Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Bytom: Prezydent Bytomia już chce, by komunikację w mieście organizował KZK GOP

infobus
22.10.2006 11:29

Nie udało się władzom Bytomia opracować własnego systemu zarządzania komunikacją miejską. Gmina nie dogadała się ani z katowickim Komunalnym Związkiem Komunikacyjnym GOP, ani z tarnogórskim MZKP. A to dwaj najwięksi organizatorzy komunikacji w woj. śląskim, bez których nie sposób zapewnić obsługę autobusowych linii międzymiejskich. I choć prezydent Bytomia zapewniał w czerwcu, że powrotu do KZK GOP nie będzie, wczoraj zmienił zdanie. – Nowe okoliczności skłaniają mnie do wystąpienia do Rady Miejskiej o wycofanie uchwały o wystąpieniu gminy z KZK GOP – tłumaczył wczoraj Krzysztof Wójcik na specjalnej konferencji. Wójcik podał 3 przyczyny takiej decyzji: likwidację i upadłość PKM Bytom SA, które obsługiwało linie miejskie i międzymiejskie;2) fiasko negocjacji z KZK GOP w sprawie obsługi połączeń zewnętrznych i wspólnego biletu na linie miejskie i międzymiejskie;3) to, że nieobecność gminy w KZK GOP pozbawiłaby ją należytego wpływu na restrukturyzację spółki Tramwaje Śląskie, w której Bytom ma udziały. Z takiego obrotu sprawy zadowolony jest KZK GOP. – Nas taka decyzja cieszy, bo jest dobra dla mieszkańców Bytomia, regionu i integracji komunikacji. Trzeba będzie ogłosić przetargi na obsługę linii, ale to nie jest problem. Skoro po upadku PKM zorganizowaliśmy komunikację zastępczą z dnia na dzień, to i tu sobie poradzimy – zapewnia Alodia Ostroch, rzecznik KZK GOP. Przed wczorajszą konferencją Wójcika, Laura Klekocka, przewodnicząca Związku Zawodowego Konduktorów nieistniejącego już PKM Bytom, rozdawała dziennikarzom płyty DVD ze zobowiązaniami prezydenta Wójcika wobec konduktorów i PKM SA oraz zapisem dźwiękowym z negocjacji w KZK GOP. – Obiecywał nam, że po 1 stycznia będziemy mieć pracę, bo konduktorzy są potrzebni. A teraz co? – pyta Klekocka. Przypomnijmy, że w wyniku konfliktu między KZK GOP a PKM Bytom pracę straciło ponad 540 osób. Kierowcy i mechanicy znaleźli zatrudnienie. Większość z ponad 215 konduktorów – nie.