II Zlot użytkowników BusForum
Po wielu miesiącach rozmów na forum, w których każdy powtarzał jak magiczne zaklęcie słowa „Koniecznie musimy się spotkać”, ale nigdy nie dochodziło do konkretnych ustaleń oraz po jednej niezbyt udanej (gdyż ze względu na termin zjawić się mogli tylko nieliczni) próbie, w końcu padła konkretna i jasna propozycja – spotkajmy się w Krakowie 22.05. Ze względu na dogodny termin pomysł ten spotkał się z nader pozytywną odpowiedzią i w efekcie na umówione miejsce dotarło aż jedenastu miłośników autobusów – dwóch z Oświęcimia (Oświęcimianin i I.Q.), dwóch z Wrocławia (Kamil i Wilchelm (pisownia oryginalna) ), jeden z Chorzowa (Adam 86), jeden z Warszawy (Arthis), jeden z Żywca (Radek) oraz czterech z Krakowa (Locutus, Kojak, Jakub K oraz Zbyrus). Główną atrakcją miało być zwiedzanie zajezdni autobusowej Płaszów, w której stacjonują wszystkie krakowskie Scanie (a więc CN113CLL w liczbie 69, CN113ALB w liczbie 30, CN94UB w liczbie 14 oraz CN94UA w liczbie 15).
Testowanie krakowskiego taboru
Wprawdzie oficjalnie spotkanie rozpoczęło się w samo południe, jednak trójka forumowiczów przybyła do Krakowa już wcześniej, częściowo ze względu na połączenia kolejowe, a częściowo ze względu na chęć sfotografowania i przejażdżki kilkoma środkami krakowskiego transportu zbiorowego (szczególną furorę wywołał tramwaj Bombardier NGT6).
Po odbyciu przejażdżki (w trakcie której zaliczyliśmy autobusy: Scanię CN113ALB, Scanię CN113CLL, Jelcza M181MB, oraz tramwaje: Bombardiera NGT6, Konstal 105Na) powróciliśmy na dworzec, gdzie wreszcie spotkaliśmy się w komplecie. Mijając plac budowy Nowego Miasta oraz tymczasowy dworzec autobusowy mieszczący się na Placu Kolejowym, udaliśmy się, dyskutując w mniejszych grupkach, na przystanek Dworzec Główny usytuowany przy ulicy Basztowej. Wsiedliśmy do autobusu linii 115 (obsługiwanego bieńczyckim Solarisem U12 #BU805). W autobusie w pewnym momencie zrobiło się dość duszno, w związku z czym postanowiliśmy otworzyć okno. Jeden z forumowiczów – dobrze znany miłośnikom jako Zbyrus – irracjonalnie obawiający się o zdrowie swoich uszu i żądający jazdy z zamkniętymi oknami nawet podczas trzydziestostopniowych upałów, oczywiście podniósł raban, a następnie ostentacyjnie zatkał sobie uszy palcami i jechał tak już do końca trasy, czym wywołał ogólną i zrozumiałą wesołość.
Cel: zajezdnia autobusowa Płaszów
Pod bramą zajezdni byliśmy o dziesięć minut za wcześnie, w związku z czym musieliśmy chwilę poczekać na kierownika, z którym byliśmy umówieni na godzinę trzynastą. Potem rozpoczęło się zwiedzanie – kierownik Grzegorz Dyrkacz na początku, stojąc z nami w okolicach stacji benzynowej, wtajemniczył nas w nowatorski proces obsługi codziennej, który wprowadził na zajezdni, wzorując się na modelu drezdeńskim. Otóż w większości zajezdni autobusowych w całej Polsce (w tym także w pozostałych dwóch zajezdniach krakowskich – na Woli i w Bieńczycach) to kierowca odpowiada za zatankowanie autobusu, wjazd do myjni, dopełnienie formalności papierkowych etc. W zajezdni Płaszów zaś kierowca po zjeździe na zajezdnię odstawia autobus na stosowne stanowisko, zdaje kluczyki i kartę wozu, po czym udaje się do domu. W godzinach zajezdniowego „szczytu” (a więc głównie późnym wieczorem, gdy wszyscy zjeżdżają z tras) dawniej tworzyły się do tankowania kolejki dwudziestu autobusów, co powodowało, że kierowcy wracali do domu ponad godzinę później niż powinni. Obecnie całą obsługę codzienną wykonuje tzw. pilot (jest ich zatrudnionych na zajezdni pięciu). Obsługa codzienna polega przede wszystkim na zatankowaniu do pełna (przy okazji sprawdza się, ile paliwa zostało zużyte – inne dane są skanowane już przy wjeździe na zajezdnię przez specjalny czytnik), wjeździe na myjnię, gdzie do wnętrza autobusu wkracza ekipa sprzątająca, a z zewnątrz autobus jest myty przez odpowiednie urządzenia automatyczne, oraz codziennym przeglądzie technicznym (uzupełnieniu płynów technologicznych etc.) i ewentualnie odstawieniu do hali napraw, jeśli autobus tego wymaga. W związku z wprowadzeniem nowego systemu, zrezygnowano także z wypłacania kierowcom premii za oszczędności w paliwie oraz potrącania pieniędzy z pensji za przepały. Dzięki temu kierowcy jeżdżą dynamiczniej, co odbywa się z korzyścią dla punktualności, a co za tym idzie, pasażerów.
Przechodząc ze stacji benzynowej do myjni dowiedzieliśmy się także, jak wygląda ustalanie norm paliwowych – otóż ustala się je osobno dla każdego modelu autobusu, osobno dla każdej trasy (niektóre są bardziej obciążone, inne mniej, niektóre prowadzą przez zakorkowane części miasta, inne poprzez drogi dobrze przejezdne), osobno dla każdego dnia tygodnia – co daje całe multum możliwych kombinacji. Dowiedzieliśmy się, że najmniej palą Scanie CN113CLL, trochę więcej CN94UB, a o wiele więcej odpowiednio przegubowe CN113ALB oraz CN94UA.
Hala napraw
Następnie udaliśmy się do hali napraw, gdzie, po krótkim wprowadzeniu na temat awaryjności (a raczej bezawaryjności) Scanii (wykorzystanie taboru wynosi 98%, przy czym w skład tych 2% wchodzą również autobusy będące co pół roku na obowiązkowym – wymaganym przepisami polskiego prawa – kompleksowym przeglądzie technicznym) i informacji, że najrzadziej psują się CN113CLL, a nowsze CN94UB niestety trochę częściej (podobnie nieco częściej, ale i tak bardzo rzadko na tle innych autobusów, nawet najnowszych, psują się mające już dwanaście lat CN113ALB) zostaliśmy oddani w ręce mistrza zajezdni oraz mechanika, którego przedstawiono nam jako najlepszego ze wszystkich. Mistrz zajezdni, starszy zażywny jegomość z bródką, sypał rozmaitymi anegdotami jak z rękawa. Jedna z najzabawniejszych mówiła o sytuacji, która wydarzyła się po przyjściu pierwszych OmniCity wyprodukowanych we Francji do Krakowa – otóż zawieszenie tych autobusów okazało się być nieprzystosowane do krakowskich dziur i cała elektronika nim sterująca zaczęła fiksować – ściągnięto więc techników ze Scanii, podłączono całą aparaturę i udano się na rundkę wokół zajezdni. W pewnym momencie szef techników poprzez tłumacza pogratulował MPK wspaniałego toru testowego, na którym znajdowały się wszystkie możliwe rodzaje przeszkód terenowych, dzięki czemu wszystkie niedociągnięcia zawieszenia wyszły na jaw idealnie i można je było skorygować, na co nasi przedstawiciele zgodnie ryknęli śmiechem. Technik zmitygował się i zaczął pytać się, czy nie popełnił jakiegoś faux-pas – no i dowiedział się, że to żaden tor testowy, ale… normalna krakowska ulica.
Badanie alkomatem…
Potem rozpoczęło się „sto pytań do”, w której to części przodował kolega Zbyrus – część słuchała opowieści mechaników, część rozmawiała ze sobą, a część ochoczo bawiła się wyświetlaczami, robiła sobie fotografie w kokpicie autobusów, itp. Następnie zrobiliśmy sobie zbiorową fotografię pod jedną ze Scanii CN94UA na placu postojowym oraz przeszliśmy na dyspozytornię, gdzie dowiedzieliśmy się szczegółów o prowadzeniu książki usterek, obowiązkowych badaniach alkomatem przed wyruszeniem na trasę (kolega Oświęcimianin nawet poddał się takiemu badaniu) i innych formalnościach. Na końcu zaś pożegnaliśmy się z kierownikiem i opuściliśmy teren zajezdni. Zwiedzanie trwało ponad dwie godziny. Wsiedliśmy z powrotem do autobusu linii 115 (wracaliśmy również Solarisem U12, tym razem #BU802) i wróciliśmy na dworzec – tutaj nastąpiło oficjalne zakończenie zlotu. Cześć uczestników powróciła do domu a część poszła zwiedzać krakowskie puby.
W tym miejscu powinny się znaleźć podziękowania dla MPK Kraków, a w szczególności dla pani rzecznik Bożeny Pękali, która załatwiła wszystkie formalności związane z wejściem na zajezdnię, wykazując się niezwykłym zrozumieniem dla pasji młodych ludzi oraz kierownika Grzegorza Dyrkacza, który poświęcił nam aż dwie godziny swojego cennego czasu, udzielając rzetelnych informacji, odpowiadając na każde pytanie i przede wszystkim wykazując się bardzo dużą życzliwością. Nie da się tego przecenić. W imieniu wszystkich obecnych na zjeździe dziękuję serdecznie jeszcze raz.