Płock: nieznany sprawca
W marcu na pasach przed dworcem w Płocku doszło do wypadku, w którym jeden z autobusów PKS potrącił 17-letnią uczennicę wracającą ze szkoły. Kierowca zatrzymał się, wysiadł, pomógł dziewczynie usiąść na ławce, po czym odjechał. Jak się później okazało, obrażenia były na tyle poważne, że konieczne było przeszczepianie martwych tkanek skóry na nogach. Przez kilka miesięcy policja jak i prokuratura nie mogła ustalić winnego, mimo że było wiadomo jaki to kurs, a autobusem jechała koleżanka poszkodowanej. Jak się okazuje, sam PKS w Płocku ma problemy z ustaleniem, który kierowca jechał tego dnia kursem do Drobina! Płocka prokuratura tłumaczy, że PKS podaje niepełne informacje o kursach, których w tym czasie jest kilka w tym kierunku. Otóż grafik płockiego przewoźnika nie odnotowuje przypadków, gdy kierowcy zamieniają się kursami, czy biorą dodatkowe kursy. Ustalenie kierowcy stało się więc trudne. Dodatkowo firma na przesłuchania czy rozpoznania przez poszkodowaną ciągle przysyła innych kierowców. Jednemu już nawet postawiono zarzut, chociaż prokurator nie ma pewności że to na pewno on, bo dziewczyny żadnego z nich nie rozpoznały. Po nagłośnieniu sprawy w mediach prokuratura postanowiła oskarżyć przedsiębiorstwo o utrudnianie śledztwa, twierdząc że albo w PKS mają niesamowity bałagan, albo celowo kryją pracownika.