Autobusy z e-mytem
Dziś można ocenić, że zarówno ustawa jak i system elektronicznego systemu pobory opłat drogowych jest nie do końca przemyślany. Po wejściu w życie systemu e-myta koszty funkcjonowania miejskich autobusów w niektórych gminach wzrosły o 5 proc. Gminy muszą płacić za każdy pojazd powyżej 3,5 tony, który jedzie po drogach objętych płatnościami.
Samorządy alarmują, że wkrótce spowoduje ono wzrost kosztów transportu zbiorowego, który za korzystanie z dróg objętych systemem viaTOLL też musi płacić. W efekcie zapłacą pasażerowie. Dlatego samorządy domagają się wprowadzenia ulg lub całkowitego zwolnienia z opłat autobusów komunikacji miejskiej, które korzystając z odcinków dróg włączonych do elektronicznego systemu poboru opłat, muszą za to płacić – tak jak wszystkie inne pojazdy o masie powyżej 3,5 tony. Z danych napływających od operatorów w kraju wynika, że wzrost kosztów transportu w aglomeracjach wynosi 5 proc. za wozokilometr. Gorzej jest w mniejszych miastach w strefie metropolii. Na przykład w tym roku wejherowski MZK dopłaci do przewozu pasażerów ponad 100 tys. zł. Z kolei jak szacuje Związek Powiatów Polskich, miasta w powiecie poznańskim poniosą dodatkowe koszty w wysokości nawet 1,5 mln zł rocznie. Tutaj przykładem może być droga krajowa nr 92, którą jeżdżą autobusy ze Swarzędza do Poznania. Codziennie wożą ponad 20 tys. pasażerów. W Swarzędzu zawrzało. – Dla nas to droga lokalna biegnąca przez środek miasta. Teraz stanęło na niej pięć bramek elektronicznych, które 'uszczęśliwiają’ mieszkańców. Nie wiem, kto wpadł na taki pomysł – oburza się burmistrz Anna Tomicka. Szacuje, że opłaty będą kosztować gminę tylko w tym roku 100 tys. zł. Tomicka napisała nawet w tej sprawie list otwarty do premiera Donalda Tuska. – Nikt nie będzie mi narzucał, że mam przewracać budżet gminy do góry nogami, i to w połowie roku – podkreśla.
Po innym odcinku tej drogi jeżdżą autobusy gminy Tarnowo Podgórne. – Postawiono nas przed faktami dokonanymi. Do tej pory byliśmy zwolnieni z opłat. Teraz będą nam kasować pieniądze za każdy kilometr, a jesteśmy oddaleni o 10 km od Poznania. To tym większy problem, że innej drogi nie mamy – martwi się Mikołaj Stempel, kierownik przewozów. Najgorzej ma przewoźnik w Kórniku. Jego autobusy jeżdżą drogą ekspresową S11. – Musimy płacić aż 40 groszy za każdy kilometr, bo mamy stary tabor, który emituje więcej spalin. Rocznie będzie nas to kosztować 500-600 tys. zł rocznie. Za te pieniądze moglibyśmy kupić jeden nowy autobus – mówi Beata Urbaniak, prezes Kórnickiego Przedsiębiorstwa Autobusowego Kombus. Według niej komunikacja miejska powinna być całkowicie zwolniona z opłat.
Podobna sytuacja jest na Śląsku. Z przeprowadzonych przez Łukasza Kmitę wyliczeń wynika, że przewoźnicy wykonujący komunikację miejską na terenie Związku Komunalnego Gmin „Komunikacja Międzygminna w Olkuszu i wyjeżdżający na trasę 94, która została włączona do elektronicznego systemu pobory opłat drogowych – będą musieli zapłacić za e-myto i to ok. 20 tys. złotych miesięcznie. –„Te stawki nie były wkalkulowane w cenę za wozokilometr, jaka została wyłoniona w drodze przetargu”–mówi Wojciech Gleń, szef ZKG „KM”w Olkuszu zajmującej się organizowaniem komunikacji miejskiej na terenie gmin Olkusz, Bolesław, Bukowno, Klucze. Przetargi w ZKG „KM”na linie organizowane były m.in. w latach 2009 i 2010. Od tego czasu cena paliwa znacząco poszła w górę. Teraz dochodzą koszty tzw. e-myta. –„Oszczędzamy na wszystkim czym się da. Stawki za jakie jeździmy autobusami są niewielkie –rzędu 3 zł za wozokilometr. Wprowadzenie opłat za przejazd drogami w systemie e-myto”sprawiło, że nasza firma przestała zarabiać”–ocenia jeden z prywatnych przewoźników, wykonujących komunikacje miejską.
Co na to Ministerstwo? Z jednej strony podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury, Radosław Stępień mówi: zwolnienia z opłat są możliwie, ale najpierw musimy wiedzieć, ilu gmin dotyczy problem i o jakich kwotach mówimy. Taka analizę ma wykonać IGKM. Pierwsze prognozy mają być gotowe w październiku. Dopiero na ich podstawie Ministersko będzie rozmawiać o konkretnych rozwiązaniach. To wersja optymistyczna, gdyż w odpowiedzi na zapytanie dt. zwolnień autobusów wystosowane przez posła PIS – Jacka Osucha i to jeszcze na długo przed wejściem w życie przepisów o elektronicznym systemie poboru opłat drogowych, Ministerstwo Infrastruktury odpowiedziało: –„Postulat zwolnienia z opłaty elektronicznej autobusów wykonujących regularne przewozy pasażerskie na trasach do 100 km oraz autobusów komunikacji miejskiej nie może być przez Ministerstwo Infrastruktury zrealizowany. Postępowanie takie byłoby niezgodne z zapisami art. 13 ust.3 ustawy o drogach publicznych, zgodnie z którym opłatę pobiera się od wszystkich autobusów bez względu na rodzaj wykonywanej działalności zarobkowej”–pisze w odpowiedzi na interpelację posła Jacka Osucha podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury, Radosław Stępień. –„Pragnę również podkreślić, że obejmując opłatą elektroniczną poszczególne kategorie pojazdów nie kierowano się więc ich przeznaczeniem, ale przyjęto założenie, że opłatę ponosić będą wszystkie pojazdy ciężkie, ponieważ w istotny sposób przyczyniają się one do zużycia infrastruktury drogowej –stwierdził Radosław Stępień. Minister przypomniał, że ustawa o drogach publicznych zawiera wąski, zamknięty katalog pojazdów zwolnionych z opłaty elektronicznej. Zdaniem resorty wprowadzanie zwolnień spowodowałoby zmniejszenie wpływów z tytułu e-myta i mniejsze inwestycje na drogach. –Wpływy z opłaty elektronicznej będą zasilać Krajowy Fundusz Drogowy, z którego finansowane są inwestycje drogowe w Polsce. Państwo musi mieć bowiem środki na budowę, utrzymanie, naprawę, przebudowę dróg i dostosowanie ich do standardów bezpieczeństwa –temu służyć mają, miedzy innymi, wpływy z elektronicznego systemu poboru opłat. Jeżeli Polska dąży do posiadania dobrze rozwiniętej infrastruktury drogowej, należy zapewnić odpowiednie źródła finansowania i obciążania tych, którzy z tej infrastruktury korzystają –podkreśla minister Stępień.
Szkoda, że Ministerstwo Infrastruktury wzięło pod uwagę tylko swoje argumenty, a nie przychyliło się do propozycji przewoźników czy samorządów, gdyż wzrost opłat w przypadku komunikacji miejskiej na pewno przełoży się na wzrost cen biletów. –„Uszczuplanie Krajowego Funduszu Drogowego byłoby nieodpowiedzialne. Ze zwolnień z opłat nikt jeszcze nie zbudował dobrej drogi”- ripostuje podsekretarz stanu Radosław Stępień. Oczywiście, ale to w końcu rząd wspiera zrównoważony rozwój transportu publicznego czy tylko buduje drogi? Wydaje się, że tutaj bez mocnego lobbingu miast i samorządów gminnych na Ministerstwo nic nie uda się wywalczyć. Niestety, ewentualne tutaj zwycięstwo z rządem byłoby pierwszym takim przypadkiem w historii branży transportu zbiorowego od transformacji.