Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Kielce: Atrapa czy dworzec?

infobus
22.06.2007 19:21

Kielecki dworzec PKS tonie w długach, rozkradane są jego elementy, kierowcy myją autobusy na dworcu, wierzyciele chcą spłaty długu. PKS pod groźbą odcięcia wody spłaciło wczoraj 6,5 tysiąca złotych długu Wodociągom Kieleckim za nie płacone rachunki za wodę. To nie pierwszy przypadek, kiedy PKS w taki sposób został przyparty do muru. W zimę w bazie PKS przy ul. Zagnańskiej wyłączono dostawę ciepła na dwa tygodnie, pracownicy się pochorowali i poszli za zaległe urlopy bądź zwolnienia. Spółka jest w złej sytuacji finansowej. Świadczą o tym grupowe zwolnienia, z 265 pracowników zwolniono ponad 70, a łamaniem praw pracowniczych zajęła się Państwowa Inspekcja Pracy. Mało tego, zwolnieni pracownicy, którzy przychodzą ze skargami do Inspekcji Pracy, zaczynają mówić. Już powiadomili ochronę środowiska Urzędu Wojewódzkiego, że kierowcy nie mają gdzie myć samochodów. – Myją na zajezdniach i pod dworcem, a woda wpływa kanałami do Silnicy – mówi były pracownik. – Kiedy ogłoszono sprzedaż bazy to masowo sprzedawano złom, a rachunki brali kierownicy na siebie. Z holów na dworcu nagle zniknęły panale aluminiowe – wylicza Lech Prokop, mechanik samochodowy, który w związku z trudną sytuacją finansową firmy, otrzymał wypowiedzenie umowy o pracę. Mężczyzna jest załamany – 33 lata przepracowałem dla tej firmy, mam na utrzymaniu czwórkę dzieci, w tym dwoje niepełnosprawnych, synowie z porażeniem mózgowym i po operacji serca. Sam też czekam na komisję ds. niepełnosprawności, bo bardzo pogorszył mi się wzrok. Od prezesa usłyszałem, że nie jest instytucją charytatywną – mówi Lech Prokop. Mężczyzna już złożył skargę do Państwowej Inspekcji Pracy i kieruje sprawę do Sądu Pracy. Tymczasem sporo problemów mają też dzierżawcy na dworcu. Tadeusz Wyrozumski, dzierżawca toalet stwierdza, że chciał wyremontować toalety. – Nie mogę, bo prezes wyjaśnił, że to on chce mieć kontrolę nad toaletami i podniósł nam czynsz z tysiąca do pięciu i skrócił czas wypowiedzenia umowy – mówi Tadeusz Wyrozumski. Zapytaliśmy gospodarza województwa, Grzegorza Banasia, czy wie co się dzieje w kieleckim PKS. Odpowiedzi udzieliła rzecznik prasowy wojewody – Anna Żmudzińska-Salwa: – Kielecki PKS to spółka zarządzana przez Ministerstwo Skarbu Państwa i to ono ma wyłącznie nadzór nas ta spółką. Pan wojewoda zna trudną sytuacje w przedsiębiorstwie. Zarząd na bieżąco informuje pana wojewodę o podejmowanych decyzjach, za które to zarząd ponosi pełną odpowiedzialność. I tu okazuje się, że zarząd PKS jest jednoosobowy i reprezentuje go prezes Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej, który wczoraj nie pozwolił sobie zrobić zdjęcia, bo jak twierdzi twarz jego jest prywatna. – A moje zdjęcie w gazecie to może być ślad dla kilera, bo nie jestem stąd. Dostaję też dziwne telefony od różnych osób – mówi Grzegorz Kowalczyk, prezes kieleckiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej. Zasłaniając się też ochroną danych osobowych, nie chciał podać ile zarabia w spółce. Wylicza, że to krotność średniej krajowej, która obecnie wynosi 2,8 tys. Prezes odpiera ataki, ale przyznaje, że sytuacja spółki jest ciężka i że zdarza mu się nie płacić za rachunki. – Stoję przed wyborem, czy płacić rachunki, czy pensje dla pracowników, a wszystkie konta od roku mam zablokowane przez komornika i nie mogę na kontach gromadzić żadnych pieniędzy w tym i na wypłaty – stwierdza. Wyjaśnia, że nikt nie może indywidualnie sprzedawać złomu, a na wszystko ma faktury. Przez wandalizm pasażerów, musiał zerwać panele aluminiowe w holu dworca i sprzedać na złom. Wydał też zakaz mycia samochodów na zajezdni. – Zarząd może być źle odbierany, bo w tej chwili toczy się kilka postępowań śledczych o nadużycia, jak brak faktur za wycieczki czy sprawy związane ze sprzedażą paliwami – wylicza. Czy minister skarbu wie co się dzieje w Kielcach? Na to i inne pytania nie poznaliśmy odpowiedzi, ponieważ w Biurze Prasowym Ministra Skarbu potrzebują czasu.