E-bilety w opolskich przedsiębiorstwach PKS
Wprowadzenie elektronicznych biletów miesięcznych to olbrzymi wydatek dla każdego przedsiębiorstwa. Trzeba zakupić bileterki, zainstalować czytniki, urządzenia rejestrujące, specjalistyczny program komputerowy, a przede wszystkim przeszkolić pracowników. O ewentualnych zyskach można myśleć dopiero po kilku latach. Dlaczego Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej na Opolszczyźnie decydują się na wprowadzanie elektronicznych biletów, które wyglądem przypominają karty do bankomatu? Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: aby poprawić jakość świadczonych usług; aby pasażerowie nie musieli godzinami czekać na kurs swego przewoźnika. Tymczasem, jak się okazuje, wprowadzenie elektronicznych biletów nie poprawiło sytuacji tysięcy podróżnych. Dlaczego? Przewoźnicy, choć bardzo chcą, nie potrafią się między sobą dogadać. A najgorsze jest to, że nie wiedzą, w jaki sposób mieliby dzielić się zyskami….
Jak się rozliczać….?
Był rok 2001. Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej w Nysie zastanawiało się, w jaki sposób usprawnić jakość świadczonych usług, a tym samym podnieść renomę firmy. – Na początku 2002 roku, nasze przedsiębiorstwo zakupiło kilkadziesiąt sztuk bileterek typu EMAR – 150 – tłumaczy Tomasz Połosek, specjalista działu przewozów PKS Nysa sp. z o.o. Za jedno takie urządzenie firma zapłaciła ponad trzy tysiące złotych. Ponad rok później, bo w marcu 2003 r. Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej w Nysie jako pierwsze na Opolszczyźnie, a zarazem w kraju wprowadziło elektroniczne bilety miesięczne. – „EM – Karta” to koszt rzędu 14,00 złotych, którą pasażer wykupuje z możliwością zwrotu. Karta taka jest personalizowana i dotyczy tylko jej właściciela – tłumaczy Tomasz Połosek. Jak zauważa specjalista działu przewozów, pasażerowie szybko nauczyli korzystać się z dobrodziejstw techniki, choć na początku wielu z nich dość sceptycznie podchodziło do biletów, które wyglądem przypominają karty kredytowe. – „EM – Karty” to karty bezstykowe. Różnica między kartą chipową jest taka, że karty zbliżeniowe nie posiadają „styków” do podłączenia z urządzeniem czytającym. Zaletą więc jest to, że „EM – Karty” praktycznie nie trzeba wyciągać z portfela. Cała weryfikacja biletu przez bileterkę trwa najwyżej trzy sekundy. W praktyce jednak jest nieodzowną częścią „papierowego biletu” wydawanego w kasie dworcowej, bez którego karta jest nieważna. I odwrotnie „papierowy bilet” jest nieważny bez „EM – Karty”. Obowiązkiem kierowcy jest sprawdzenie posiadania kompletu – mówi Tomasz Połosek. – Bardzo ważną zaletą „EM – Kart” są analizy. Dzięki nim wiemy, które kursy są rentowne, na którym przystanku pasażerowie wsiadają i gdzie wysiadają – dodaje pracownik Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej w Nysie.
Po wprowadzeniu elektronicznych biletów miesięcznych nagle okazało się, że większość lokalnych tras jest deficytowa. Co zatem postanowiła dyrekcja Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej w Nysie? Zlikwidować kursy, do których firma musi dopłacać. Niezadowoleni są pasażerowie i nie ma się temu zresztą co dziwić. Przykładowo, aby dostać się z Nieradowic do Nysy, trzeba jechać dwoma autobusami. I nie byłoby zapewne w tym nic złego, gdyby nie fakt, że rano jest tylko jeden autobus do najbliższego gminnego miasta, w którym trzeba się przesiąść. Jeśli zatem ktoś chce pojechać do stolicy powiatu w godzinach popołudniowych – nie ma takiej możliwości. Cierpią przede wszystkim dzieci dojeżdżające do szkół i wszyscy ci, którzy nie posiadają samochodu. Sytuację bardzo szybko postanowili wykorzystać prywatni przewoźnicy. Busami można dojechać do Paczkowa, Głuchołaz, a nawet do Korfantowa. Przejazd jest tańszy, jednak warto pamiętać, że nie stosują oni biletów ulgowych.
5,10,50
Kolejnym przewoźnikiem na Opolszczyźnie, który zdecydował się wprowadzić elektroniczne bilety miesięczne było Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej w Opolu. Pod koniec grudnia ubiegłego roku firma zainstalowała na dwóch swoich dworcach w Opolu i w Niemodlinie czytniki elektroniczne, a także urządzenia rejestrujące i odczytujące. Bileterki zamontowano w 120 autobusach. – Było to bardzo duże przedsięwzięcie, które pochłonęło wiele pieniędzy – zauważa Zdzisław Bagiński, zastępca dyrektora naczelnego PKS Opole. Jakież było zdziwienie podróżnych, kiedy na początku stycznia 2005 roku kupując bilet musieli dodatkowo zapłacić 5 złotych za wydanie elektronicznej karty. – Budziło to wiele kontrowersji, pamiętam, że ludzie bardzo narzekali. Jednak z perspektywy czasu muszę przyznać, że nie żałujemy decyzji o wprowadzeniu dodatkowej opłaty. Proszę pamiętać o tym, że za wyrobienie jednej takiej karty nasze przedsiębiorstwo musiało zapłacić producentowi 5 złotych – mówi zastępca dyrektora naczelnego opolskiego PKS. – Szczególnie młodzież w końcu zaczęła szanować bilety i jakoś dziwnym trafem nie dochodzi do kradzieży, ani zgub plastikowych kart – uściśla Zbigniew Bagiński. Warto nadmienić, że wydanie drugiego elektronicznego biletu kosztuje podróżnego 10 złotych, a trzeciego – 50. Jeśli natomiast ktoś zrezygnuje z usług przewoźnika, zapłaconych pieniędzy za wydanie nowoczesnego biletu miesięcznego nikt mu zwróci. – Rozwiązanie, które zastosowaliśmy przede wszystkim usprawnia podróż – zauważa Zdzisław Bagiński. – Skasowanie biletu trwa chwilę. Dawniej kierowca musiał zakładać okulary, znajdować na kartoniku odpowiednią datę i ją dziurkować. Jeśli było dużo pasażerów, wpływało to na opóźnienia. Teraz nasze autobusy kursują planowo – podkreśla zastępca dyrektora naczelnego. Elektroniczne bilety miesięczne zamierza wprowadzić również PKS w Strzelcach Opolskich. Kiedy dokładnie? Tego jak na razie nie wiadomo. Prezes przedsiębiorstwa, inż. Aleksander Patoła, ma nadzieję, że uda się to na początku przyszłego roku. Po co opolskie Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej decydują się na wprowadzenie elektronicznych biletów miesięcznych? – Aby pasażerowie nie musieli długo czekać na autobus – odpowiada Tomasz Połosek, specjalista działu przewozów PKS Nysa. Podobnego zdania jest zastępca dyrektora naczelnego PKS Opole Zdzisław Bagiński. Do elektronicznych biletów sceptycznie podchodzi natomiast inż. Aleksander Patoła, który zauważa, że droga pasażerów do jazdy autobusami różnych przewoźników jest nadal bardzo odległa.
Brak porozumienia
W latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia w Polsce funkcjonowało jedno Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej. Kupując bilet, podróżny mógł jechać pierwszym lepszym autobusem, nie martwiąc się, że zostanie wyproszony z wozu. W latach dziewięćdziesiątych sytuacja diametralnie się zmienia. Powstały konkurencyjne spółki, które za wszelką cenę starają się walczyć o klienta. Z dworca głównego PKS w Opolu odjeżdżają autobusy należące do PKS Nysa, PKS Częstochowa, PKS Lubliniec, PKS Strzelce Opolskie, PKS Głubczyce, PKS Ostrów Wielkopolski i kilku innych. Kiedy pasażer decyduje się na zakup biletu miesięcznego w opolskim Przedsiębiorstwie Komunikacji Samochodowej może korzystać z usług tylko tego przewoźnika. – Kilka lat temu podpisana została umowa z PKS Kluczbork na tak zwane połówki miesięczne – mówi Zdzisław Bagiński. – Polega na to na tym, że osoba może w ciągu dnia korzystać z jednego kursu wykonywanego naszym autobusem i jednego, który świadczy PKS Kluczbork – uściśla. Ale nie po to przecież wprowadzano elektroniczne bilety, aby ludzie musieli nadal korzystać z „połówek”. – Dość poważnym problemem jest nawiązanie współpracy z innymi przewoźnikami – tłumaczy zastępca dyrektora naczelnego opolskiego PKS.
Ile czasu zatem musi minąć, aby pasażerowie nie musieli czekać na kurs wykonywany przez przewoźnika, u którego zakupili miesięczny? To pytanie jak na razie pozostaje retorycznym. Wiadomo natomiast, że Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej w Nysie podpisało już jedno porozumienie z opolskim przewoźnikiem. Tyle tylko, że jest ono na razie w formie testowej. W praktyce oznacza to, że nie zawsze podróżny, który kupił bilet u opolskiego przewoźnika, może korzystać z usług nyskiego. Jest jednak nadzieja. Jeśli sprawdzi się testowa forma rozliczeń między firmami, istnieje realna szansa na podpisanie długotrwałego porozumienia. Czy to jednak będzie oznaczać, że podróżując po Opolszczyźnie będzie można jeździć autobusami należącymi do różnych przedsiębiorstw? Na pewno nie! A to z prostej przyczyny: przedsiębiorstwa dysponujące kilkoma autobusami, jak np. PKS Namysłów, nie zdecydują się na wprowadzenie elektronicznych biletów, gdyż po prostu ich na to nie stać.