Dni Transportu Publicznego – pozytywna promocja komunikacji zbiorowej
18 i 19 września w Warszawie odbyły się po raz trzeci Dni Transportu Publicznego. Tym razem swoją bramę otworzyła Zajezdnia na Stalowej. Można było także zwiedzić Zajezdnię Tramwajową na Woli, Stację Postojową Metra, czy zaplecze Warszawskiej Kolei Dojazdowej. Po raz kolejny organizacji tej imprezy podjęli się warszawscy miłośnicy autobusów, tramwajów i pociągów, zrzeszeni w Klubie Miłośników Komunikacji Miejskiej i Stowarzyszeniu Sympatyków Komunikacji Szynowej. „InfoBus” rozmawiał z Michałem Wolańskim, jednym z organizatorów.
Dlaczego miłośnicy komunikacji organizują imprezę promującą transport zbiorowy?
Dobre pytanie… Główny powód to chyba powszechne niedocenianie szans, jakie daje społecznościom miejskim transport zbiorowy. Wielu z nas wciąż pamięta komunikację z czasów, kiedy autobusy jeździły niepunktualne, były brudne i nabite do granic możliwości, ale i tak wszyscy nimi jeździli, bo musieli. Dla mnie symbolem tych czasów, bezdyskusyjnym i niepodważalnym, jest ówczesna relacja ceny biletu na jedną linię do biletu sieciowego. Ten drugi był cztery razy droższy, bo chodziło tylko o wożenie ludzi do pracy i z powrotem. Gospodarka niedoborów walczyła z ludzką potrzebą przemieszczania. My, zapraszając ludzi do zajezdni chcemy pokazać, że teraz jest już inaczej. Że przedsiębiorstwa komunikacyjne są nowoczesne, dobrze zorganizowane i godne zaufania. To znaczy, że warto korzystać z ich usług, ale i warto komunikację zbiorową rozwijać, inwestować w nią. Bo to się wszystkim nam opłaci.
Jakich argumentów używacie, żeby to udowodnić ?
Staramy się promować dwa fakty, które są bardzo łatwe do zapamiętania. Po pierwsze, żeby przewieźć samochodami 50.000 osób na godzinę potrzeba drogi o szerokości pięć razy większej, niż w przypadku komunikacji zbiorowej. Oznacza to tyle, że gdybyśmy stworzyli atrakcyjną ofertę komunikacji zbiorowej, tak by ludzie się chętnie do niej przesiadali, to nie musielibyśmy budować nowych dróg. A poza tym byłoby ciszej, mielibyśmy czystsze powietrze, mniej wypadków…
Drugi fakt to taki, że pasażerokilometr wykonywany samochodem generuje koszty społeczne w wysokości 45% większej, niż gdyby dana osoba podróżowała komunikacją zbiorową.
Jednak jak przekonać ludzi, żeby korzystali z komunikacji zbiorowej? Co z tego, że jest tańsza dla ogółu, skoro ma szereg wad?
Dla ekonomisty to oczywiste, że każdy konsument chce maksymalizować użyteczność zakupywanych dóbr i usług. Trzeba zatem zaoferować mu połączenie, jakiego oczekuje – szybkie, wygodne i niedrogie. Ciągle przywoływanym przeze mnie przykładem jest tutaj warszawskie metro, które przyciągnęło wielu użytkowników samochodów. Oczywiście nie zbudujemy od razu dziesięciu linii metra czy szybkiego tramwaju, ale również transport autobusowy może stać się dużo bardziej konkurencyjny – chociażby dzięki wprowadzeniu wydzielonych pasów dla autobusów, przyspieszających ich ruch. Możemy również zacząć dbać o wystrój i czystość pojazdów – nie koniecznie nowych, czasami wystarczy zmiana designu wnętrza. Pomocne będzie również wprowadzenie dynamicznej informacji pasażerskiej, która skróci długie minuty czekania na odjazd oraz internetowych czy telefonicznych wyszukiwarek połączeń, znajdujących optymalną trasę dojazdu. Warto też zadbać o bezpieczeństwo i głośno o tym mówić.
Przede wszystkim – cały czas należy pamiętać, że najważniejsze jest zaspokajanie potrzeb klienta. Do tego dochodzi również samo budowanie wizerunku komunikacji miejskiej, który u schyłku minionej epoki bardzo podupadł. A ludzie chcą korzystać z produktów markowych, renomowanych. Komunikacja miejska też musi taka być – kreować swoją markę i rzetelnie pracować na renomę. Bo nie wystarczy zrobić dobrą usługę, trzeba jeszcze pokazywać jej zalety – brak konieczności szukania miejsca parkingowego, możliwość spokojnej lektury itd. Tutaj dobry przykład płynie z Niemiec, gdzie VDV, czyli stowarzyszenie przedsiębiorstw komunikacyjnych, od 30 lat prowadzi kampanię promującą zalety komunikacji zbiorowej. Część kampanii jest skierowana do polityków – zaczęto hasłem „15 milionów pasażerów to 15 milionów wyborców”, przyznając jednocześnie, że nie są oni obecnie zadowoleni – zaś część do zwykłych mieszkańców (np. plakaty na zatłoczonych parkingach). Nam się marzy coś podobnego, ale mierzymy siły na zamiary… i stąd DTP.
No właśnie, ale tam zajmują się tym przedsiębiorstwa i profesjonaliści, a u nas miłośnicy…
To nie tak, naszą imprezę spajają i koordynują miłośnicy, ale bez przedsiębiorstw byśmy nie ruszyli. Współpraca, chociaż czasami trudna, układa się bardzo dobrze, zresztą jest dla przewoźników bardzo korzystna. Szczególnie dumni jesteśmy, że od początku łączymy zarówno kolej, jak i komunikację miejską – tak jak nowoczesny system transportu zbiorowego, będący jednolitą ofertą różnych trakcji, alternatywną dla samochodu.
Przypomnijmy, jak to się wszystko zaczęło? Skąd taki pomysł?
DTP miały być naszym, warszawskim wkładem do Europejskiego Dnia bez Samochodu, którego wówczas u nas nie obchodzono. Zależało nam jednak na stworzeniu imprezy nieco odmiennej od EDbS, w czasie którego zamyka się ulice i zmusza ludzi do korzystania z transportu zbiorowego. Po pierwsze uważamy, że przymusem nie osiągnie się trwałego efektu, dużo lepszą metodą jest budowanie solidnej oferty. Po drugie zaś, znamy niedostatki warszawskiej komunikacji i wiemy, że jej problemy są głębsze, niż mała ilość pasażerów. Sam bardzo się bałem, czy przy dużych zamknięciach ulic nie doprowadzi się do stanu, kiedy ludzie nie będą mieścili się do autobusów, a to by nie była dobra reklama, takiego zrażonego człowieka byłoby potem bardzo trudno odzyskać.
Czy zrealizowaliście swój cel ?
Przyznam szczerze, że ten przekaz nieco nam ginie wśród starych tramwajów i innych atrakcji. Ale bez nich nigdy nie przyciągnęlibyśmy ludzi do zajezdni… Drzwi otwarte normalnie powinny być tylko jednym z wielu narzędzi promowania komunikacji i – co bardzo ważne – publicznego wskazywania na jej potrzeby. U nas są jednym z nielicznych…Bardzo cieszymy się jednak, że udało nam się pokazać tysiącom warszawiaków codzienny trud pracowników zaplecza technicznego komunikacji, uszczęśliwiliśmy setki dzieciaków możliwością siedzenia w fotelu kierowcy, zaś starszym przywołaliśmy wspomnienie dzieciństwa przy użyciu starych autobusów i tramwajów, zwłaszcza ogórka. Może dzięki temu przychylniej spojrzą na autobus, jeśli są pasażerami – uśmiechną się do kierowcy, jeśli nie – przynajmniej przepuszczą go w korku. A jeśli są decydentami lub radnymi, to może choćby przeczytają w gazecie, że ludzie lubią komunikację miejską i chcą, by była lepsza. I że to się wszystkim opłaci.
Tego też Wam i całemu środowisku transportowemu w imieniu InfoBusa życzę, mając nadzieję na możliwość przekazania następnej relacji za rok.
Michał Wolański jest członkiem Klubu Miłośników Komunikacji Miejskiej, koordynował organizację DTP w latach 2002 i 2003. Na co dzień studiuje na warszawskiej SGH i przygotowuje pracę magisterską pt. „Komunikacja miejska wobec wyzwań rynku”, w której opisuje marketingowe narzędzia zwiększania konkurencyjności transportu zbiorowego. Bardzo pomaga mu w tym udział w wymianach studentów z innymi uczelniami – Uniwersytetem Gdańskim czy niemiecką Fachhochschule Gelsenkirchen, gdzie obecnie przebywa.