Biletowy zawrót głowy w Białymstoku
Białostoczanie mają od kilku miesięcy problemy z zakupem biletów komunikacji miejskiej. Władze miasta zrzucają odpowiedzialność na kioskarzy i hurtowników. Ci z kolei mają pretensję do włodarzy Białegostoku za to, że przetarg na sprzedaż biletów organizują dopiero wtedy, gdy wszystkie są już niemal wysprzedane.
Dotychczasowy system
Problemy z „jednorazówkami” w Białymstoku wzięły się z nieprawidłowości w dawnym Zakładzie Obsługi Komunikacji Miejskiej. Zaczęło się od tego, że jedna z hurtowni kupiła bilety za 12 milionów złotych z 24-procentową zniżką. Inny dystrybutor otrzymał 9,2-procentowy upust przy zakupie biletów na sumę prawie 300 tysięcy złotych. W ten sposób ZOKM „ratował” swoje finanse. Prokuratura postawiła byłej dyrektor Zakładu – Alicji W. zarzut niegospodarności i narażenia miasta na stratę kilku milionów złotych. Jednak hurtownicy przyzwyczaili się do wysokich zniżek. We wrześniu tego roku miasto sprzedało im bilety z 7-procentowym upustem, natomiast kioskarzom zaproponowali 4-procentowe marże. Ci zaprotestowali i przestali kupować bilety, ponieważ uznali, że to im się nie opłaca. Władze miasta zagroziły kioskarzom, że jeżeli nie kupią „jednorazówek”, to rozwiążą z nimi umowy. Groźba poskutkowała, ale Zarząd Dróg i Transportu Urzędu Miejskiego zaczął się zastanawiać, jak uzdrowić system dystrybucji biletów komunikacji miejskiej.
Dotychczasowy system ich sprzedaży polegał na tym, że władze miasta organizowały hurtownikom przetarg na ich sprzedaż. Podmiot, który zaproponował największy upust, na pewien okres – np. rok – zostawał monopolistą. Do końca listopada hurtową sprzedażą biletów na terenie miasta zajmowała się firma Kolporter Service, która miesiąc wcześniej wygrała odpowiedni przetarg. Wówczas firma zaproponowała najniższą marżę dla kioskarzy – 5,2 procent. Pozostałe podmioty zaoferowały znacznie wyższe bonifikaty: Ruch – 8,9 procent, Zefir – 8,8 procent, Milo – 8,9 proc oraz Przedsiębiorstwo Wielobranżowe Handlowo-Usługowe Krzysztofa Karpińskiego – 6,9 procent. Jednak w listopadowym, o wiele ważniejszym przetargu, zwyciężyła właśnie ta ostatnia firma i to ona od grudnia 2004 r. miała być odpowiedzialna za rozprowadzanie „jednorazówek”. Konkurencja zareagowała błyskawicznie i odwołała się od jego wyników. Sprawą zajęła się komisja arbitrażowa przy Urzędzie Zamówień Publicznych, która zabroniła Karpińskiemu rozprowadzać bilety. Powstała sytuacja patowa, a władze Białegostoku zdały sobie sprawę, że potrzebna jest głęboka reforma systemu hurtowej dystrybucji „jednorazówek”.
Zmiany w systemie
W tej sytuacji na listopadowej sesji Rady Miejskiej w trybie pilnym uchwalono zapis, który daje możliwość zakupu dowolnej liczby biletów z ustaloną górną zniżką każdemu podmiotowi bezpośrednio od Zarządu Dróg i Transportu Urzędu Miejskiego. Hurtowo każda firma będzie mogła nabyć bilety o wartości powyżej 5 tys. zł. Przy jednorazowym zakupie na kwotę 5001-30000 będzie obowiązywać prowizja 5 proc. Między 30001 a 100 000 wyniesie ona 6 proc., natomiast powyżej 100 001 – 8.8 proc. Wszyscy posiadacze hurtowej ilości biletów będą mogli je sprzedawać detalistom (np. kioskarzom, sklepikarzom). Radni uznali, że w ten sposób ostatecznie rozwiąże się problem dystrybucji biletów. Po pierwsze obawa, że pojawi się hurtownik-monopolista będzie bezzasadna, bo odtąd zawsze będzie ich co najmniej kilku. A po drugie nie będzie trzeba organizować co pewien czas przetargu. Firmy dystrybucyjne będą musiały spełnić zapisane w uchwale kryteria. Zaproponowane przez Zarząd zniżki zostały ustalone na podstawie ofert przedsiębiorstw z dwóch ostatnich przetargów. Powstał wówczas tylko jeden mały problem – uchwała miała obowiązywać dopiero od połowy grudnia i na dwa pierwsze tygodnie miesiąca nie został wyznaczony dystrybutor biletów. Już pod koniec listopada mieszkańcy zaczęli narzekać, że mają kłopoty z nabyciem „jednorazówek”. Władze musiały szybko podjąć decyzję, co zrobić z dwutygodniową luką.
Wraca Kolpoter
W tej sytuacji ZDiT podpisał 3 grudnia stosowną umowę z… Kolporterem, który zaoferował w poprzednim przetargu najkorzystniejsze warunki. Poza tym firma ta jest doskonale przygotowana do dystrybucji biletów, robiła to dobrze do końca listopada, dlatego może zająć się tym dalej bez specjalnych przygotowań. Jednak pozostali hurtownicy nie kryją swojego niezadowolenia. Nie rozumieją, dlaczego Kolporter nadal rozprowadza bilety, skoro mógł to robić tylko do końca listopada. Ich zdaniem wszyscy powinni mieć równe szanse, a to może zagwarantować jedynie wolna sprzedaż „jednorazówek” bezpośrednio w urzędzie. Pikanterii całemu zamieszaniu dodaje fakt, że umowa ZDiT z Kolporterem ma obowiązywać do końca grudnia…Zdaniem konkurencji jest to bardzo dziwna sprawa, skoro w połowie tego miesiąca ma wejść w życie uchwała Rady Miejskiej. Ich zdaniem jest prawdopodobne, że jednak „biletowy” przepis nie wejdzie w życie i karuzela z biletami rozkręci się na nowo…
Aby dodatkowo uniezależnić się od kioskarzy, białostocki Zarząd Dróg i Transportu Urzędu Miejskiego postanowił wprowadzić również bezpośredni system sprzedaży biletów i wpadł na pomysł, aby zainstalować w autobusach automaty biletowe. Aktualnie w Polsce na podobne rozwiązanie zdecydowano się tylko w Zielonej Górze i wszyscy pasażerowie tego miasta chwalą sobie tą decyzję. Od połowy listopada również białostoczanie mogą z nich korzystać, ale jedynie na liniach 10 i 9, ponieważ tylko na tych liniach zamontowano urządzenia testowe. Biletomaty, które za darmo wypożyczyły firmy: Pixel Serwis z Bydgoszczy (linia numer 10) i Merona z Wrocławia – przedstawiciel producenta firmy Elgeba (linia linia 9), będą „sprawdzane” do końca grudnia. O tym, czy po okresie próbnym władze miasta zainstalują automaty we wszystkich autobusach, zadecydują względy ekonomiczne. Jedno urządzenie kosztuje od 5 do 15 tys. zł, więc z miejskiej kasy trzeba byłoby wyłożyć ponad milion złotych. Nie ulega wątpliwości, że wyposażenie autobusów w automaty bardzo ułatwiłoby pasażerom korzystanie z usług komunikacji miejskiej.
Obsługa biletomatów jest bardzo prosta. Urządzenie „przyjmuje” monety od 5 groszy do 5 złotych, a resztę oddaje w 5-, 10-, i 50-groszówkach. Należy nacisnąć przycisk „bilet normalny” lub „ulgowy” i po kilku sekundach pasażer otrzymuje wydrukowany bilet. Na blankiecie widnieje cena biletu, jego rodzaj, data i godzina wydruku oraz strefa, w której jest ważny. Może się również zdarzyć, że w maszynie…skończy się bilon. W takim wypadku zamiast biletu automat „zwraca” wrzucone monety. Biletomaty z „dziewiątek” (Elgeba) różnią się tym od tych z „dziesiątek”, że nie wydają reszty. Pasażer, który wrzuci np. „pięciozłotówkę”, oprócz biletu dostanie kupon z wydrukowaną kwotą reszty. Kiedy nazbiera odpowiednią ilość paragonów, może odebrać resztę w kasie Zarządu Dróg i Transportu.
Co o biletomatach myślą pasażerowie?
-„To bardzo dobry pomysł – mówi Elżbieta Karnowska, ekspedientka – Nie muszę szukać kiosku. Wsiadam, wrzucam monetę, wyjmuję bilet i spokojnie jadę dalej.”
-„Kupowanie biletów w kiosku zwłaszcza na siarczystym mrozie nie należy do przyjemności – wyznaje Kamil Mierzwiniuk, student – Zdarza się, że jest kolejka, a autobus właśnie rusza. Teraz mam problem z głowy.”
-„Mam bilet miesięczny, ale na jedną linię – mówi Zygmunt Morawski, urzędnik- ale zdarza mi się podjechać kilka przystanków innym autobusem i zapominam o kupnie biletu jednorazowego. Dobrze, że są automaty. Bardzo duże udogodnienie.”
-„Panie, wszędzie teraz te automaty, komputery…- odpowiedziała Maria Klepicka, woźna – Dla mnie to niepotrzebne, bo mam „dekadówkę”. Ale ludzie są tacy zabiegani, wszędzie się śpieszą. To kupią sobie teraz bilet w autobusie. Lepsze to niż jechać na gapę.”
Jak można było się spodziewać, pasażerowie jeżdżący na biletach okresowych pojawienie się biletomatów przyjęli bez entuzjazmu. -„Kupuję miesięczny. Dla mnie tych automatów mogłoby nie być – oświadczył Tomasz Morciuk, sprzedawca – Poza tym szukać drobnych, wyjmować portfel, a złodzieje nie śpią. Zresztą chuliganeria będzie wrzucać jakieś żetony i tyle będzie pożytku z tych automatów. Wandale niczego nie uszanują.”
Kioskarze nie boją się konkurencji biletomatów, ponieważ sprzedaż biletów zawsze stanowiła niewielki procent ich obrotów. Pasażerowie muszą również wiedzieć o tym, że automat nie zastąpi kiosku. Nie można w nim kupić kilkunastu biletów i posługiwać się nimi w autobusach różnych linii. Bilet automatowy jest ważny tylko w tym autobusie, w którym go „dostaliśmy”. Nie wolno na nim „jechać” również w autobusie tej samej linii. Na paragonie jest przecież wydrukowany numer boczny autobusu. Zagadnięci przeze mnie w „dziesiątce” licealiści są bardzo zmartwieni pojawieniem się biletomatów:
-„Nie raz jeździmy na gapę. Często wciskamy kanarom kit, że jest późno, kioski pozamykane, albo biletów nie było i czasami udaje się wykręcić od kary. A teraz co ?! Żadnej wymówki…Jest automat to i bilet musi być…”
Białostoczanie życzą sobie w Nowym Roku, aby nowy system dystrybucji biletów okazał się niezawodny i żeby władze miasta znalazły pieniądze na zakup biletomatów do wszystkich autobusów. Wierzą, że jeżeli tak się stanie, skończą się wreszcie ich problemy z zakupem biletów.