Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Radomsko: Z autobusu do szpitala

infobus
16.01.2006 00:27

Najstarsze miejskie autobusy w Radomsku dawno już przeznaczono do kasacji. Ich remont podobno się nie opłaca. Mimo to nadal wyjeżdżają na trasy, także poza miasto, gdzie stan dróg daleki jest od ideału.
Pod Radomskiem doszło do poważnego zderzenia dwóch autobusów: PKS i miejskiej komunikacji. Wypadek spowodował kierowca MPK, który jeździ autobusem od miesiąca. Czy pasażerowie mogą się czuć bezpieczni?
To był czarny dzień w historii Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji w Radomsku.
Najpierw wczesnym rankiem, 9 stycznia, jeden autobus zderzył się z ciężarówką na ulicy 11 Listopada w Radomsku, w południe w Bloku Dobryszyckim doszło do drugiego wypadku, po którym dziesięć osób odwieziono do szpitala. Tym razem „czerwony” na skrzyżowaniu równorzędnych dróg wymusił pierwszeństwo i wjechał w autobus Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej w Radomsku.
Za spowodowanie wypadku odpowie prawdopodobnie kierowca MPK, już ukarano go mandatem. Okazuje się, że pracował on w spółce od kilkunastu dni, wcześniej miał tylko uprawnienia do prowadzenia samochodów osobowych. Mężczyzna trafił do MPK po przeszkoleniu na koszt urzędu pracy, wcześniej nie jeździł nawet samochodami ciężarowymi, posiadał prawo jazdy kategorii B.
Takie fakty wywołują w Radomsku dyskusję, czy pasażerowie miejskich autobusów mogą się w nich czuć bezpiecznie.
– Dlaczego tak niedoświadczonego kierowcę wysłano w czasie zimy w trasę poza miasto, gdzie stan dróg pozostawia wiele do życzenia – zastanawia się Ryszard Szczygłowski, przewodniczący komisji bezpieczeństwa w radzie miejskiej w Radomsku. – Kiedy mówiłem, żeby autobusy remontować i sukcesywnie kupować co rok kilka nowych, prezes spółki stwierdził, że te autobusy nie nadają się nawet do remontu. Dlaczego więc wyjechały?
Jerzy Toczyński, prezes MPK w Radomsku, przyznaje, że winę za spowodowanie wypadku ponosi jego kierowca. Dodaje jednak, że droga była oblodzona. Jakie poniesie konsekwencje kierujący autobusem, nie wiadomo. Prokuratura może postawić mu zarzut spowodowania wypadku i uszczerbku na zdrowiu u osób trzecich. Grozi za to do 3 lat pozbawienia wolności.
– Warunki drogowe były jednak trudne, wąsko, lód, a na poboczu pryzmy śniegu – przyznaje Grzegorz Leszczyński z radomszczańskiej drogówki.
Tymczasem zdaniem radnego Szczygłowskiego wątpliwości może budzić także stan pojazdu. – Biegli muszą dokładnie ustalić czy to, co powinno być idealne, czyli hamulce i opony, rzeczywiście było w porządku – mówi szef miejskiej komisji bezpieczeństwa.
Ekspertyzy stanu technicznego dopiero trafią do prokuratury.
Jak twierdzi Karol Balsam z PKS w Radomsku, ich autobus nie miał żadnych usterek. – Nie wiem jeszcze, czy będzie remontowany czy pójdzie do kasacji – mówi kierownik.
Prezes Toczyński też zapewnia, że ich autobus był sprawny, miał do maja br. ważne badania techniczne i opony w dobrym stanie. – Byliśmy na miejscu zdarzenia, potem osobiście dowiadywałem się o stan poszkodowanych – zaznacza prezes.
Wkrótce do wszystkich tych osób trafią przeprosiny. Czy to wystarczy? PKS już wystąpił do zakładu ubezpieczeniowego o odszkodowanie. Mogą go żądać także poszkodowani, ale na długo utkwi im w pamięci to zdarzenie.
– Czułam, jak wchodzimy w zakręt, a kierowca ma problem z wyhamowaniem. Nagle zza drzew wyłonił się drugi autobus. To był moment, huk, krzyki ludzi – tak relacjonują wypadek pasażerowie MPK.
Po zderzeniu konieczne było wydostanie się z wraku, wyważenie drzwi. Kierowca też był ranny. W drugim autobusie, należącym do Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej w Radomsku, poważniejsze obrażenia odniosła tylko jedna osoba – Urszula Szewczyk.
– Miałam pecha, siedziałam tuż za kierowcą, nie widziałam, co dzieje się z przodu – opowiada. – Inni widząc, że nie unikniemy zderzenia, zdążyli się chociaż mocniej złapać poręczy.
– Pogotowie przywiozło dziesięciu poszkodowanych, dwie osoby zwolniono do domu po udzieleniu pomocy ambulatoryjnej – mówi Sławomir Nowerski, ordynator oddziału chirurgii w Szpitalu Powiatowym w Radomsku.
Najmłodszy z rannych to trzyletni chłopiec. Miał rozbitą głowę i twarz. Badania, w tym neurologiczne, nie wykazały jednak poważnych obrażeń i dziecko na żądanie rodziców wypisano ze szpitala. Jego babcia, z którą jechał autobusem, też już wróciła do domu.
Jedną osobę trzeba było operować. W szpitalu leży też młoda dziewczyna z urazem głowy i kręgosłupa szyjnego.
Do bełchatowskiego szpitala przewieziono najpoważniej ranną pasażerkę autobusu MPK, dwudziestokilkuletnią kobietę w trzecim miesiącu ciąży. – Wykonane badanie USG nie wykazało, by płód odniósł jakiekolwiek obrażenia. Kobietę wyprowadziliśmy ze wstrząsu i trafiła na ortopedię, bo konieczne jest operacyjne zespolenie złamanych kości barku – wyjaśnia Nowerski.
Prezes MPK twierdzi, że mimo dwóch wypadków autobusów nie ma powodów do obaw. Przeciętnie spółka odnotowuje kilka niegroźnych stłuczek rocznie, dwa poważne zdarzenia w ciągu jednego dnia to ponoć wyjątek w historii MPK.
Jednak wielu pasażerów ma zastrzeżenia do stanu miejskich autobusów. – Szarpią, hałasują, nie jest to komfortowa jazda. Trudno też ufać kierowcom, niektórzy nawet w mieście jeżdżą moim zdaniem zbyt szybko – mówi młoda kobieta na przystanku przy ulicy Mineralnej. – Poza tym są nieuważni na przystankach, zawsze boję się, że nie zdążę wejść i zatrzaśnie mnie w drzwiach.
– Czasem przyglądam się, jaki bieżnik mają na oponach i wątpię, czy spełnia normy – zastanawia się radomszczanin. – Poza tym niektóre strasznie dymią, aż strach, że się kiedyś zapalą. Już gdzieś czytałem o takim przypadku.
Na pytanie, czy w miejskich autobusach jest bezpiecznie, prezes odpowiada, że to zdarzenie było incydentalne. – Już mamy nowy tabor, wyjeżdżają kolejne zupełnie nowe autobusy. To poprawi komfort i bezpieczeństwo jazdy – zapewnia Toczyński.
Ostatecznie to biegli ustalą, czy miejskie „czerwone” wyjechały w trasę sprawne.