Lublin: Przygniotło mechanika
Przechodnie ratowali mężczyznę, uwięzionego pod dziewięciotonowym jelczem –czytamy w Dzienniku Wschodnim. Lekarze walczą o życie 48-letniego mechanika z pogotowia technicznego MPK. W środę wieczorem mężczyzna naprawiał uszkodzony autobus. Dziewięciotonowy jelcz spadł z lewarka. Prawdopodobnie zawinił sam mechanik, który nie zabezpieczył autobusu stojącego na pochyłej jezdni. Do tragedii doszło w środę około godz. 21 na ul. Orkana obok przystanku przy sklepie Biedronka. Na skrzyżowaniu z osiedlową uliczką zepsuł się tam stary jelcz Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. – Awarii uległ wspornik poduszek. Dlatego autobus osunął się w dół na koła. Nie mógł już kontynuować jazdy – tłumaczy Stanisław Wojnarowicz, rzecznik MPK. Na miejsce przyjechał holownik pogotowia technicznego. Mechanik chciał doprowadzić jelcza do stanu, w którym można by go było odholować do warsztatu w zajezdni. Podłożył lewarek pod autobus i uniósł pojazd. Później wczołgał się pod jelcza. – Z nieznanych przyczyn pojazd zsunął się z podnośnika i przygniótł mężczyznę – mówi Tomasz Jachowicz z Komendy Miejskiej Policji. – Widok był straszny. Mechanik leżał na boku – mówią świadkowie tragedii, młodzi ludzie z pobliskich bloków. To oni wraz z kierowcą zepsutego autobusu jako pierwsi pospieszyli z pomocą uwięzionemu pod jelczem mężczyźnie. – Chwyciliśmy za drąg do holowania autobusów. Wzięliśmy kawałki drewna, podłożyliśmy pod drąg i tak zbudowaliśmy dźwignię. Z trudem udało nam się unieść autobus na tyle, żeby można było wyciągnąć mechanika. Jeszcze się ruszał. Strasznie charczał. Strażacy ze specjalistycznym sprzętem przyjechali dopiero kilka minut później. Karetka dotarła na miejsce po trzech minutach. 48-letni Czesław Ł był już nieprzytomny. Lekarzom udało się go reanimować. W stanie krytycznym trafił do szpitala przy al. Kraśnickiej. – Ma bardzo poważne obrażenia wewnętrzne. Do tej chwili nie odzyskał przytomności – mówi Małgorzata Piasecka-Twaróg, ordynator Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej szpitala przy al. Kraśnickiej. Dlaczego doszło do tragedii? Mimo że autobus stał na pochyłej jezdni, mechanik nie włożył pod koła jelcza żadnych klinów. – A koła powinny być zaklinowane – przyznaje Wojnarowicz. Prawdopodobnie pojazd nie był też wsparty na dodatkowych 'koziołkach”i stał na samym lewarku. Sprawę bada specjalna komisja powołana w MPK oraz Państwowa Inspekcja Pracy. – Spytamy pracodawcę, czy były ustalone reguły postępowania w takich przypadkach, sprawdzimy czy były one właściwe i czy zostały zachowane – mówi – Zbysław Momot, zastępca okręgowego inspektora pracy w Lublinie.