Chełm: Manewry na dworcu
Chełmski dworzec PKS jest zbyt ciasny. Bywa, że autobusy zajeżdżają nie na stanowiska wskazane w rozkładzie jazdy, ale na te, które są wolne.
– Ostatnio czekałam na swój autobus na piątym stanowisku i się nie doczekałam – złości się Joanna Sakowska. – W końcu pofatygowałam się do informacji, aby dowiedzieć się, czy tego autobusu nie odwołano. Okazało się, że odjechał o czasie,
ale z innego stanowiska.
Od tamtej pory pani Joanna, biegając od stanowiska do stanowiska, sprawdza umieszczone za przednią szybą autobusów tablice z nazwami docelowych miejscowości. Zauważyła, że podobna nerwowość udziela się także innym podróżnym.
– Trzymamy się zasady, żeby kierowcy zajeżdżali na swoje stanowiska – mówi Waldemar Szynal, prezes osobowego PKS. – Mało tego, każdy odjazd jest ogłaszany przez dworcowy megafon. Podejrzewam, że kiedy ta pani wybierała się w podróż, megafon mógł zawieść z powodów technicznych.
Zdaniem Szynala, ciasnota na placu manewrowym jest uciążliwa nie tyle dla podróżnych, co kierowców. W godzinach szczytu muszą się solidnie gimnastykować, aby bezpiecznie manewrować pomiędzy innymi samochodami. Jest to jednak wewnętrzny problem, z którym przewoźnik musi sobie poradzić.
Sposobem na rozluźnienie dworca byłoby skierowanie stojących tam autobusów do bazy przy ul. Hutniczej. Szynal twierdzi jednak, że takie 'pędzące stado samochodów”dodatkowo utrudniłoby ruch w mieście. Ponadto wożenie powietrza z dworca do bazy i z powrotem zakrawałoby na kosztowną fanaberię.
Niedawno prezes obiecał, a my tę obietnicę upubliczniliśmy, że niedługo zostanie wyremontowany rozjechany kołami autobusów wyjazd z placu manewrowego na ul. Lwowską. W obecnym stanie miejsce to ma cechy toru przeszkód dla pieszych i tylko patrzeć, jak ktoś skręci tam sobie nogę. PKS zwrócił się już w tej sprawie do drogowców i wspólnymi siłami chce naprawić wyrządzone szkody.