Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Czy rynek przewozów regionalnych czeka rewolucja?

infobus
19.12.2005 22:32

W 2007 r. kończy się okres przejściowy na dostosowanie polskich przepisów o dopłatach do biletów ulgowych w przewozach regionalnych do norm unijnych. Zmiany zasad mogą oznaczać dramatyczne zmiany wśród PKSów. „Kto dostanie te pieniądze, przetrwa. Kto nie, wypadnie z gry.” – prognozuje szef poznańskiego PKS-u Bogdan Zastawny. Firmy autobusowe w całym kraju już rozpoczęły przygotowania do tej batalii – informuje „Gazeta Wyborcza”. Bieżący rok jest chyba jednym z najgorszych w historii polskich przedsiębiorstw PKS. Główną przyczyną jest drastyczna podwyżka cen paliwa. „Wzrost ceny o 40 gr. netto przy zużyciu miliona litrów w naszym przedsiębiorstwie rocznie to strata 400 tys. zł. To oznacza, że nie kupimy jednego nowego autobusu niezłej klasy.” – mówi dyrektor PKS Ostrów Wielkopolski, Maciej Pietrzykowski. PKS-y dobija także prywatna konkurencja. Bo właściciele busów nie muszą utrzymywać dworców, płacą jedynie za wjazd na nie. „Wiele takich wozów nie ma kas fiskalnych, a nawet biletów. W niektórych regionach wożą "na zeszyt", co u nas jest nie do pomyślenia.” – denerwują się kierowcy. Drobne PKS-y nie mają możliwości rozwoju i inwestowania w nowy sprzęt. Ponad połowa z nich zakończy ten rok ze stratą. A to z kolei przekłada się na brak wiarygodności kredytowej. Banki przydzieliły je do grupy przedsiębiorstw bardzo wysokiego ryzyka, odmawiając kredytowania m.in. zakupu nowych autobusów. Tymczasem, wszystko wskazuje na to, że w 2007 r. sytuacja może stać się jeszcze trudniejsza, zwłaszcza dla mniejszych przewoźników. Zgodnie z wytycznymi UE, które w Polsce zaczną obowiązywać w 2007 r., gminy będą musiały ogłaszać przetargi na dopłaty do biletów ulgowych. Dostanie ten, kto zaoferuje nie zawsze najtańszy, ale najbardziej profesjonalny pakiet obsługi tras regionalnych. Będą to najprawdopodobniej umowy pięcioletnie zapewniające pasażerom dojazd bez względu na obłożenie, a przewoźnikom – gwarancje wpływów umożliwiające utrzymanie sprzętu i pracowników. Już dziś można sobie wyobrazić, co będzie to oznaczało dla małych, często niesprywatyzowanych przedsiębiorstw PKS. „Bo kto przetarg przegra, wypadnie z rynku.” – prognozuje Waldemar Kiciński, dyrektor PKS Ciechanów. Zdaniem szefa poznańskiego PKS, Bogdana Zastawnego, z istniejących obecnie ok. 170 przedsiębiorstw PKS pozostanie ok. 30. Ale jego zdaniem nie oznacza to katastrofy, tylko rozwój. „Profesjonaliści będą przejmować trasy słabszych, a później ich przedsiębiorstwa i ludzi. Albo w drodze fuzji, albo na licytacjach, bo jeśli nie będzie porozumienia, tamci zaczną bankrutować. Z czasem tak jak na Zachodzie silne finansowo firmy zapewnią pasażerom wygodny dojazd do każdego zakątka Polski. A czy to się będzie odbywać pod logo takiego czy innego przedsiębiorstwa, nie będzie miało większego znaczenia.” – mówi. Do fuzji przygotowuje się m.in. PKS Gdańsk. Niektórzy przewoźnicy zaznaczają także, że obecny system dopłacania do biletów ulgowych musi ulec zmianie, bo jest niesprawiedliwy. Ich zdaniem, preferuje niski poziom usług i „bylejakość”. Dziś, prawo do dopłat do biletów ulgowych ma każdy przewoźnik, o ile uda mu się sprzedać takie bilety uczniom, studentom, emerytom. A skutek jest taki, że im droższy bilet, tym większa dopłata z kasy samorządu. Właściciele dużych przedsiębiorstw zżymają się, widząc, jak właściciele rzęchów inkasują wysokie dopłaty za drogie przewozy. „Ten system musi się szybko zmienić. Bo jest niesprawiedliwy dla pasażera, podatników i dobrych, solidnych firm.” – mówią. Niektórzy, mniejsi przewoźnicy także zdają sobie sprawę ze swojej sytuacji i poszukują możliwości łączenia się z innymi firmami. „Skonsolidowani przewoźnicy mogą negocjować ceny paliwa. Takie połączenie to zupełnie inna moc kredytowa firmy. Można nie tylko inwestować w nowe autobusy, ale też domagać się upustów.” – zaznacza Maciej Pietrzykowski z PKS Ostrów Wielkopolski. Więcej na: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33205,3064030.html