Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Będziemy walczyć o refundację kursów wykonywanych poza szczytem – wywiad z Krzysztofem Gutowskim, prezesem Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji

infobus
15.12.2004 20:19

Prezes Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji - Krzysztof GutowskiZ okazji 10-lecia Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji rozmawiamy z jej prezesem – Krzysztofem Gutowskim.

Polska Izba Gospodarcza Transportu Samochodowego i Spedycji została powołana do istnienia w 1994 r., jako organizacja reprezentująca środowisko transportowe. Panie Prezesie, co uważa Pan za największe dokonanie tych 10 lat?

Po pierwsze – integracja środowiska i to nie tylko złożonego z dawnych przedsiębiorstw PKS, ale całego środowiska przedsiębiorców zajmujących się przewozem osób. Zrzeszamy nie tylko przedsiębiorstwa PKS, ale również inne firmy prowadzące przewóz ludzi. Druga sprawa – w zasadzie utrzymanie podstawowego zadania – przewozów pasażerskich – przedsiębiorstw PKS. Dzięki różnym działaniom te przedsiębiorstwa do dzisiaj funkcjonują w branży transportowej i to jest chyba ewenementem w Polsce. Trzecia sprawa jest związana z siecią transportową. Udało nam się utrzymać prawie całą sieć komunikacyjną. Ponad 85% obszaru Polski jest obsługiwane przez naszych członków. Jest to duże osiągnięcie i muszę powiedzieć, że właśnie dzięki Izbie taki stan rzeczy cały czas funkcjonuje. Przyjęliśmy zasadę, że my pracujemy dla przedsiębiorstw – nie dla siebie jako Izby – ale dla naszych członków. Staramy się robić wszystko, co jest potrzebne przedsiębiorstwom, aby dobrze funkcjonowały. Nasz ostatni krok w tym kierunku to uzyskanie 25 listopada br. normy ISO 9001. Dzięki temu będziemy mogli korzystać z funduszy na szkolenia zarówno naszych, polskich, jak i unijnych.

Jednym z podejmowanych działań przez Izbę było organizowanie zbiorowych zakupów autobusów dla przedsiębiorstw PKS…

Tak. Ponad 10 lat temu w transporcie pasażerskim bardzo zmalały zakupy nowego taboru. Przedsiębiorstwa jeździły na starym wysłużonym taborze. Pierwszym koniecznym działaniem Izby było zdobycie środków na odnowienie taboru. Po wielu rozmowach, które przeprowadziliśmy najpierw na komisji sejmowej, później z dawnym Ministerstwem Transportu oraz Ministerstwem Finansów, doprowadziliśmy do tego, że rząd zdecydował się na 20%-owe dofinansowanie przedsiębiorstw przy zakupie nowych autobusów. Przedsiębiorstwa dostawały pieniądze z budżetu dopiero, gdy kupiły pojazdy za własne pieniądze. Izba została upoważniona do administrowania tymi funduszami. Trzeba było załatwić wiele spraw, przejść m.in. przez Urząd Zamówień Publicznych. Dzięki temu przedsiębiorstwa zakupiły w latach 90-tych aż 2800 nowych autobusów. Myślę, że gdyby nie to zamówienie, np. Autosan przestałaby istnieć. Zresztą był to jeden z argumentów podczas rozmów z przedstawicielami ministerstw. Przekonaliśmy ich, że jest to nie tylko sposób na wzmocnienie przewoźników, ale także na utrzymanie produkcji i załogi zakładów produkcyjnych. Można powiedzieć, że Autosan funkcjonuje dzisiaj m.in. dzięki tamtej inicjatywie Izby.

Czyli było to działanie korzystne dla wszystkich stron, gdyż Autosan też jest członkiem Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji…

Oczywiście. Zrzeszamy nie tylko przewoźników, ale i firmy, które pracują na rzecz transportu. Taka jest formuła naszej działalności zapisana w statucie. Ona jest bardzo trafna i dobra, bo dla tych przedsiębiorstw jest rynek zbytu. Mamy firmy, które zajmują się produkcją i sprzedażą autobusów, a także wszelkiego rodzaju komponentów. Moim zdaniem taka formuła sprawdza się w życiu. Dla nich to jest rynek, a dla reszty naszych członków – możliwość wyboru.

Dlaczego Izba zaprzestała organizowania zbiorowych przetargów na autobusy?

W tej chwili przedsiębiorstwa PKS czują się bardzo samodzielne i same chcą kupować tabor. Poza tym wspólne zakupy funkcjonowały, kiedy dostawały centralne dofinansowanie. Obecnie nasi członkowie nie są zaintersowani taką formą zakupów. Może kiedyś jeszcze do tego dojrzeją… Dodatkowy problem stwarza tutaj wysoki import używanych autobusów z zagranicy przez przedsiębiorstwa PKS.

Jakie największe problemy stoją przed systemem organizacji przewozów międzymiastowych w Polsce?

Najważniejsze jest to, żeby wreszcie prawo było przyjazne dla transportowców. Jeżeli to prawo będzie dobre, to reszta będzie spełniać swoją społeczną rolę. Myślę tutaj o systemie podatkowym – np. o ostatniej ustawie VAT. Marzy nam się taka sytuacja w przyszłości, żeby ktoś zaczął doceniać przewoźników publicznych w Polsce. To jest bardzo ważna sprawa. Mniej kosztowny dla państwa jest dobrze zorganizowany transport zbiorowy niż rozbudowa infrastruktury. Jeżeli tak będzie i państwo to zrozumie, to powinny się znaleźć środki pomocowe, żeby wyposażyć te przedsiębiorstwa w dobry tabor. Natomiast my zajmiemy się organizacją transportu, aby w pełni spełniała oczekiwania pasażerów. Ale do tego potrzebna jest ustawa o zbiorowym transporcie. My jej nie forsujemy w tej chwili, dlatego, że nie ma na to pieniędzy, a przepis bez możliwości realizacji mija się z celem.

Jak obecnie wygląda sprawa rekompensaty utraconych wpływów z tytułu sprzedaży biletów ulgowych i darmowych?

Wiadomo, że przy honorowaniu ulg nie da się utrzymać firmy transportowej z samej sprzedaży biletów. W całym europejskim transporcie pasażerskim zwracane są pieniądze za stosowane ulgi. Ponadto zwracane są pieniądze za kursy świąteczne, kursy poza szczytem, gdzie nie ma pasażerów. W Polsce na początku zwroty pieniędzy za utracone wpływy z tytułu honorowania ustawowych ulg były przyznawane w formie różnych dotacji. Ich łączna pula wynosiła 120-140 mln złotych. Przez kilka lat walczyliśmy, żeby zmienić formułę i wprowadzić czytelne dopłaty. Nie chcieliśmy, żeby to była dotacja, bo dotacją można rozmaicie manipulować. Po kilku latach udało się nam przekonać Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Infrastruktury, że taka forma jest najlepsza. W związku z tym przedsiębiorstwa zakupiły kasy fiskalne i wydruk biletów ulgowych z tych kas stał się podstawą do zwrotu utraconych wpływów. Okazało się, że na ten cel potrzeba 400 mln zł, a nie 120-140. Dwa lata temu to rozwiązanie wprowadzono w życie i każdego roku państwo musi te ok. 400 mln zł przekazać przedsiębiorstwom wykonującym międzymiastowe połączenia autobusowe.

Jaka suma w przyszłym roku zostanie przekazana członkom Izby z tytułu dofinansowania do biletów ulgowych?

Nie mogę powiedzieć, jaka to będzie suma, gdyż do tej pory te środki nie są określone. Pula ta nie jest zapisana w budżecie państwa, ale w budżetach poszczególnych województw. Nie mamy nad tym kontroli, lecz mamy przygotowaną procedurę, która opiera się na ustawie o dopłatach do ulgowych przejazdów. Zgodnie z nią na podstawie wydruków z kas fiskalnych, każdy wojewoda musi zwracać przewoźnikom straty poniesione w wyniku honorowania ulg biletowych. Na tym polu jesteśmy cały czas aktywni. Walczymy, protestujemy, gdzie indziej rozmawiamy. Musimy tej sprawy pilnować cały czas i nie spuszczać jaj na moment z oka. Na razie te dopłaty idą regularnie, umowy są podpisywane – jak będzie w przyszłym roku, po prostu tego jeszcze nie wiem.

A jak wygląda sprawa refundacji kursów wykonywanych poza szczytem komunikacyjnym w Polsce?

Ta forma dofinansowania jeszcze nie funkcjonuje w Polsce, ale będziemy o to walczyć. Być może dzięki Unii Europejskiej będziemy potrafili wywalczyć środki na ten cel. To jest sprawa już funkcjonująca w całej Europie. Poza tym przedsiębiorstwa wykonujące komunikację publiczną zbiorową otrzymują poważne środki na zakup taboru. Nie wiem, dlaczego na ten cel nie ma dla polskich przedsiębiorstw specjalnych środków z Unii. Ostatnio, kiedy byliśmy ma spotkaniu w UITP, przekonaliśmy to stowarzyszenie, że powinno się tym zająć. Dla nas środkiem produkcji jest autobus. Dlaczego więc na różne maszyny czy inne środki produkcji są pieniądze, a na zakup autobusów nie ma?

Następny sektor działalności Izby to szkolenia….

Jesteśmy instytucją, która bardzo dużo szkoli. Do tego wydajemy wiele broszur i książek. Kiedyś Zjednoczenie wydawało instrukcje i my teraz to zastępujemy. Szkolimy począwszy od prezesów, dyrektorów, przez księgowych, po ludzi zajmujących się organizacją przewozów, finansów. W tej chwili przeszkoliliśmy u nas wszystkich członków, którzy zdobyli dokumenty kompetencji zawodowych obowiązujące w Unii. Ponadto robimy też szkolenia zewnętrzne, na których certyfikaty kompetencji zdobyło wiele osób.

Izba to również silny lobbing na rzecz wprowadzania w życie aktów prawnych ułatwiających funkcjonowanie zrzeszonym firmom transportowym…

My to nazywamy porządkowaniem prawa. Mamy w Izbie dość mocny zespół legislacyjny. Bierzemy udział w posiedzeniach komisji sejmowych. Nawet niekiedy udaje nam się współpracować z resortami na etapie tworzenia prawa. Byliśmy m.in. opiniodawcami ostatniej ustawy o zamówieniach publicznych i ta współpraca była wymieniana jako wzór współdziałania. Również udało nam się wpłynąć na ustawę o transporcie drogowym. Jeżeli pojawia się jakieś niebezpieczeństwo legislacyjne – od razu o tym piszemy, opiniujemy. Tak było z ostatnią ustawą o VAT, która wprowadziła sporo niepotrzebnego zamieszania. Prawo jest dla nas bardzo ważne i dlatego staramy się pomóc przy jego porządkowaniu. Nasi ludzie w Sejmie biorą udział w posiedzeniach komisji ds. transportu, w których m.in. ja również uczestniczę. To także jest naszym dużym osiągnięciem.

Czy Izba otrzymuje jakieś dotacje z urzędów centralnych?

Jesteśmy instytucją, która na działalność nie dostaje żadnych dotacji. Zarabiamy pieniądze sami. W tym celu zajęliśmy się m.in. sprzedażą kart opłat drogowych, tzw. winiet. Mamy swoją sieć ich dystrybucji i w pierwszych dwóch latach funkcjonowania sprzedawaliśmy prawie 20% wszystkich winiet w skali całego kraju. Ponadto jesteśmy jedyną organizacją, która otrzymała uprawnienia do rozprowadzania dokumentów potrzebnych do przewozów transportowych – np. wzorów druków, licencji, pozwoleń, które przekazujemy do wszystkich samorządów. To nie daje dużych pieniędzy, a raczej więcej mamy kłopotów… Ponieważ u nas prawo się zmienia, druki się zmieniają, a my musimy mieć aktualne wzory w magazynie, to więcej drukujemy niż tego wychodzi i w związku z tym ponosimy też pewne straty.

Jakie są zadania regionalnych oddziałów Izby?

Zadania oddziałów są podobne jak całej Izby. Stworzyliśmy je po to, żeby mieć dobrą komunikację z naszymi członkami. Ponadto ważnym celem była też bezpośrednia współpraca z Urzędami Marszałkowskimi. Moim zdaniem w przyszłości to właśnie Samorząd Wojewódzki będzie miał decydujący wpływ na rozwój komunikacji i my jesteśmy na to przygotowani. I to już zdaje egzamin.

W lipcu Polska Izba Gospodarcza Transportu Samochodowego i Spedycji stała się członkiem UITP. Jakie nadzieje wiąże z tym członkostwem?

UITP jest jedną z największych organizacji tego typu na świecie. Poprzez swój udział chcielibyśmy wpłynąć na tę organizację, żeby zajmowała się najpotrzebniejszymi sprawami przewoźników. Poza tym liczymy na szerszy dostęp do środków unijnych. Zarząd UITP podzielił nasz pogląd, że trzeba się starać o środki na zakup autobusów. To jest największa bolączka polskich przedsiębiorstw. Państwa, takie jak Niemcy, Francja są bogate i nie odczuwają tego problemu, natomiast cała ściana wschodnia są to państwa biedne i nie mają na to środków.

Jednym z ważniejszych zadań stojących przed PIGTSiS jest pomoc członkom w pozyskiwaniu funduszy unijnych. Jak to wygląda w praktyce?

Staramy się poprzez szkolenia wskazywać naszym członkom, gdzie i jakie środki mogą zdobyć. M.in. w tym celu byłem członkiem rady konsultacyjnej przedsiębiorców przy m inistrze ds. europejskich – Danucie Hübner, dzięki czemu przekazywaliśmy wiele pożytecznych informacji naszym członkom. Jest jednak jedna sprawa, której nie mogę zrozumieć i nikt mi nie potrafi logicznie jej wyjaśnić: komplikacja i nieczytelność procedur. Nawet swego czasu rozmawiałem o tym z byłym premierem Leszkiem Millerem. Mieli się nad tym zastanowić, ale pogadaliśmy sobie i na tym się skończyło.

Jak Pan Prezes ocenia analizę sytuacji rynkowej, która zastąpiła koordynację rozkładów jazdy, jako sposób harmonizacji regularnego przewozu osób w Polsce?

Uważam, że te analizy to jest dobry pomysł. Nie wszędzie wykonują je regionalne oddziały Izby. Niektóre samorządy robią własne analizy. Wszystkim złożyliśmy ofertę, że jesteśmy w stanie takie analizy robić i niektórzy nam je zlecają. To jest forma opinii odnośnie zakresu koniecznej komunikacji i w pewien sposób wyklucza to działania korupcyjne, jak np. załatwianie obsługi linii za łapówki. Analiza jest przeprowadzona i na jej podstawie można podejmować decyzje. Czy to z budżetu samorządu, czy państwa – to są przecież pieniądze podatników i trzeba je chronić. Poza tym nie można tak sobie „rozdmuchać” komunikacji w danym regionie. Myśmy mieli takie przypadki, że na jednej linii było trzydziestu przewoźników i każdy chciał jeździć tylko w szczycie i każdy stosował inne ceny. Sprzeciwiamy się takiemu chaosowi komunikacyjnemu, gdyż to nie jest zbiorowa komunikacja. Komunikacja publiczna ma zapewnić obywatelowi równą możliwość dojazdu do urzędu, do lekarza czy na uczelnię.

Polska Izba Gospodarcza Transportu Samochodowego i Spedycji wykonuje dla samorządów analizy sytuacji rynkowej przewozów. Niektórzy prywatni przewoźnicy uważają się za dyskryminowanych, gdyż jak twierdzą, jest to zabezpieczenie interesów członków izby.

Po pierwsze – nie dyskryminujemy nikogo. Moi członkowie też mogą powiedzieć, że są dyskryminowani. My robimy analizę dla samorządu i to jest nasza opinia. Samorząd może ją wykorzystać lub nie. My, jako fachowcy, stwierdzamy, że taki zakres komunikacji jest potrzebny. Z kim marszałek województwa podpisze umowy, to jest jego sprawa – nie Izby. Po prostu – to nie my decydujemy.

Podczas spotkania w Jachrance z okazji 10-lecia organizacji, zaprezentowano Centralny System Sprzedaży i Rezerwacji Miejsc. Na czym polega i kiedy rozpocznie się jego wdrażanie?

Nad tym systemem cały czas pracujemy. W tym celu prowadzimy rozmowy z Niemcami. To jest sprawa bardzo kosztowna i dlatego m.in. staramy się o środki unijne na ten cel. Chcemy go stworzyć i chcemy, żeby sprawnie funkcjonował.

Panie Prezesie, jak wygląda współpraca Izby ze środowiskiem przewoźników miejskich?

Nie przeszkadzamy sobie. Współpracujemy z Izbą Komunikacji Miejskiej, ale oni mają inny pogląd na wiele spraw. Poza tym są inaczej finansowani. Są przyzwyczajeni, że wiele mogą dostać, natomiast my na to musimy sami zapracować. Jeżeli chodzi o wspólne wystawy czy targi, to moim zdaniem nie ma sensu organizowania wspólnych przedsięwzięć tego typu, bowiem różnica jest zasadnicza.

Czego powinniśmy życzyć Izbie z okazji 10-lecia działalności?

Żeby nam nikt nie przeszkadzał.

Dziękujemy za rozmowę.