Trudna sytuacja sektora motoryzacyjnego
Po tym, jak koncern Delphi wystąpił o ochronę przed wierzycielami – czyli mówiąc „po europejsku” – złożył wniosek o upadłość, rynek akcji głównych producentów samochodów i komponentów motoryzacyjnych na amerykańskiej giełdzie zanotował wstrząs. Specjaliści ostrzegają, że Delphi może pociągnąć za sobą swojego byłego właściciela – koncern General Motors – informuje „Gazeta Wyborcza – Auto”. Wczoraj na giełdzie w Nowym Jorku kurs akcji Delphi spadł o 57,1 proc. Delphi od dawna borykało się w USA ze zbyt wysokimi kosztami produkcji i balastem świadczeń socjalnych. W pierwszym półroczu straty Delphi przekroczyły 770 mln dolarów. Obecnie firma będzie mogła obciąć płace i zwolnić część z ponad 50 tys. pracowników w USA. Spółki zależne Delphi spoza USA nie są objęte wnioskiem, będą kontynuować swoją działalność bez nadzoru ze strony sądów amerykańskich i nie podlegają przepisom Rozdziału 11, dotyczącym amerykańskiego Kodeksu o Bankructwie. Firma Delphi spodziewa się zakończyć restrukturyzację na terenie USA i zakończyć reorganizację opartą na Rozdziale 11 w pierwszej połowie roku 2007. "Nasza działalność globalna, zarówno w USA, jak i poza nimi, będzie kontynuowana bez żadnej przerwy – zapewnił Robert S. Miller, prezes zarządu Delphi. Kryzys Delphi może uderzyć w dawnego właściciela tej firmy, koncern General Motors. Na tego największego w świecie producenta aut może spaść obowiązek zapłaty miliardów dolarów świadczeń dla pracowników zwalnianych przez Delphi, którzy wcześniej byli na liście płac GM. Bank of America zwiększył wczoraj z 10 do 30 proc. prawdopodobieństwo ogłoszenia bankructwa przez GM. Kłopoty mają też inni. O problemach w swoich księgach rachunkowych poinformował wczoraj koncern Dana, wielki producent osi napędowych i przekładni. Już wcześniej koncern uprzedzał, że nie poradzi sobie z zaplanowaną obniżką kosztów. Od początku roku kurs akcji Dana spadł o 60 proc. Wielkiego producenta części samochodowych Lear Corp. – o 49 proc. Kilka tygodni temu koncern oponiarski Goodyear nie wykluczył zamknięcia niektórych fabryk. Fala zwolnień przetacza się też przez branżę samochodową w Europie. Przed rokiem GM postanowił zwolnić 12 tys., czyli jedną piątą swoich pracowników w Europie. Pod koniec sierpnia tego roku zwolnienie 1,5 tys. osób (5 proc. personelu) ogłoszono w fabrykach Volvo, głównie w Szwecji. Wczoraj o możliwej reorganizacji swoich szwedzkich fabryk powiadomiła Scania, producent ciężarówek i autobusów. Koncerny samochodowe mają coraz większe trudności w utrzymaniu produkcji w rozwiniętych gospodarczo państwach, gdzie płace robotników są kilka razy wyższe niż w mniej uprzemysłowionych. Wzrost światowych cen ropy i stali pogłębia kryzys. To z kolei szansa dla państw, takich jak Polska, gdzie koszty produkcji są niższe niż w Niemczech czy Szwecji. Więcej na: http://auto.gazeta.pl/auto/1,48316,2961587.html, http://www.samar.pl/index.html?__action=sec,4&news=8562