacyjnej za wszelką cenę próbowałem je zniechęcić do rozpoczęcia kursu. Chodziło o to, żeby mieć gwarancję, że zostaną tylko te najtwardsze i najbardziej zdeterminowane. To ciężka fizyczna praca. Nie dla każdego. Nawet zdarza się, że mężczyźni, którzy przez lata jeździli tirami, szybko rezygnują. Trudno im pogodzić kierowanie i kontakt z pasażerami – opowiada Jan Snakowski, kierownik ruchu w PKM-ie.
Do tej pory kurs ukończyły cztery kobiety, jedna już wcześniej zdobyła uprawnienia. Dwie następne nie poradziły sobie na testach praktycznych. Teraz czekają na egzaminy poprawkowe. – Nie wszyscy się jeszcze przyzwyczaili, że autobus prowadzi kobieta. Czasem muszą mnie dokładnie obejrzeć, zanim wsiądą do środka, a niektórzy wolą nawet poczekać na następny autobus. Najzabawniejsze, że w większości nieufne są kobiety – śmieje się Bogusława Gołecka, która autobusem po gliwickich ulicach jeździ od trzech tygodni. Wcześniej przez kilka lat pracowała w biurze, ale – jak przyznaje – o wiele bardziej woli swoje nowe zajęcie. – Nie chodzi tylko o kwestie finansowe. To po prostu ciekawsze zajęcie – wyjaśnia. Prezes Szary już wystąpił do gliwickiego urzędu pracy z wnioskiem o zorganizowanie szkolenia dla kolejnych dziesięciu pań. Jego pomysł podchwyciły także inne przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej. – Rzeczywiście, jest duże zainteresowanie naszym programem. Z całej Polski dzwonią i pytają, jak coś takiego zorganizować – mówi Szary. Podobny kurs rozpocznie się już pod koniec lutego w Tychach. – Chcemy w ten sposób rozwiązać nie tylko problem wyjeżdżających za granicę kierowców, ale także zmniejszyć duże bezrobocie wśród kobiet – tłumaczy Barbara Borycz, dyrektorka tyskiego urzędu pracy. Przeszkolenia kobiet na kierowców autobusów w najbliższym czasie nie wykluczają także w katowickim PKM-ie. – Nie ma tygodnia, żeby któryś z kierowców nie rezygnował z pracy. Na dodatek oprócz Anglii ostatnio pojawiło się masę ofert z Hiszpanii. Dlatego również bierzemy pod uwagę takie rozwiązanie – mówi Eugeniusz Pypłacz, prezes katowickiej spółki.
(źródło: Jacek Madeja – Gazeta Wyborcza)
Do tej pory kurs ukończyły cztery kobiety, jedna już wcześniej zdobyła uprawnienia. Dwie następne nie poradziły sobie na testach praktycznych. Teraz czekają na egzaminy poprawkowe. – Nie wszyscy się jeszcze przyzwyczaili, że autobus prowadzi kobieta. Czasem muszą mnie dokładnie obejrzeć, zanim wsiądą do środka, a niektórzy wolą nawet poczekać na następny autobus. Najzabawniejsze, że w większości nieufne są kobiety – śmieje się Bogusława Gołecka, która autobusem po gliwickich ulicach jeździ od trzech tygodni. Wcześniej przez kilka lat pracowała w biurze, ale – jak przyznaje – o wiele bardziej woli swoje nowe zajęcie. – Nie chodzi tylko o kwestie finansowe. To po prostu ciekawsze zajęcie – wyjaśnia. Prezes Szary już wystąpił do gliwickiego urzędu pracy z wnioskiem o zorganizowanie szkolenia dla kolejnych dziesięciu pań. Jego pomysł podchwyciły także inne przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej. – Rzeczywiście, jest duże zainteresowanie naszym programem. Z całej Polski dzwonią i pytają, jak coś takiego zorganizować – mówi Szary. Podobny kurs rozpocznie się już pod koniec lutego w Tychach. – Chcemy w ten sposób rozwiązać nie tylko problem wyjeżdżających za granicę kierowców, ale także zmniejszyć duże bezrobocie wśród kobiet – tłumaczy Barbara Borycz, dyrektorka tyskiego urzędu pracy. Przeszkolenia kobiet na kierowców autobusów w najbliższym czasie nie wykluczają także w katowickim PKM-ie. – Nie ma tygodnia, żeby któryś z kierowców nie rezygnował z pracy. Na dodatek oprócz Anglii ostatnio pojawiło się masę ofert z Hiszpanii. Dlatego również bierzemy pod uwagę takie rozwiązanie – mówi Eugeniusz Pypłacz, prezes katowickiej spółki.
(źródło: Jacek Madeja – Gazeta Wyborcza)