Gdańsk: Karzą za zatrzymanie autobusu
Nawet 360 zł kary można zapłacić za brak dokumentu potwierdzającego uprawnienie do ulgowego biletu. Właśnie tyle ma do zapłaty każdy z trójki licelistów z Gdańska. W listopadowe popołudnie 18-latkowie wracali do domu z wycieczki szkolnej.
– Na Trakcie św. Wojciecha wsiadł kontroler i sprawdził nam bilety. Ponieważ żaden z nas nie miał legitymacji szkolnej ani innego dokumentu tożsamości, posypały się kary – relacjonuje licealista.
Zrobiło się gorąco, chłopcy wdali się w pyskówkę z kontrolerem firmy Trans Kontrol.
– Był duży tłok, godziny szczytu – mówi drugi z ukaranych, Rafał Markuntowicz. – Chcieliśmy wysiąść na Oruni, ale kontroler nie pozwolił, zdenerwowaliśmy się i nie podaliśmy mu danych. Wtedy wezwał policję.
Chłopcy przejechali jeszcze 4 przystanki, nim przy ul. Grunwaldzkiej w Pruszczu Gdańskim pojawiła się policja.
– Wysiedliśmy na przystanku, a autobus pojechał dalej – wspomina Arek. – Kierowca ani nie zboczył z trasy, ani nie czekał na nas dłużej niż 2-3 minuty.
– Przecież tyle trwa sprzedaż biletów na przystankach – żali się Rafał.
– Cała trójka zachowywała się agresywnie i wulgarnie, więc trzeba było wezwać policję – ripostuje Przemysław Kołodziej z Trans Kontrolu. – Kontroler nie może wysiąść z pasażerem przy pierwszym napotkanym komisariacie i doprowadzić go na policję.
W połowie listopada chłopcy odwołali się od nałożonych kar. Firma Trans Kontrol na odpowiedź kazała sobie czekać aż dwa miesiące. Ale już po miesiącu jeden z chłopców otrzymał pismo od firmy windykacyjnej. Czy Trans Kontrol w ogóle rozważał możliwość pozytywnego rozpatrzenia jego odwołania? Kolejną ciekawostką jest fakt, iż prywatne firmy kontrolujące autobusy, miesięcznie wystawiają więcej mandatów za zatrzymanie autobusów niż ZKM Gdańsk w ciągu całego roku.