Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Kielce: ZTM zrezygnował z kolejnej firmy kontrolerskiej

infobus
26.03.2006 20:16
Kielecki Zarząd Transportu Miejskiego kolejny raz szuka firmy, która zajmie się sprawdzaniem biletów w autobusach. Ostatnia zrezygnowała po półrocznej współpracy. – Sparzyliśmy się na ZTM – mówi prezes firmy. – To oni olali temat – odpowiada szef ZTM.
Kolejowe Przedsiębiorstwo Związkowe z Katowic to krajowy potentat – działa od dziesięciu lat i sprawdza bilety m.in. w pociągach, chorzowskim parku rozrywki i miejskich autobusach na Śląsku. Lista referencji jest imponująca. Nie bez powodu – firma zasłynęła m.in. z nowatorskiego systemu windykacji, w ramach którego gapowicze mogli odpracować mandaty.
Właśnie ta firma w ubiegłym roku wygrała przetarg w Kielcach – od września przez rok miała sprawdzać bilety w miejskich autobusach. Wytrwała tylko połowę tego okresu – z końcem lutego rozwiązała umowę. To pierwszy taki przypadek w historii firmy. – Nie mogliśmy dłużej współpracować z kieleckim ZTM – mówi Jacek Bańczyk, prezes zarządu KPZ. Pierwsze kłopoty pojawiły się szybko. – Sugerowano nam, że mamy zatrudnić około 30 kontrolerów z ZTM. Obiecano im takie warunki, których nie mogliśmy spełnić – twierdzi Bańczyk. Dodaje, że Marian Sosnowski, szef ZTM, zaproponował, by zatrudnić Romana Strzębałę, byłego komendanta straży miejskiej i byłego szefa targowiska przy ul. Seminaryjskiej. – Miał być koordynatorem, nawet tak go przedstawiano. Nie sprawdził się i choć miał umowę na trzy miesiące, wypowiedzieliśmy ją wcześniej – przypomina Bańczyk.
Sosnowski broni Strzębały. – Wydawał się kompetentny, a oni mu nawet nie dali dłuższej umowy o pracę – mówi. Przyznaje, że Strzębały później sam już nie zatrudnił. Dał jednak pracę innym pracownikom, których wcześniej przekazał do KPZ. – Zobaczyliśmy, że tam wszystko się wali, i ich przejęliśmy – twierdzi Sosnowski. I zrzuca winę na katowicką firmę. – Miał być nowy system windykacji, a skończyło się tylko na gadaniu. Olali sprawę, chcieli tylko pieniędzy – zarzuca.
System windykacji to autorski program PZK. – Sprawdził się w wielu miastach, opatentowaliśmy go. W zamian za mandat proponujemy ludziom pracę np. przy grabieniu liści albo sprzątaniu autobusów – wyjaśnia Bańczyk.
Twierdzi, że tylko w Kielcach system się nie sprawdził. – ZTM i pan Sosnowski obiecywali pomoc w skontaktowaniu się z firmami, które miałyby zatrudnić ludzi. A gdy chcieliśmy spotkać się z prezydentem Kielc, dyrektor powiedział, że to on ma pieniądze na taką działalność. Był bardzo zainteresowany naszym programem. Podejrzewam, że chciał go zwyczajnie przejąć – oskarża Bańczyk. I pokazuje kopię pisma, w którym ZTM prosi o przekazanie umowy, którą firma kontrolerska podpisuje z dłużnikami. Sosnowski zaprzecza. – Nic o tym nie wiem – odpowiada. Wyraźnie zaskoczony, że dysponujemy kopią tego pisma stara się odpierać argumenty szefa KPZ. – U nas taki system nie mógłby wejść w życie i raczej nie wejdzie. Tu są inne realia – twierdzi. Jakie? – Już jest wielkie bezrobocie. Kto zatrudniałby nowych ludzi – odpowiada.
Nie widzi nic dziwnego w tym, że zrezygnował z kolejnej, już czwartej w ciągu trzech lat, firmy. – Taki mamy rynek w Polsce – przekonuje. – Ale w Radomiu ci sami kontrolerzy pracują już cztery, a w Rzeszowie dwa lata. – Widocznie Kielce to wyjątkowe miejsce – kwituje Sosnowski.
Wojciech Lubawski, prezydent Kielc – Z doświadczenia wiem, że co i raz pojawiają się różne firmy z cudownymi pomysłami, których nie da się z realizować. Tym razem mogło być tak samo, skoro dyrektor Sosnowski nie informował mnie o tym. Jeżeli system faktycznie działał gdzie indziej, to szkoda, że przedstawiciel tej firmy nie przyszedł do mnie. Trudno powiedzieć, że cztery firmy kontrolerskie podczas działalności ZTM to dużo. Trzeba sobie odpowiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Może to po prostu sposób na uniknięcie bylejakości usług. Na pewno będę za to z nim rozmawiał o tej sprawie.